Dzienne archiwum: 25 lutego 2012

Razy dwa!

      Miałam dziś przemiłych gości. Koleżanka z mężem, córcią (powiem tylko, że niespełna roczną) i… dzidzią w brzuchu. Imionami celowo nie szastam, bo w niektórych kręgach radosna nowina jest jeszcze tajemnicą. Lilka nie widziała jeszcze akurat tej cioci i tego wujka, ale cała rodzina, łącznie z nową koleżanką zrobiła na niej pozytywne wrażenie. Kawka, ciasto, obiad, wymiana ciuszków i poglądów na życie… 

   Zauważyłam, że zapełnia się podzbiór naszych przyjaciół obdarzonych podwójnych szczęściem i, co ciekawe, żadna z par mogąca się w naszym otoczeniu pochwalić obfitszym dziecięcym dorobkiem, o tę obfitość bynajmniej się nie modliła. Są to zatem tzw. dzieci nieplanowane. Felek i Lilka, najbliższe memu sercu antyplany, porównuję do znalezienia w krzakach torby z pieniędzmi- nie zakładasz tego, ale przecież cieszysz się jak głupi, gdy się zdarzy. Czasami trzeba oswoić się z szokiem, jaki atakuje, gdy to szczęście się zjawia. Ale Bóg mi świadkiem, że o ile wpadłam z małą panikę, gdy okazało się, że Felek będzie miał rodzeństwo, dzisiaj nie wyobrażam sobie bez mojej córeczki życia. Jak w ogóle świat mógł się kręcić, gdy Liluni nie było- raczej to mnie nurtuje. Ja po prostu już teraz wiem, że co (a raczej KTO) ma być, to będzie. Żadne plany nie mają tutaj nic do rzeczy. Widzę, jak szczęśliwe są nasze znajome rodziny z podwójnym przychówkiem, chociaż, że się tak wyrażę na pewno im się nie przelewa (nawiasem mówiąc, nam się ostatnio przelewało, bo zrządzeniem losu jeden z naszych pokoi został… zatopiony. Długa historia, póki co korzystamy z jednego pokoju i czekamy wiecznym czekaniem na suchość, której do końca już tu chyba nigdy nie będzie po tym wszystkim, ale trudno). To jest specyficzny sposób myślenia: wszystko, co potrafi maksymalnie życie utrudnić liczymy razy dwa. Dla równowagi jednak wszystko, co jest sensem życia i co daje poczucie jego obecności- także razy dwa. Jeśli prawda to, że mając dziecko, przeżywa się swoje życie na nowo (a ja mogę poświadczyć, że tak jest), to mając dwoje, intensywność tego przeżycia również jest odpowiednio wzmożona. No cóż- drogiej koleżance i jej fantastycznej rodzince życzę zdrówka!

   Z innej beczki- bawi mnie tak słodka hipokryzja gościnno-matczyno- cioteczna. Nieważne, jak blisko jesteś z dzieciatą osobą, która cię odwiedza. I tak zawsze udajesz, że Higiena i Bezpieczeństwo to twoje drugie i trzecie (albo i pierwsze podwójne!) imiona. Felek, będąc w wieku dziecka, które tu dziś rządziło,pełzał, raczkował, brał do gęby. Znajdował sobie pod stołem skórkę od chleba sprzed tygodnia i się nią częstował tak długo, aż komuś zachciało się w końcu mu to zabrać. Bawił się wsuwką do włosów. Wstawał przy meblach i robił bam aż huczało. Jeśli dziecku gości spadnie flips na ziemię i leży tam sekundę, przezorna gospodyni pędzi po nowy, żeby przypadkiem nie pokazać po sobie olewki dla tego zabójstwa czystości. Wszystkie klocki lego, pałętające się pod nogami, usunięte zawczasu, bo przecież, na Boga, trzeba dbać o układ oddechowy i pokarmowy ślicznej małej księżniczki! A że ta jeszcze mniejsza, tylko że moja własna obżera niewyparzone gryzaki już trzeci dzień, no trudno, przecież nie damy się zwariować domestosowym lobby. Takie przemyślenia mnie naszły, bo uświadomiłam sobie, jak bardzo nie chcemy dać się pokazać od tej leniwej i ,,niegazetowej” strony jako matki. I że to, co wyczytujemy na forach, blogach i na fejsie, nie zawsze odzwierciedla rzeczywistość. Zwierzenia typu ,,nie daję mojemu dziecku słodyczy, a jedynie hand made’owe, eko i wege ciasteczka, które razem z moim rocznym synkiem pieczemy codziennie”, można spokojnie interpretować jako ,,nie kupuję szklanych lizaków mojemu dziecku, bo jeszcze nie ma wszystkich zębów i nie daje rady ich zeżreć”. Z drugiej strony, uważam, że to zakłamanie, jeśli w ogóle jest to zakłamanie, nie jest jakieś strasznie złe. We mnie wzbudza pobłażliwy uśmiech. Wiadomo, że nie ma ideałów, nawet matryc, na których możnaby się wzorować. A z narzucanymi przez wszystkie poradniki ,,normami” trzeba walczyć, bo właśnie to, co tam wypisują, zniechęca do posiadania potomstwa, a już na pewno do ilości większej niż 1.