Razy dwa!

      Miałam dziś przemiłych gości. Koleżanka z mężem, córcią (powiem tylko, że niespełna roczną) i… dzidzią w brzuchu. Imionami celowo nie szastam, bo w niektórych kręgach radosna nowina jest jeszcze tajemnicą. Lilka nie widziała jeszcze akurat tej cioci i tego wujka, ale cała rodzina, łącznie z nową koleżanką zrobiła na niej pozytywne wrażenie. Kawka, ciasto, obiad, wymiana ciuszków i poglądów na życie… 

   Zauważyłam, że zapełnia się podzbiór naszych przyjaciół obdarzonych podwójnych szczęściem i, co ciekawe, żadna z par mogąca się w naszym otoczeniu pochwalić obfitszym dziecięcym dorobkiem, o tę obfitość bynajmniej się nie modliła. Są to zatem tzw. dzieci nieplanowane. Felek i Lilka, najbliższe memu sercu antyplany, porównuję do znalezienia w krzakach torby z pieniędzmi- nie zakładasz tego, ale przecież cieszysz się jak głupi, gdy się zdarzy. Czasami trzeba oswoić się z szokiem, jaki atakuje, gdy to szczęście się zjawia. Ale Bóg mi świadkiem, że o ile wpadłam z małą panikę, gdy okazało się, że Felek będzie miał rodzeństwo, dzisiaj nie wyobrażam sobie bez mojej córeczki życia. Jak w ogóle świat mógł się kręcić, gdy Liluni nie było- raczej to mnie nurtuje. Ja po prostu już teraz wiem, że co (a raczej KTO) ma być, to będzie. Żadne plany nie mają tutaj nic do rzeczy. Widzę, jak szczęśliwe są nasze znajome rodziny z podwójnym przychówkiem, chociaż, że się tak wyrażę na pewno im się nie przelewa (nawiasem mówiąc, nam się ostatnio przelewało, bo zrządzeniem losu jeden z naszych pokoi został… zatopiony. Długa historia, póki co korzystamy z jednego pokoju i czekamy wiecznym czekaniem na suchość, której do końca już tu chyba nigdy nie będzie po tym wszystkim, ale trudno). To jest specyficzny sposób myślenia: wszystko, co potrafi maksymalnie życie utrudnić liczymy razy dwa. Dla równowagi jednak wszystko, co jest sensem życia i co daje poczucie jego obecności- także razy dwa. Jeśli prawda to, że mając dziecko, przeżywa się swoje życie na nowo (a ja mogę poświadczyć, że tak jest), to mając dwoje, intensywność tego przeżycia również jest odpowiednio wzmożona. No cóż- drogiej koleżance i jej fantastycznej rodzince życzę zdrówka!

   Z innej beczki- bawi mnie tak słodka hipokryzja gościnno-matczyno- cioteczna. Nieważne, jak blisko jesteś z dzieciatą osobą, która cię odwiedza. I tak zawsze udajesz, że Higiena i Bezpieczeństwo to twoje drugie i trzecie (albo i pierwsze podwójne!) imiona. Felek, będąc w wieku dziecka, które tu dziś rządziło,pełzał, raczkował, brał do gęby. Znajdował sobie pod stołem skórkę od chleba sprzed tygodnia i się nią częstował tak długo, aż komuś zachciało się w końcu mu to zabrać. Bawił się wsuwką do włosów. Wstawał przy meblach i robił bam aż huczało. Jeśli dziecku gości spadnie flips na ziemię i leży tam sekundę, przezorna gospodyni pędzi po nowy, żeby przypadkiem nie pokazać po sobie olewki dla tego zabójstwa czystości. Wszystkie klocki lego, pałętające się pod nogami, usunięte zawczasu, bo przecież, na Boga, trzeba dbać o układ oddechowy i pokarmowy ślicznej małej księżniczki! A że ta jeszcze mniejsza, tylko że moja własna obżera niewyparzone gryzaki już trzeci dzień, no trudno, przecież nie damy się zwariować domestosowym lobby. Takie przemyślenia mnie naszły, bo uświadomiłam sobie, jak bardzo nie chcemy dać się pokazać od tej leniwej i ,,niegazetowej” strony jako matki. I że to, co wyczytujemy na forach, blogach i na fejsie, nie zawsze odzwierciedla rzeczywistość. Zwierzenia typu ,,nie daję mojemu dziecku słodyczy, a jedynie hand made’owe, eko i wege ciasteczka, które razem z moim rocznym synkiem pieczemy codziennie”, można spokojnie interpretować jako ,,nie kupuję szklanych lizaków mojemu dziecku, bo jeszcze nie ma wszystkich zębów i nie daje rady ich zeżreć”. Z drugiej strony, uważam, że to zakłamanie, jeśli w ogóle jest to zakłamanie, nie jest jakieś strasznie złe. We mnie wzbudza pobłażliwy uśmiech. Wiadomo, że nie ma ideałów, nawet matryc, na których możnaby się wzorować. A z narzucanymi przez wszystkie poradniki ,,normami” trzeba walczyć, bo właśnie to, co tam wypisują, zniechęca do posiadania potomstwa, a już na pewno do ilości większej niż 1.

14 myśli nt. „Razy dwa!

  1. Ewa

    Maria, skąd u Ciebie taki krytycyzm?! Ja bym była bardziej wyrozumiała dla sposobu wychowania dzieci, jaki preferują Twoi znajomi. Każdy dba o dziecko jak najlepiej wg. siebie. Pozwól innym na zachowania inne niż Twoje. Ja także nie uważam, że należy przesadzać z antyseptycznością otoczenia ale przesadą jest pozwalać na wkładanie do buzi skórki od chleba, która leży pod stołem od tygodnia… Nie gniewaj się za odrobinę krytycyzmu. Prawda i słuszność zawsze leży po środku.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Przecież ja nikogo nie krytykuję:) Piszę tylko, że zdarza mi się udawać nieco inną mamą,niż jestem i wiem,że inne mamy robią to samo. Skórka od chleba jest tu takim symbolem, chodziło mi właśnie o to, że nie powinno przesadzać się w żadną stroną.

      Odpowiedz
    2. Kasia

      Ewo, ja odebrałam ten tekst raczej jako krytykę Marysi własnych zachowań niż innych, znajomych czy nieznajomych. Masz rację, że najlepiej jest znaleźć złoty środek i chyba wszyscy błądzimy w jego poszukiwaniu ;) Marysia chyba po prostu pokazuje takie nieco przejaskrawione przykłady właśnie, żeby lepiej zobrazować skrajności, w które nie należy popadać :)

      Odpowiedz
      1. Ewa

        :) Ja już chyba stara jestem… dla mnie życie nigdy nie jest białe albo czarne tylko wszystko się miksuje i nie zrozumiałam tekstu tak jak to było zamierzone:) Musze go przeczytać raz jeszcze:)

        Odpowiedz
        1. Marysia Autor wpisu

          Właśnie chodziło mi o to,że zarówno ja,jak i ta koleżanka oraz wieeele innych w gronie innych matek udają takie nawiedzone a potem w domu i tak robią po swojemu:) Rozśmieszyła mnie myśl,że nie jestem w tym sama;p

          Odpowiedz
          1. emil

            ja sie zgadzam,lapie sie czasami ze tez i ja sie zachowuje jak gazetowa mama gdzies na forum wsrod nienajblizszych

  2. Kasia

    Maryś, kocham to jak bardzo się z Tobą zgadzam!!!! ja jestem pierwsza w kolejce po tytuł ciotki-roztropki, podczas gdy moje dziecko zajada ze smakiem kółka od wózka ;pppp A co do eko home made ciastek, to powiem Ci, że w moim przypadku to życie zweryfikowało moje poglądy. Dopóki Wicu nie jadł nic poza mlekiem zarzekałam się na śmierć i życie, że nic mu nigdy nie posłodzę, bo cukier to biała śmierć, tymczasem w święta zajadał się sernikiem. Domowym – fakt, ale babcinym = z toną białego cukru. I sama faktycznie jak robię mu budyniek, to słodzę brązowym cukrem i to bardzo malutko, staram się też piec mu jak najczęściej razowe, melasowe, otrębowe wypieki, ale z drugiej strony nie dostaję już zawału, jak zajada się kupnym biszkopcikiem albo własnym urodzinowym tortem. Nadal uważam, że nie będę mu kupowała lizaków, ale muszę z ręką na sercu przyznać, że stałam się w tym wszystkim zdecydowanie mniej ortodoksyjna… i nie wiem dlaczego… albo faktycznie z lenistwa, albo też może z chęci, żeby dziecko jednak uczestniczyło w normalnym życiu, a nie tkwiło w wysterylizowanej bio- eko- pełnoziarnistej bańce ;)

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Pełnoziarnista bańka!! Przepiękne!!! No niestety o zmianie poglądów z radykalnych na życiowe to może ja sie wypowiadać nie będę… Już gdy byłam w ciąży, zwłaszcza na początku,z poważnymi minami rozpowiadaliśmy wszystkim wokół,że nasze dziecko to nie będzie jadło słodyczy, oglądało TV, w nowszej wersji: chodziło w różowym, wiwat eko, pełnoziarnistość i gender:) Jak jest, każda ciocia widzi i wie, nie musimy się nawzajem pogrążać:) BTW, czekam na Twego pełnoziarnistego bloga, codzień gdy fejsa odpalam, na Twój profil pędzę sprawdzać, czy aby podlinkowane:)

      Odpowiedz
  3. Dorota

    Cieszę się, że każdy z nas ma odmienny pomysł na wychowywanie. Są mamy, które na wzór Reni Jusis (do przeczytania jej autorstwa”Zielona mama”) podążają za eko trendem, a są mamy, które wzorem naszych mam wychowują swoje dzieci na biszkoptach, ziemniakach i białym cukrze ;) Sama należę do drugiej grupy. Pamiętam pełnotłuste posiłki u babci Jadzi i całodniowe zabawy na podwórku, grzebiąc w ziemi, wśród kotów, psów i kurek. Nigdy nie próbowałam zmieniac nawyków żywieniowych całej rodziny, bo pojawiło się dziecko. Pieczenie ciasteczek traktujemy z moją córką, jako atrakcję kulinarną połączoną z ozdabianiem.
    Natomiast czystośc…nigdy nie udawałam przed koleżankami tego kim nie jestem. Oczywiście przed zapowiedzianą wizytą, zawsze następuje akcja sprzątanie :) Nie myłam podłóg codziennie i nadal nie będę tego robic. Jednak osąd czy dziecko powinno zjeśc z podłogi zawsze zostawiam rodzicowi. U mnie z podłogi się nie je. Nawet najlepszy kąsek, który upadnie u mnie na ziemię zostaje wyrzucony. Przyczyna jest prosta, chodzimy w butach, na butach przenosimy również komórki kałowe…i nic na to nie poradzę budzi we mnie odrazę, nawet wyobrażenie, że mogłabym to spożyc. Jednak „wolnoc Tomku w swoim domku”.
    Czy wiesz, że siedliskiem tych właśnie bakterii jest wózek w markecie (mamy wsadzają swoje pociechy do wózków na zakupy) oraz wszelkie uchwyty w komunikacji miejskiej…ble. A jak mamy ochotę na sporą dawkę bakterii, wystarczy dac dzieku do zabawy telefon komórkowy lub pilota. Wniosek prosty: nie ustrzeżemy siebie oraz swoich pociech przed atakującymi nas zarazkami ;)

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Bardzo dziękuję za wyczerpującą wypowiedź:) Zgadzam się w pełni, iż przed zarazkami nie da się ustrzec! O wózkach sklepowych czytałam,że są brudniejsze niż sedes w piblicznej toalecie- to wyniki jakichś badań sanitarnych… Jednak mnie to naprowadza na myśl,że skoro i tak te zarazki są wszędzie, to czy warto się katować i sprzątać bez przerwy i wszystko? Wszak wystarczy pójsć do sklepu, by na nowo się nimi uraczyć…

      Odpowiedz
  4. Mamanapuszczy-1

    Sens sprzątania zawiera się w dwóch kategoriach – ochrony zdrowia i estetycznej. Obie są wykładnią odpowiedzialności za dar, jaki otrzymaliśmy.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>