Dzienne archiwum: 14 marca 2012

Te paznokcie…

   Ratunku, mam dylemat. Mam dylemat jak stąd do Londynu, gruby i pazerny jak rozsiadająca się w autobusie na dwóch siedzeniach baba z wąsami! Nie wiem, co robić. Malowałam dziś paznokcie. Przyszedł Felek, też chciał. Skończyło się na tym, że stworzyliśmy za pomocą lakieru i gazety piękne malowidło, ale to tak, żeby uśpić jego czujność (a lakier i tak był do wyrzucenia, bo okazało się, że jego konsystencja pozostawia wiele do roszczeń…), bo on oczywiście chciał malować paznokcie. Nie pozwoliłam mu. Wylejcie na mnie kubeł pomyj- powiedziałam, że to nie jest dla chłopców. Wychłostajcie- wymieniłam mu, kto może malować paznokcie- mama, pani, ciocia, babcia, Lilka. Bo są dziewczynkami, a on chłopcem. Powiem wam, że bolało mnie coś i gniotło w środku, jak mu to deklamowałam. On w akcie buntu oznajmił, że wcale chłopcem nie jest. Ale mnie wkurzył- bo do cholery, w tym momencie moja misternie utkana teoria rozerwała się jak szmaciane balerinki z Auchana za 9,99 po pierwszej minimżawce. Więc ja na jego procę wytaczam najcięższe działa: ,,Jak to nie, masz pindelka, jesteś chłopcem!”- i coś we mnie płacze! Modlę się, żeby już skończył, ale gdzie tam. ,,Ty tes mas”- on się nigdy nie poddaje. ,,Ja nie mam”- przyznaję przez zęby unikając jego wzroku i już się nawet nie cieszę, że udało mi się równo te paznokcie pomalować. Bo wcale a wcale nie uważam, że jak się ma pindelka to nie można malować paznokci. Do diabła, można! A że ja bym się z facetem malującym paznokcie nie związała, to już inna bajka, mój wybór, nie jego, jak jego i chce malować to niech se maluje. Ale co? Pozwolić? Oglądałam kiedyś na jutubie jakieś pojedyncze odcinki ,,Rozmów w Toku”. Sama idea tego programu to dla mnie dno dna, ale czasami można się jednak czegoś o ludziach dowiedzieć (nawet wbrew swojej woli…) no i ta Drzyzga też taka najgorsza nie jest. I był odcinek (tematu ogólnie nie pamiętam) w którym wystąpił piętnastolatek. Umalowany, ubrany jak dziewczyna, pofarbowane włosy. Na sali obecny był jego ojciec. Młody miał coming out, bo przed kamerami wyznał staremu, że jest bi. Ten w szoku, ale udaje, że spoko, bo kocha syna takiego, jakim jest. Nawiasem mówiąc, syn wyglądał na totalnie zakompleksionego i zagubionego, mimo tych piórek w które się wystroił. Drzyzga grzmiała w kierunku dupowatego tatusia: ,,To ty jako rodzic powinieneś nauczyć syna co jest właściwe dla niego i przekazać mu męski wzorzec!”. Ta scena utkwiła mi w pamięci, chociaż było, minęło kilka lat temu. Z drugiej zaś strony gender, w którym wszystkie filolożki i inne inetelektualistki (także te płci męskiej… ) taplają się jak w bagnie przez ostatnie conajmniej 40 lat, a w XXI wieku to już w ogóle nie wypada używać takich przekleństw jak ,,chłopiec” czy ,,dziewczynka” tylko jest dziecko i basta. Jedne z tego bagna jakoś się wykaraskają i jeszcze potrafią ciekawie i mądrze o tym doświadczeniu napisać, inne włażą sobie nawzajem na głowy, próbują chwytać kolczaste krzaki, by się wydostać i powiedzieć światu, jak sobie poradziły, a i tak nic z tego nie wynika. Co do mnie, to jestem gdzieś po środku. To znaczy w bagnie w ogóle nie byłam, bo popieram sercem i duszą równouprawnienie w jego idealnej, czystej, niemożliwej do zrealizowania formie, ale żeby nie było, zagłębiłam temat podczas pocenia się nad magisterką. I dobrze wiem, do czego prowadzi wmawianie chłopcom, że skoro mają pindelka to nie wolno im malować paznokci. A mimo to zabroniłam- HELP!

   Potem oczywiście myślałam o tym cały dzień i przyszły mi do głowy różnorakie scenariusze, tzn. co następnym razem zrobię, gdy dojdzie do podobnej sytuacji. Scenariusze te niestety nie współgrają ze sobą. ,,Że niby mam synowi (!) memu urządzić sesję urodową, manicure i pedicure included, może jeszcze kurde maseczkę mu zaserwuję i mejkap?”- to głos świętego oburzenia, które natychmiast zagłuszane jest przez inny- ,,A czemu nie? Nie umrze! Na razie nadęty moherze naraziłaś go wyłącznie na konflikt tożsamościowy! Fuck the Drzyzga!”. On ma 3 lata… Jestem jak najdalsza od przekonania, że pomalowanie paznokci ,,zrobi z niego pedała”. Moja tolerancja jest z tych, które wiedzą, że zabiegi kosmetyczne i określona kolorystyka w otoczeniu dziecka nie determinuje jego orientacji seksualnej i rozhisteryzowane mamuśki, choćby chciały, nie mają na to większego wpływu. A jak ,,pedałem” będzie, to nawet nie trudno, ważne żeby był szczęśliwy i nikogo nie krzywdził. Więc skąd…? Polecam znajomym artykuły o niebiańskim skandynawskim wychowaniu, które nie różnicuje dzieci ze względu na płeć, a sama, chociaż ze skrzywioną miną, wspieram przebrzmiały patriarchat! Jego relikty! Nie chcę chłopcu pozwolić na malowanie paznokci! To znaczy chcę! Ale jakoś nie mogę… A wy możecie? Pomocy!