Dzienne archiwum: 20 kwietnia 2012

Pan mnie pogłaskał

Jako, że jutro już wracam do kochanego kraju i stres przedlotniczy wibruje we mnie jak silnik Tupolewa sprzed wojny, poświęcę chwilę na temat, który niedawno ponownie powrócił do mnie wraz z powiewem lęku o dziecko. O dzieci. Wiem na pewno, że jeśli ktoś skrzywdziłby któreś z nich, zabiłabym i wiedza ta nieco mnie przeraża. No wiecie, peace & love, ale jednak byłabym zdolna do pozbawienia kogoś życia. Za to jedno- za krzywdę któregoś z moich maluchów. Rozważania mam nadzieję, czysto teoretyczne, acz sprawy zboczeńców pojawiają się co jakiś czas w mediach i burzą ludzki spokój.

Wczoraj w sklepie bez powodu, odruchowo, jak to czynię często, przejechałam ręką po ostrzyżonej czuprynce mojego ślicznego synka. Akurat w tym samym momencie przechodził obok niego jakiś facet. Felonek obejrzał się i zakomunikował mi z wymalowanym miłym zaskoczeniem na opalonej buzi: ,,Pan mnie pogłaskał, mamusiu”. Przez ułamek sekundy, nim uświadomiłam sobie, że nie spuszczałam malca z oka i w sumie to ja go przecież własnoręcznie pogłaskałam, a nie żaden pan, miałam ochotę szukać drania i z pianą cieknącą po brodzie, zapytać go, czy potrzebuje przygód. W porę ochłonęłam i odpowiedziałam dość chłodno, bo jeszcze szał nienawiści do potencjalnego zboka nie minął: ,,Synku, to nie pan cię pogłaskał, tylko mama. Pan tylko przechodził kolo ciebie”. Feliksik przyjął do wiadomości i zapomniał o sprawie. Ale ja nie.

Czy trzy latka to wiek odpowiedni, by uświadamiać dziecko na tematy, które są przecież dla niego jeszcze zbyt drastyczne? Ostatnio wątek pilnowania dzieci pojawił się na zaprzyjaźnionym blogu pisanym przez kuzynkę Marcinka (http://babskiepogaduszki.pl/?p=1239) i od tego czasu co jakiś czas nachodzą mnie różne myśli. Jestem przeciwniczką chowania dziecka pod kloszem, a zabranianie mu ,,rozmowy z obcymi” uważam za niedorzeczne. Zaszczepianie lęku jest złe, ale przecież każdy wie, że ufać wszystkim nie można. Czy fakt, iż moje dziecko rozbawiła możliwość pogłaskania go przez obcego chłopa nie jest jednak trochę niepokojący? Czy źle zrobiłam, nie ciągnąc kwestii? Jak długo jeszcze on będzie ,,za mały” by o tym rozmawiać? Nie chodzi mi o przekazywanie brutalnych treści, chociaż przecież gwałcone są nawet niemowlaki, a gorszy horror trudno sobie wyobrazić. Przedszkolaki masowo padają ofiarą tego rodzaju przemocy. Bo uczone są od urodzenia, że dorosłym się nie odmawia? Bo ich ostrzejszy sprzeciw wobec tego, co im się nie widzi, spotyka się z reprymendą, klapsem, szarpaniem, groźnymi minami? I w końcu zatracają umiejętność wyrażania tegoż sprzeciwu w sposób, który akurat tutaj byłby adekwatny?

Pomyślałam sobie, że nauczę Felka tak: jeśli dotknie cię, pogłaszcze, złapie za rączkę obcy pan, masz krzyczeć. Z całej siły. Nieważne dlaczego, mały nie pojmie, ale chodzi o zwrócenie uwagi i odstraszenie ,,potencjalnego”. Ale z drugiej strony, wyobraziłam sobie ścisk w pociągu i mimowolny kontakt dotykowy z jakimś Bogu ducha winnym facetem a następnie dziki wrzask Felka. Albo kolega taty, którego widzi pierwszy raz, będzie chciał się z nim przywitać. Oczywiście lepiej tłumaczyć dziwne zachowanie dziecka komukolwiek, niż je narazić na dramat. Ale właściwie to nie wiem. Wiem, że bym zabiła, ale nie chcę mieć okazji tego udowadniać… Pilnowanie dziecka- oczywiście. Ale w końcu pójdzie do przedszkola, a naczytałam się różnorakich historii mających miejsce w przedszkolnych czy szkolnych murach. Najgorsza jest świadomość, że maluch, choćby się z nim rozmawiało tylko i wyłącznie na temat seksualnej przemocy wobec dzieci i sposobami na walkę z nią, jest bezbronny. Nie mówię już nawet o gwałcie, ale bardziej ,,miękkich” formach molestowania, jakieś podłapywanie, ekshibicjonizm, nafaszerowana erotyzmem gadka. Miałam do czynienia z kilkoma zboczeńcami w swoim życiu. Wszystkich wyśmiałam i kuraż ich opuścił. Nie byli gotowi na taką reakcję. Ale ja byłam już dorosła, gdy mnie to spotykało. Znałam trochę ludzi, trochę miałam wiedzy, trochę pogardy wobec tego, co szuka przemocy nad słabszym. Czyli to wszystko, czego kilkulatkowi tak potwornie brakuje. Na razie stawiam na wrzask, ale jak w ogóle zacząć uświadamiającą rozmowę z takim maluszkiem? Z maluszkiem, który cieszy się, że obcy facet pogłaskał go po główce- brrr, aż mnie ciarki przechodzą, gdy to wspomnę, bez kitu…

PS. Dziś pojawił się pierwszy ząbek Lilianny! Zwieńczenie 3 tygodni nieprzespanych nocy- wyjątkowo długo się skubany przebijał…