Dobrze mi tu…

Czuje się dobrze, gdy w miejscu, gdzie nie ma przejścia dla pieszych, rozpędzone samochody zatrzymują się, by umożliwić mi przeprawę na drugą stronę, a kierowcy uśmiechają się i machają przyjaźnie zamiast piorunować spojrzeniem wariatkę, której nikt przecież dzieci mieć nie kazał i niech se teraz radzi, a nie ruch zaburza. Wzruszam się, widząc te wszystkie udogodnienia dla wózków, dla niepełnosprawnych, sympatię wobec dzieci, ludzi do siebie nawzajem. Te wspaniałe, oblężone przez półgołe (mimo kilku stopni na plusie tu ludzie zwykli chodzić w japonkach i cienkich koszulkach gdy tylko wyjrzy słońce, podobnie ubrane są nawet bobasy we wózkach, chociaż moje w rajstopach pod spodniami i czapkach… porażka :P ) dzieciaki place zabaw. Życzliwość. Wszechobecna. W drzwiach osoba z wózkiem przepuszczana jest zawsze i przez każdego, od nastolatków, po staruszków z laskami. W centrach handlowych pokoje do karmienia czy przewijania wyposażone są w takie luksusy, że opada szczęka. Mikrofale, krzesełka, wygodne fotele dla matek, podgrzewacze, zabawki. W takich warunkach nie łapią cię wyrzuty sumienia, że masz dzieci i że zatruwasz nimi życie reszcie społeczeństwa. Tu każdy, kto ma w jakikolwiek sposób ograniczoną mobilność, spotyka się z atencją, sympatią, pomocą. Wchodzimy z przychówkiem do pizzerii i na dzień dobry nie wita nas westchnienie i zbolałe spojrzenie załogi oraz innych klientów, tylko ładnie ubrana dziewczyna rzuca się do nas z informacją, że zaraz wyszuka dla nas komfortowe miejsce. Leci po fotelik dla dziecka, pytając, czy i drugi potrzebny. W każdym kiblu przewijak. Także w męskim, co u nas jest nie do pomyślenia… Dlaczego nie jestem patriotką? Dlaczego mi tu bezgranicznie dobrze? Bo akurat jestem mamą dwójki dzieci, które są dla mnie najważniejsze. Co do innych mam, to podobnie jak w Szwecji- w każdziutkim publicznym miejscu zagęszczenie wózków dziecięcych na poziomie nienaturalnym aż. Rodziny z jedynakami to rzadkość, przeważają dwójki i trójki. Chrzanią o tym starzeniu się Europy. Starzeje się Polska. I nie dziwi mnie to wcale, ale trochę zasmuca.

Wiecie co to jest? To przyzwolenie na doznawanie przyjemności, którego w kraju nad Wisłą nie ma. Do 5 lat we wózku, po 40-stce na samochodziku inwalidzkim, bo nie chce się chodzić. Do 12 lat szaleństwa na placu zabaw, potem wiadomo co i darmowa antykoncepcja w szkołach. To nie jest zepsucie. To jest program który nie dopuszcza możliwości, że ktoś źle się czuje, jest ograniczony. Możesz oczywiście wychowywać dziecko jak chcesz, np. tak, by w wieku nastu lat nie odwiedzało łóżek wszystkich kolegów z klasy, ale jeśli ci się nie uda lub nie chce, już sztab mózgów od umilania życia zasiada, by ustalić, co dalej. Czy ja to popieram? Oczywiście, bo uważam, że każdy ma prawo do własnego wyboru. I mam silne wrażenie, że tutaj jest to oczywiste, a nie kojarzone z chorą fanaberią. Tutaj nie musisz mieć dzieci. Państwo zapewni ci wszelkie środki za darmo, jeśli tylko podejmiesz taką decyzję. Ale jeśli je masz, to także zrobi wszystko, by było ci lżej. Gdy Marcinek opowiadał w pracy, że w Polsce został zwolniony po tym, jak musiał siedzieć z chorym dzieckiem w szpitalu, słuchali tego, jak o inwazji ufoludków. Nie do końca wierząc, bo to przecież w głowie się nie mieści, ale jednak znamiona megarewelacji posiada. A mi kwaśno, że to, co u nas jest normą, tu jest kosmosem. Bo ta norma nie jest dobra. Wcale a wcale.

Święta dziś. Obkleiliśmy jajka naklejkami, a Felonek znalazł w szopce wielkie wykonane przez tatę z papierowej masy jajo z niespodzianką. Jaki on jest tu szczęśliwy, Boże… Oszalał z radości gdy zobaczył tatę. Chcemy być wszyscy razem, tyle powiem.

13 myśli nt. „Dobrze mi tu…

  1. elsi

    Poryczałam się gdzieś w połowie tego wpisu. Miałam już łzy w oczach, gdy czytałam o byciu mamą z dzieckiem przed Skype, bo tata gdzieś daleko, bo stracił pracę, jak i wcześniej mama…
    Gdzieś za miesiąc zwijam swoje życie w Polsce, pakuję dziecko, koty, książki z zwiewam do Anglii. Tak, uciekam. Przerażona tym co tu i bojąc się tego, co tam. Ale mając nadzieję. Gdy czytam ten wpis, moja nadzieja rośnie, strach nieco się zmniejsza. Dziękuję!
    Ps. też cholernie się boje przelotu z córką. To mój pierwszy raz w samolocie! I pomyśleć, że kiedyś przejechałam pół świata ;)

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      będzie dobrze! ja już teraz jestem bardzo zadowolona.Życie zdzieckiem,mimo rozłąki z bliskimi jest tutaj nieporównywalnie prostsze niż w Polsce.Ja na razie nie myślę o powrocie.Rozumiem Twoje obawy,bardzo…aległowa do góry.Jakco-pisz!!ile będę mogła,na pewno pomogę:)

      Odpowiedz
      1. elsi

        Wiesz, dawno, w trakcie studiów mieszkałam i pracowałam w UK (i jeszcze gdzie indziej za granicą). Było ok, uznałam jednak, że miejsce Polaka jest w Polsce. Niestety lata, które upłynęły od tej decyzji, spowodowały, ze wszystkie moje ideały sięgnęły dna… Gdyby nie dziecko, od dawna nawet bym się nie zastanawiała nad emigracją. Zastanawiałam, się zastanawialiśmy się, ostatecznie zmusiły nas okoliczności. tam praca jest (w zawodzie), tu nie. Boję się po prostu, że moje oczekiwania są zbyt duże (czytaj: normalność), choć wspomnienia mam – jak wspomniałam – wyłącznie pozytywne. Choć wszyscy znajomi mieszkający w UK (a jest ich dużo i coraz więcej) mówią, że to dobra decyzja i, ze sami nie chcą wracać.
        Dlatego poryczałam się przy Twoim poście. Bo, kurcze, pisze dokładnie o tym, jak chce żyć. Zwyczajnie. Normalnie.
        A mogę zapytać, gdzie w UK mieszkacie? Dopiero dziś zaczęłam czytać Twego bloga i choć „przeleciałam” ze dwa lata w ciągu wieczora, nie udało mi się odpowiedzieć na wiele pytań w tym to. Oczywiście, jeśli nie zamieszczałaś i nie chcesz zamieszczać takich informacji w sieci, zrozumiem :)
        Pozdrawiam serdecznie i wieeeelkie dzięki :)

        Odpowiedz
        1. Marysia Autor wpisu

          Mieszkamy w Ashford,w Kent-to jest w sąsiedztwie morza.Generalnie,jak pisałam,bylam sceptyczna-wyjechałam,bo chciałam byćz mężem,chciałam żeby dzieci miały ojca,wtedy to było poświęcenie,ale dziś wiem,że póki co ru jest moje (nasze) miejsce.W Polsce ciągle coś pod górkę,zawiść ludzka,także w najbliższej rodzinie,psuła nam krew.Tutaj czuję się dobrze,nie muszę patrzeć,czy bułka którą chcę kupić kosztuje 56 czy 67 groszy,bo mam 2 dzieci i muszę pamiętać,że pampersy to stały wydatek.Ja skończyłam studia,mój mąż ma niebagatelnedoświadczenie w różnych zawodach,a mimo to jako rodzice bez przerwy napotykaliśmy na przeszkody:( Tu tego nie ma. Chciałabym urodzić to za kilka lat jeszcze 1 dziecko.Mówię to z pełnymprzekonaniem.Tymczasem mamimplant-DARMOWY-zaktóry w pl musiałabym dać tysiaka…hmmm….

          Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>