Lileczka idzie spać

Lileczka pod każdym możliwym względem różni się diametralnie od swojego starszego brata. Dziś zajmę się jej wieczornym zasypianiem, które to dostarcza mi wielu emocji. Wiem, że aby nie zrobić krzywdy sobie ani jej, muszę zacząć proces nakłaniania jej do zaśnięcia odpowiednio wcześnie, tzn. wówczas, gdy zdradza pierwsze objawy zmęczenia, ale jeszcze nie pochłania ją ryk wykończeniowy, który często uniemożliwia pogrążenie się we śnie (ukochany przeze mnie dziecięcy paradoks- małe zmęczone tak bardzo, że nie może zasnąć…). Z reguły są to okolice godziny 18. Małe jest po deserku, żegna się z rodzinką i zanoszone jest przez mamę do łóżeczka. Jeszcze chwila karmienia przytulawczego, kontrola pieluchy i jeśli wszystko w normie, bobas układany jest delikatnie na podusi i przykrywany kołderką. Mama kocha, dobranoc, do jutra, po czym symuluję zniknięcie i zanurzam się w książce. Chwila ciszy, ale nie można dać się zwieźć. Już niedługo słyszę słodkie gadanie półrocznego niemowlaczka, zaglądam, ach tak, oczywiście, już leży na brzuszku i obżera rąbek kołdry. O nie, moja panno, teraz masz spać, zabawa już była. Przekładam maluszka, zanim zdążę złapać kołderkę, on już na powrót na brzuszku, odwracam ponownie, jeszcze kilka razy łóżkowe akrobacje, ok, udało się, małe położone na pleckach i przykryte. Niebieskie oczka łapią moje spojrzenie, a buzia rozdziawia się w potężnym bezzębnym uśmiechu. Opalone policzki wybrzuszają się pucołowato, oczki zaczynają błyszczeć, z gardełka dobiega westchnienie z zachwytu… Widząc to, nie potrafię być jak głaz! ,,No co, biedroneczko, co ty nie śpisz, no już, ładnie, na podusi, masz smoczek, Lileczko, no moje moje, oj, ale ja cię kocham, no no no”- buziak, łaskotki, bobasia ekstaza. Chwila refleksji- no kurczę, przecież miała spać. Przykrywam- w sekundę łapki strącają kołdrę, co jest śmieszne do rozpuku według niektórych. Przykrywam- łapki znowu energicznie się wydostają, machają i wykonują hastyczne ruchy, tak szybkie, że nie starcza mi refleksu, by piąstki chwycić i wepchnąć pod kołderkę. Kilkanaście prób kończy się fiaskiem. Ok, to śpij se z odkrytymi łapkami. Przykrywam korpusik i wracam do książki.

Z czytania wyrywa mnie miarowe stękanie. Pełna najgorszych przeczuć wstaję i zaglądam w czeluści łóżeczka. Odkryte maleństwo wita mnie szerokim uśmiechem. Podnoszę do góry tłuściutkie udko, by zajrzeć pod majty. To było do przewidzenia, Lileczka wymaga przewinięcia. Na maksa wymaga… No to dalej, chusteczki, krem, świeża pielucha, bobas podskakuje i chwyta wszystko co tylko nawinie mu się pod paluszki. Ostatni zatrzask ubranka, ostatni podskok, hop i do łóżka. Uśmiech nie schodzi z okrągłej twarzyczki, ale ja kładę się z lekturką, z nadzieją, że suche i czyste to może teraz w końcu zaśnie. Ale gdzie…

Kilka wersów i dochodzi do mych uszu charakterystyczne mlaskanie. Wyciągam szyję- no tak, goła pięta (no przecież przed chwilą sama oblekałam kiełbasy w różowe skarpety!) zapuściła się na zwiady do buzi. Lileczka liże sobie nogi. Raz jedną, raz drugą, z wielkim zaangażowaniem, posapując z wysiłku. Przyglądam się temu zajęciu z mieszanką rozczulenia i rezygnacji, bo już wiem, co teraz się zacznie. Ano, ostateczna niemożność przykrycia dziecka. Ledwo poczuje kołdrę na wypiętej dupce, obie parówy strzelają jak z procy, prostując się nagle i zrzucając puchowe jarzmo. Seria i płacz. Bo po ósmym razie Lileczka już wie, że to nie przelewki. Na szczęście, została jej w zanadrzu jeszcze jedna (oprócz żałosnego ryku, który zostawia sobie zawsze na sam koniec, gdy już wie, że spania nie uniknie, jest na prawdę zmęczona, ale chce okazać honor, chociaż znów tę bitwę przegrywa) superbroń- wypluwanie smoczka. Polega to mniej więcej na tym, że ja wkładam jej smoczek do buzi, a ona kilka sekund intensywnie go żuje, po czym wypluwa i płacze, że biedulka smoczka nie ma. Czasami sama go znajdzie i trzyma w rączkach, nadal płacząc, a właściwie postękując albo pokrzykując donośnie, jeśli w porę się nie objawię, by swą pomoc zaoferować. Akcja kryptonim Smoczek trwa czasem nawet pół godziny, przy czym łączona jest z innymi sposobami na niespanie, jak odwracanie na brzuszek, lizanie pięt albo zrzucanie kołdry. Gdy się znudzi, Lileczka daje się położyć na boczku, zapakować smoczek do buzi i przykryć. Przymyka oczki… Zastyga. Ale ja ją dobrze znam, więc bynajmniej od łóżeczka się nie ruszam, otwieram książkę i czekam. Tak, już jest. R.Y.K., który wykorzystuje rozwartą paszczę na wypadanie smoczka (trudniej go jednak włożyć z powrotem gdy to najgorsze trwa), wędrówki po całym łóżeczku (sprzyjają temu nieregularne ruchy i wstrząsy małego ryczącego ciałka) i oczywiście zbałwanianie kołdry. Po którejś z rzędu próbie układania dziecka i aplikowaniu smoczka system zaskakuje, główka z półrocznym impetem wyciąga się na boczku, powieczki w tempie ekspresowym zaciskają się i robi się cicho. Tak oto Lileczka zasypia. Zajęło nam to godzinę, więc teraz trzeba zająć się powoli spaniem Felka...

11 myśli nt. „Lileczka idzie spać

  1. mtotowangu

    u nas temat usypiania to temat rzeka… Bartek nienawidzi spać i budzi się bardzo często w nocy… nie mogę się doczekać zasypiania przy bajeczce… ach. pozdrawiam :)

    Odpowiedz
  2. emil

    hello
    Maria, JA polecam ksiazke ktora juz niejednemu rodzicowi pomogla uporac sie z problemami zasypiania u ich dzieci,w tej ksiazce madrze opisuje przyklady ,zasady.Mowia tez o o wypluwaniu smoczka! jezeli niemasz to kup i sie przekonaj bo watro sobie i w taki sposob sprobowac pomoc.
    a propo serdelek wystajacych za kolderki, Ja Matyldzie na noc zakladalam spiworek(co takze bylo dla niej oznaka snu nocnego)sa one przyjemne ,cieple i dokupienie w primarku za grosze!a przedewszystkim niemartwisz sie ze jej cos wystaje a coreczka nie wykorzystuje twojej cierpliwosci na ziembniete cialko!

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      mam śpiwór niejeden,ale jeszcze nie używaliśmy,bo nie było do niedawna potrzeby… czekaja w polsce i na pewno wejdą w życie:D co do książki chyba już mi ktoś polecał,ja chcę tylko kieeeeeeeeeeeeeeeeeedy to czytać…;p

      Odpowiedz
      1. Kasia

        Śpiworek koniecznie! A dopóki nie zaczniecie używać, to się nie przejmuj, nie walcz z dzieckiem! Jak se chce possać piętę, to niech ssie, a jak nie chce być przykryta, to niech nie będzie. Jak zaśnie, to załóż skarpetkę i przykryj – będzie wilczyca zadowolona, a owca spokojna, że się dziecko nie przeziębi ;)
        Ja cenię właściwie tylko jedną radę, którą przeczytałam wśród setek innych czytanych jeszcze w ciąży: zanim się zdenerwujesz, zastanów się czy to tego warte – czy faktycznie dziecko robi coś złego, czy po prostu robi coś inaczej, ale może niekoniecznie źle. Staram się do tego stosować i muszę przyznać, że ogranicza to mi stres do minimum :)

        Odpowiedz
        1. Marysia Autor wpisu

          odniosę się: bez przykrycia to licho nie uśnie za ch…;) a co do nerwów,to mnie już nic nie wkurzy,ja patrzę na to z dystansem i tylko treść na bloga se w myślach układam…;p jak mnie coś na serio wkurza lub martwi to nie piszę:(:(

          Odpowiedz
  3. emil

    kurde nie napisalam co to za ksiazka
    a mianowicie
    tytul-kazde dziecko moze nauczyc sie spac
    autor-annette kast-zahn, hartmut morgenroth

    Odpowiedz
  4. Marta

    Mam córeczkę o dzień starszą od Lilianki wiec od jakiegoś czasu z zapałem czytam Twojego bloga :) u nas jakby nie było to zasypinie zawsze kończy się u mamy na rękach… wiem wiem to niedobrze ale nie umiem sie oprzeć tej Małej istotce :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>