Pan mnie pogłaskał

Jako, że jutro już wracam do kochanego kraju i stres przedlotniczy wibruje we mnie jak silnik Tupolewa sprzed wojny, poświęcę chwilę na temat, który niedawno ponownie powrócił do mnie wraz z powiewem lęku o dziecko. O dzieci. Wiem na pewno, że jeśli ktoś skrzywdziłby któreś z nich, zabiłabym i wiedza ta nieco mnie przeraża. No wiecie, peace & love, ale jednak byłabym zdolna do pozbawienia kogoś życia. Za to jedno- za krzywdę któregoś z moich maluchów. Rozważania mam nadzieję, czysto teoretyczne, acz sprawy zboczeńców pojawiają się co jakiś czas w mediach i burzą ludzki spokój.

Wczoraj w sklepie bez powodu, odruchowo, jak to czynię często, przejechałam ręką po ostrzyżonej czuprynce mojego ślicznego synka. Akurat w tym samym momencie przechodził obok niego jakiś facet. Felonek obejrzał się i zakomunikował mi z wymalowanym miłym zaskoczeniem na opalonej buzi: ,,Pan mnie pogłaskał, mamusiu”. Przez ułamek sekundy, nim uświadomiłam sobie, że nie spuszczałam malca z oka i w sumie to ja go przecież własnoręcznie pogłaskałam, a nie żaden pan, miałam ochotę szukać drania i z pianą cieknącą po brodzie, zapytać go, czy potrzebuje przygód. W porę ochłonęłam i odpowiedziałam dość chłodno, bo jeszcze szał nienawiści do potencjalnego zboka nie minął: ,,Synku, to nie pan cię pogłaskał, tylko mama. Pan tylko przechodził kolo ciebie”. Feliksik przyjął do wiadomości i zapomniał o sprawie. Ale ja nie.

Czy trzy latka to wiek odpowiedni, by uświadamiać dziecko na tematy, które są przecież dla niego jeszcze zbyt drastyczne? Ostatnio wątek pilnowania dzieci pojawił się na zaprzyjaźnionym blogu pisanym przez kuzynkę Marcinka (http://babskiepogaduszki.pl/?p=1239) i od tego czasu co jakiś czas nachodzą mnie różne myśli. Jestem przeciwniczką chowania dziecka pod kloszem, a zabranianie mu ,,rozmowy z obcymi” uważam za niedorzeczne. Zaszczepianie lęku jest złe, ale przecież każdy wie, że ufać wszystkim nie można. Czy fakt, iż moje dziecko rozbawiła możliwość pogłaskania go przez obcego chłopa nie jest jednak trochę niepokojący? Czy źle zrobiłam, nie ciągnąc kwestii? Jak długo jeszcze on będzie ,,za mały” by o tym rozmawiać? Nie chodzi mi o przekazywanie brutalnych treści, chociaż przecież gwałcone są nawet niemowlaki, a gorszy horror trudno sobie wyobrazić. Przedszkolaki masowo padają ofiarą tego rodzaju przemocy. Bo uczone są od urodzenia, że dorosłym się nie odmawia? Bo ich ostrzejszy sprzeciw wobec tego, co im się nie widzi, spotyka się z reprymendą, klapsem, szarpaniem, groźnymi minami? I w końcu zatracają umiejętność wyrażania tegoż sprzeciwu w sposób, który akurat tutaj byłby adekwatny?

Pomyślałam sobie, że nauczę Felka tak: jeśli dotknie cię, pogłaszcze, złapie za rączkę obcy pan, masz krzyczeć. Z całej siły. Nieważne dlaczego, mały nie pojmie, ale chodzi o zwrócenie uwagi i odstraszenie ,,potencjalnego”. Ale z drugiej strony, wyobraziłam sobie ścisk w pociągu i mimowolny kontakt dotykowy z jakimś Bogu ducha winnym facetem a następnie dziki wrzask Felka. Albo kolega taty, którego widzi pierwszy raz, będzie chciał się z nim przywitać. Oczywiście lepiej tłumaczyć dziwne zachowanie dziecka komukolwiek, niż je narazić na dramat. Ale właściwie to nie wiem. Wiem, że bym zabiła, ale nie chcę mieć okazji tego udowadniać… Pilnowanie dziecka- oczywiście. Ale w końcu pójdzie do przedszkola, a naczytałam się różnorakich historii mających miejsce w przedszkolnych czy szkolnych murach. Najgorsza jest świadomość, że maluch, choćby się z nim rozmawiało tylko i wyłącznie na temat seksualnej przemocy wobec dzieci i sposobami na walkę z nią, jest bezbronny. Nie mówię już nawet o gwałcie, ale bardziej ,,miękkich” formach molestowania, jakieś podłapywanie, ekshibicjonizm, nafaszerowana erotyzmem gadka. Miałam do czynienia z kilkoma zboczeńcami w swoim życiu. Wszystkich wyśmiałam i kuraż ich opuścił. Nie byli gotowi na taką reakcję. Ale ja byłam już dorosła, gdy mnie to spotykało. Znałam trochę ludzi, trochę miałam wiedzy, trochę pogardy wobec tego, co szuka przemocy nad słabszym. Czyli to wszystko, czego kilkulatkowi tak potwornie brakuje. Na razie stawiam na wrzask, ale jak w ogóle zacząć uświadamiającą rozmowę z takim maluszkiem? Z maluszkiem, który cieszy się, że obcy facet pogłaskał go po główce- brrr, aż mnie ciarki przechodzą, gdy to wspomnę, bez kitu…

PS. Dziś pojawił się pierwszy ząbek Lilianny! Zwieńczenie 3 tygodni nieprzespanych nocy- wyjątkowo długo się skubany przebijał…

14 myśli nt. „Pan mnie pogłaskał

  1. emil

    Hej
    moze sie myle ale wydaje mi sie ze przesadzasz,niewolno traktowac wszystkich z gory jak zlo konieczne.Takie poglaskanie moze byc czesto tylko odruchem sympatii w strone malego uroczego dziecka,a szczegolnie w Anglii gdzie ludzie sa troche bardziej dla siebie zyczliwi jak w Polsce,sama odruchowo poglaskalam pare razy dziecko po glowce ,jednym z powodow byl roztargniony stan obu stron i sie lekko zderzylismy,nie zastanawialam sie czy to bedzie odebrane jako zly dotyk,bo nawet czegos takiego niemialam na mysli.
    Owszem trzeba uwazac bo chuje chodza po ziemi ale niepopadajmy w paranoje,krzyk Felka chyba niewyjdzie mu na dobre,Tobie moze tak jemu pokreci w malej glowce.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Emilko,ale skąd mam wiedzieć że takie pogłaskanie nie jest dla facia ,,zastępnikiem” na cos innego,bo akurat do tego okazji nie ma? Czy nie lepiej się pomylić a potem przeprosić niż potem stanąć oko w oko z prawdziwą tragedią? Pomyśl o swojej córci i wyobraź sobie obcego faceta głaszczącego ją niby niewinnie po głowce w sklepie a we łbie myślącym co by z nią zrobił… nie robi ci się zimno?

      Odpowiedz
  2. ewelina

    Ale idąc tym tropem, potencjalnie każde dotknięcie może być molestowaniem… skąd ty wiesz, co siedzi w głowie każdego człowieka poza tobą? Zdrowy rozsądek, aż i tylko tyle. Pogłaskanie po głowie dziecku raczej szkód moralnych nie wyrządzi, a dorabianie sobie w wyobraźni tego i owego – to chyba może niezłą jazdę w głowie zrobić… Z młodym robiliśmy domowy kurs zachowania w sytuacjach: podchodzi obcy… (wymieniliśmy wszystkich znajomych po kolei, żeby wiedział, o co chodzi): krzyczysz, szarpiesz, kopiesz, gryziesz. Nie idziesz pomagać, nie bierzesz cukierka… Ćwiczenia praktyczne też były (my występowaliśmy w roli „zaczepiaczy”). Czasem go tak z bomby sprawdzamy – i pamięta. Tak samo, że o wszystkim ma nam mówić, bo my się nikogo nie boimy i jakby co rozprawimy się z oprychem.
    Korci mnie, żeby kogoś namówić, żeby go tak kiedyś pozaczepiał, a samej obserwować z boku – czy w realu też sobie poradzi, wszak nadchodzi era coraz większej samodzielności mego szkolniaka in spe…

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      ja nie wiem Ewelina co w ludziach siedzi,gdybym wiedziała,to bym po prostu do pedofilów się nie zbliżała albo od razu z wiatrówki wszystkich pif paf.Skoro ćwiczycie to też wam chodzi po głowie to co mnie-ze istnieje ryzyko. jakieś tam. Ale on wie konkretnie co może się wydarzyć czy nie za bardzo? a mała??

      Odpowiedz
  3. Kasia

    Myślałam dokładnie o tym samym podczas naszej wizyty we Włoszech, gdzie wszyscy, ale to autentycznie wszyscy od nieco starszych dzieciaków, przez studenciaków do starszych pań i panów, totalnie rozpływają się na widok dreptającego w ich kierunku brzdąca i wołają „che bello”, głaszcząc po buzi, główce, rączce. Nikomu tam nawet do głowy nie przyszło, że może ja sobie tego nie życzę, bo dla nich to po prostu wyraz emocji. A o Wica tym bardziej się martwię, bo to jedno z najbardziej społecznych i ufnych dzieci, jakie znam… Uznałam jednak, że póki co przecież nie odstępuję go na krok i widzę mniej więcej, kto go głaszcze i z jakim zamiarem. A co będzie potem… No cóż… Liczę na to, że jakoś to będzie, bo sama myśl o tym, że ktoś mógłby mu zrobić krzywdę jest dla mnie nie do zniesienia i, oczywiście, budzi u mnie taką samą agresję jak u Ciebie. To chyba naturalne. Wydaje mi się jednak, że kazać dziecku krzyczeć w każdej sytuacji to trochę przesada… Możesz mu powiedzieć, że ma krzyczeć, jeśli nie będzie Ciebie w zasięgu – to może mu też naświetlić sprawę o tyle, że przy Tobie (albo Marcinie) jest bezpieczny, a bez Was musi być bardziej czujny… Sama nie wiem…

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      nie,no właśnie chodzilo mi o to,że ma krzyczeć gdy nie ma za bardzo nikogo wokół-nie sprecyzowałam tego we wpisie.Też sądzę że przesada,dlatego zaznaczyłam wyraźnie że nie wiem,czy to słuszne…ale co jest słuszne-tym bardziej nie wiem;(

      Odpowiedz
      1. ewelina

        Myślę, że póki co, kiedy jesteś ciągle obok dzieci – raczej nic im nie grozi i nie ma co im strachu napędzać. Mitkowi już daję małą dozę samodzielności – czasem idzie szybciej pod dom, w sklepie może czekać przed, jak nie ma ochoty łazić. O tym, że nie wszyscy dorośli mają dobre zamiary rozmawialiśmy przy okazji wiadomości, kiedy była mowa o dziewczynkach, które niedobrego Pana załatwiły.
        Nevena nie ma bladego pojęcia po niczym – jeszcze dłuższy czas sama nie będzie wychodzić i nie widzę póki co potrzeby.
        Ale raz jak jakiś dziwak z komórki strzelał fotki moim młodym, to się na niego rzuciłam, że co to ma znaczyć. A trza było policję wezwać i nastepnym razem tak zrobię.
        Dlatego też nie puszczam na publiczne żadnych zdjęć dzieci na fb i nigdzie indziej…

        Odpowiedz
        1. Marysia Autor wpisu

          Ja puszczam chociaż też nie do końca uważam to za w porządku,taki mam dylemat mały w sumie z tym związany.Na pewno żadnych gołych nigdy bym nie dała,ale nie o to chodzi.Masz rację,że póki są pod okiem,nic im nie grozi… Powrócę na pewno do tematu,gdy już zacznie się ,,czekanie pod sklepem”. Kurde,ja bym dziada chyba rozniosła za foty…

          Odpowiedz
          1. ewelina

            Było wiele akcji z wykorzystywaniem zdjęć dzieci – wcale nie gołych! Czytałam o kradzieży zdjęć na nasza-klasa, tworzeniu profili, gdzie pod ukradzionymi zdjęciami obrzydliwe komentarze… wiadomo internet żadnej anonimowości nie może zapewnić, więc raczej wolę pożywki różnym takim nie dawać…

  4. Ewa

    Marysiu, a ja widzę w tej sytuacji tu coś dobrego… a mianowicie, Felek od razu powiedział Ci, że pan go pogłaskał. To było jego wrażenie, tak się nie stało… ale powiedział Ci i to znaczy, że wiesz o tym „co u Felka”, natychmiast i to należy pielęgnować:)

    Nie będę tu wchodzić głębiej w temat bo już po dyskusji na babskich pogaduszkach.pl wiesz, że jestem ekstremistką… ale o możliwych zagrożeniach trzeba dzieciom mówić. Widziałam w http://www.ddtvn.pl fajny wywiad z kobietą, Panią psycholog, która twierdziła, że trzeba mówić dzieciom o tych zagrożeniach i jest specjalna książeczka z obrazkami, która opisuje, że np. „tak nie można dotykać dziecka”, „tam nie może dorosły dotykać dziecka”… itd. (jakoś to tam jest przystępnie ujęte). Musiałabym cofnąć się u nich na stronie w archiwum, żeby znaleźć tytuł książki. Niestety była polecana dla pierwszoklasistów więc może jeszcze za wcześnie dla naszych maluchów ale można by się nią zainspirować…

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      to samo Marcin powiedzial gdy mu przytoczyłam sytuację-że ważne,że mały się od razu podzielił… najbardziej właśnie ciekawa jestem jak zacząc,żeby dziecko zrozumialo,coś zaPAMiętało… bo np. zauważyłam,że Felkowi wciąż trudno odnosić rzeczywistość z książeczki do realu-dlatego jakieś edukacyjne typu ,,nie bój się dentysty” albo ,,zosia sprząta po zabawie” nie mają sensu.Stąd moje obawy…

      Odpowiedz
  5. Matka Kwiatka

    A ja ostatnio podobne mysli mam… I nie wiem jeszcze zupelnie, jaką metodę wybiorę, co i jak bedę mówiła. Ale szykuje się do kupienia ksiażki „Powiedz komuś”, bo pomyślałam, że to będzie świetna baza do poruszania tych trudnych i tych łatwiejszym, choc też ważnych tematów.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>