Dzienne archiwum: 16 maja 2012

Zawsze to samo?

   Dziecku nie wolno okazać, że masz zły humor. Broń Boże dać choćby cień podejrzeń, że ten humor to przez nie! Przez to, że wysypało kilo cukru i polało litrem wody w trakcie, gdy matka przysiadła jak mysz pod miotłą, by nakarmić wrzeszczące niemowlę. Nie! W takim wypadku należy dziecko przytulić, pochwalić za kreatywność, dolać oleju i pozwolić maluchowi wymieszać wszystko miotłą. Jeśli dziecko wali młotkiem w głowę młodszej siostry (rzeczone niemowlę), należy przede wszystkim starszaka przytulić i zapewnić o swojej miłości. W dalszej kolejności można delikatnie wyjąć młotek z rączki i bez słowa reprymendy popędzić na zajęcia sportowe, by maluch mógł się wyładować w inny sposób. Jeśli w drodze na te zajęcia dziecko ucieka ci na ulicę, musisz popędzić za nim. Postarać się zatrzymać samochód, a kierowcę zbluzgać, bo jak baran jeździ, przecież stwarza zagrożenie. Dla DZIECKA! Skandal. Bo przecież dziecko jest tylko dzieckiem. Przesadne pilnowanie go to przemoc. Zwrócenie uwagi na to, że jego zachowanie jest niewłaściwe- też przemoc.

   Ostatnio na fejsie brałam udział w ciekawej dyskusji, w której kobiety wypowiadały się na temat długiego karmienia piersią (nawet to 7 lat…). Moje poglądy nieco ewoluowały przez 3 dni, tyle bowiem trwała słowna internetowa batalia, od obrzydzenia, po częściowe zrozumienie, acz na pewno nie pełną akceptację oraz chęć naśladowania. Natomiast interesujący był argument jednej z mam, że odstawienie dziecka od piersi zawsze jest przemocą, chyba, że dziecko samo się odstawi, mówiąc: ,,nie chcę”. Od razu zakładamy zatem, że karmienie do wieku gadatliwego musi być, inaczej stosujemy terror wobec niewinnego maleństwa. Pomyślałam sobie: dżizas. Wszystko ładnie pięknie, jak lubią, niech karmią i 16 lat, ale na litość boską, przeczyta to taka nieszczęsna, za to podatna na wpływy istota, w dodatku zakompleksiona i zawrzeszczana ze wszechstron dobrymi radami, a jednak chcąca dla malca jak najlepiej… i co? I załamka, bo już bo ptakach, bo dziecko karmiła tylko rok i koniec nastąpił miesiąc temu, więc już nie wrócą… Dziecko może wszystko. Może wisieć na matce przez ileś lat swego życia (w sensie dosłownym), może okładać rodziców po twarzy, czynić rozpierdziel ogólny, a nikt nie ma prawa ruszyć palcem by go powstrzymać, bo to przemoc. Sprzeczna z Attachment Parenting. Prymitywna, zgubna, krwiożercza.

   Wiecie, jakie jest moje podejście. Też uważam, że w pojęciu przemocy mieści się baaaaaaaaaaaardzo wiele. I owszem, przerzucanie na dziecka odpowiedzialności za swój zły humor, jest moim zdaniem przemocą. Podobnie, jak zmuszanie do jedzenia, nieprzytulanie, zimny chów, wszelkie próby walki z charakterem, np. przesadne namawianie nieśmiałego dziecka do zabawy z obcymi rówieśnikami. Ale wmawianie matkom, że przemocą jest nienoszenie w chuście (ba! w niektórych wypowiedziach czuć pogardę dla posiadania wózka w ogóle!), niekarmienie powyżej 2 lat i niespanie z potomstwem w łóżku, to już przegięcie. Niektóre rodzicielskie trendy w ogóle zabraniają wpływać w jakikolwiek sposób na zachowanie malca. A przecież czasami wyjścia nie ma. Jeśli toleruję przemoc Felka wobec siostry, automatycznie działam przemocowo wobec Lilki. Dlatego hasło na dziś brzmi: SITKO. Przesiewajmy teorie tak, by zostało tylko to, co na prawdę dobre nie w ogóle, tylko dla NAS i NASZYCH dzieci.