Jaka ona jest fajna!

   Odwiedziłyśmy dzisiaj (Lileczka i ja) moją bliską koleżankę Alę, jej męża i córeczkę Polę. Polcia ma 13 miesięcy i jest jednym z rozkoszniejszych maluchów, jakie znam. Nie da się jej opisać w kilku słowach (że tak przypomnę mój wpis z kwietnia 2011, kiedy Polcia przyszła na świat- już wtedy obezwładniła mnie swoją śliczną twarzyczką i emanującą pogodą ducha!), trzeba ją zobaczyć. Polcia ma to, co tak uwielbiam u ufnych dzieci- przeświadczenie, że świat jest dla nich, bo mama je kocha. Dwa bobasy baraszkowały na podłodze. Lileczka wczoraj nauczyła się nareszcie siedzieć, więc powoli granice w poznawaniu świata przestają dla niej istnieć, przynajmniej w jej mniemaniu. Dwa bobasy łapały się za rączki i wpatrywały w siebie nawzajem z rozdziawionymi śmiechem buźkami. Widok iście rozkoszny. Jak zwykle w takich przypadkach, zapragnęłam trzeciego dziecka, ale zasłońmy tę dygresję kotarą milczenia. Dwa bobasy, dwie małe delikatne dziewczynki o długich rzęsach. I dwie mamy obserwujące maślanymi oczami, każda zarówno reakcje swojej, jak i cudzej pociechy. Ala: ,,Jaka ona jest fajna.” Ja: ,,Nooooo”, nie zastanawiając się w sumie, o której to miało być. Ala: ,,Jak ja z nią lubię przebywać”. Piękne. Bo już wiem, że to o Poli. Jak często zdarza wam się słyszeć od mamy, że po prostu LUBI swoje dziecko? Lubi jego towarzystwo, lubi z nim rozmawiać, nawet jeśli jeszcze małe nie umie mówić. Gadki o dzieciach oscylują z reguły wokół kilku tematów nadrzędnych: ,,Jak mi ciężko”, ,,Co nowego Jaś umie”, ,,Jak zaspokajam swoje potrzeby nowoczesnej matki” oraz ,,Gerber czy Bobovita, Pampers czy Hagis, oto są pytania”. Przyznaję szczerze, że nawet mnie, regularnie spotykającej się i rozmawiającej z rzeszą innych mam, nieczęsto nadarza się okazja rejestrować zdanie: ,,Lubię ją/go”. Bo że się dziecko kocha, bo że się je wychowuje według najnowszych albo najlepszych, czyli tradycyjnych metod, bo że się chce wszystko dla jego dobra- to oczywiste. Ale to jeszcze nie znaczy lubić. Odnoszę często wrażenie, że nie wszyscy rodzice lubią swoje dzieci. Czyli nie czerpią radości ze wspólnego spędzania czasu, nie mają podobnego co one poczucia humoru i nie stoją za sobą murem, nie grają w jednej lidze, nie tworzą jednej bandy. Takiej jak za dawnych lat, kiedy jeszcze dzieci bawiły się na podwórkach. Ale to już temat rzeka na inny raz.

10 myśli nt. „Jaka ona jest fajna!

  1. Kasia

    Omamuniu! Jak mi w duszy grało to, co napisałaś, Maryś! Siedzę czasem w tej piaskownicy i aż mi jest przykro, jak widać, jak matka siedzi z dzieckiem jak na skazaniu i w ogóle jakby go nie rozumie, jakby była z innego świata. Są jednak i takie momenty, że rodzic z dzieckiem po prostu dobrze się bawi i wtedy wiem, że to jest zgrana kapela :D Mój Wicu to – już pomijając to, że jest po prostu rozkosznym i niebywale sympatycznym człowiekiem – ma niesamowite poczucie humoru! Przysięgam, że nie raz już umierałam ze śmiechu z jego dowcipów. I wiadomo, że dziecko czasem zrobi coś śmiesznego niechcący, ale on ewidentnie lubi mnie rozśmieszać. Robi jakieś wygibasy, miny albo odgłosy, ja się śmieję, a on wtedy pęka z dumy, że rozśmieszył mamę :D To są nasze najpiękniejsze momenty!

    Odpowiedz
  2. Ala

    Och Marysia! fajnie było to przeczytać! zwłaszcza, że ostatnio ktoś mi powiedział, że z macierzyństwo jest dla mnie zbyt dużą pasją i za mało koncentruję się na sobie. Teraz już wiem, że nigdy więcej nie będę rozmawiać o byciu mamą z debilami, którzy są zbyt leniwi i zbyt zachłanni aby mieć własne dzieci. dzięki!

    Odpowiedz
  3. madam

    Lubię lubić.
    I nie lubię patrzeć na rodziców nie lubiących. Są smutni, zmęczeni i sfrustrowani. Dzieci też. To przykre. Mam znajomych, których bardzo cenię, a jak urodził im się syn on powiedział „to dziecko przyszło na świat po to, by mi zatruć życie”, ona „to dziecko jest okropne, ciągle płacze”. Słów mi zbrakło. Mały chłopiec ma wszystko oprócz miłości, cierpliwości i lubienia. I widzę, że rodzicielstwo może być problemem. I serce mi się łamie.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Jest szansa,że im przejdzie…aż mi wstyd o tym wspominać,ale ja o Lilce przez prawie 3 msce wypowiadałam się podobnie:( byłam zniszczona jej CIĄGŁYM płaczem;( teraz ją uwielbiam,lubię,kocham i mówię o tym głośno,wręcz krzyczę!!!!trzymam kciuki za twoich znajomych.

      Odpowiedz
  4. madam

    Dziecko ma już cztery lata. Nie przeszło. Starają się bardzo, ale widać gołym okiem, że rodzicielstwo to nie ich bajka.

    Eeeej, ja zaczęłam kochać, lubić, ubóstwiać swoje dziecię po półtorej roku…
    Na początku obsługiwałam – można tak powiedzieć. Miłość przyszła później…

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Najbardziej lubię nasze czasy dlatego,że wolno otwarcie się przyznać do tego,ż miłość przyszła później. A synka twoich znajomych mi żal:( bo całe życie pewnie biedak będzie odczuwał skutki pomyłki swoich rodziców;/

      Odpowiedz
  5. Marta

    och.. jak dobrze przekonac się ze nie jestem w tym wszytkim sama. Lubię a wręcz uwielbiam spędzac czas z moją córeczką, ale tak na prawdę doceniłam te nasze wspólne chwile dopiero jak wróciłam do pracy. Taraz kazda chwila jest dla mnie na wagę złota. Juz po tym jak położę Małą spac potrafię stać przez godzine nad łóżeczkiem i wpatrywac sie w tą moją słodką istotke która chwilowo jest taka grzeczna :) Przed powrotem do pracy nie zawsze umiałam docenić to ze mogę z nią być teraz strasznie tego żałuję.

    Odpowiedz
  6. mamanapuszczy--1

    Lubienie, to norma u normalnych ludzi; działa w obie strony. A ładne, zdrowe, prawidłowo się rozwijające knyrpsy, lubić jest bardzo łatwo. Poznać to można po tym, że jak znika ci z pola widzenia, to już za nim tęsknisz…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>