Dzienne archiwum: 9 czerwca 2012

Odczarowanie

   A dziś chciałabym zwrócić uwagę na pewną modę, którą zauważyłam ostatnio wśród postępowych rodziców udzielających się na fejsie i blogach. Moda ta także mnie już niemal pochwyciła w swoje macki, jednak dzisiaj chyba Anioł Stróż nade mną czuwał, bo pokierował trasą powrotną leśnego spaceru przez niezbyt atrakcyjne osiedle, które ktoś mógłby określić jako ,,patologia”, ,,syf, kiła i mogiła”, ,,margines”- znam trochę ludzi i wiem, jakie jest zdanie na temat takich miejsc, chociaż staram się mieć odmienne. Poszliśmy tam, bo akurat wypatrzyliśmy plac zabaw wśród odrapanych blokokamienic, a Felonek zapragnął się pohuśtać.

   Miliony dzieci. Dzieci opiekujące się dziećmi i dzieci wołające do siebie przez okna. Dzieci biegające po ulicy i dzieci dwu-, trzyletnie bez rodziców bawiące się przy śmietniku. Zabawa, brak przesadnego pilnowania, umorusanie, wolność, towarzystwo, czyli to, co tak gloryfikujemy, zaznaczając, że be są zajęcia pozalekcyjne, radykalna higiena i decydowanie się na jedynaka. No i do niedawna też takie poglądy wyznawałam, a przynajmniej się lekko wahałam, czy aby nie są słuszne i jedynie mądre. Nie są. Dzieci owszem, sprawiały wrażenie totalnie szczęśliwych i wolnych. Ale ich ciężarne matki wystawały pod blokami z papierosami w ustach. Ich ojcowie na murku, grzejąc gołe klaty raczyli się piwem, a przy drobnym ruchu, potykali o puste butelki, skąd wniosek, iż mimo przedpołudnia, niejedno piwko już zostało strzelone. Powiecie- przecież Euro… Czy Euro usprawiedliwia wrzask z okna: ,,Natan, nie biegaj po ulicy”, który to skutek osiągnął idealnie przeciwny do zamierzonego? Bo Natan oczywiście przebiegł. Miał ok. 2,5 roczku. Wziął swoje zabawki i totalnie bez opieki (nie licząc okna) pobiegł sobie po ulicy w jakimś bliżej przeze mnie nieokreślonym kierunku. Zaraz potem słyszę basowe (to tata albo jakiś wujek zapewne): ,,Ale w domu dostaniesz w dupę!”. Tylko że Natana już dawno nie ma.

   Kilkuletnia dziewczynka huśta się na huśtawce, a na jej buzi maluje się beztroska. ,,Kamila, oszczędź!”- kobiecy głos w pobliżu pełen jest niesmaku, oburzenia, wręcz pogardy! Patrzę, o co chodzi, pomaga mi dalsza część reprymendy: ,,Kamila, oszczędź widoku!”. Cóż, okazało się, iż dziewczynka zbyt mocno odgięła się do tyłu, a razem z nią minisukienka i oczom przemoralnej matki ukazał się fragment majtek. Zaznaczam, iż mała była w wieku przedszkolnym. Oczywiście zawstydzona i z czerwonymi policzkami zeszła z huśtawki.

   Tak, zgodzę się, kiedyś było fajnie. Biegaliśmy brudni i chodziliśmy na pachtę do sąsiada na śliwki. Teraz rodzice boją się o dzieci, wolą je zatem posłać na zorganizowane zajęcia z dekorowania babeczek niż na podwórko (patrz któryś z poprzednich wpisów…). Teraz jesteśmy tak beznadziejnymi rodzicami, że przejmujemy się dziećmi od poczęcia, bo nie palimy i nie chlejemy, by ,,mieć coś z życia” w ciąży. Ludzie, odczarujmy się. Kiedyś wcale nie było lepiej niż teraz. Zamiast biadolić, cieszmy się z możliwości, jakie dają tzw. ,,nasze czasy”. I znajdźmy złoty środek. Dla każdej rodziny będzie on oczywiście inny.

Felonek też zapanował nad szufladami w głowie (mojej). Aż mi było głupio. Jak pisałam, odwiedziliśmy dzisiaj las. I znowu spotkaliśmy TAMTĄ kobietę z TAMTYM psem (http://www.mamanapuszczy.pl/2012/03/do-lasu)… Szedł na smyczy i w kagańcu. Właścicielka czworonoga uśmiechnęła się do Felka. On do niej. Spytał, czy może pogłaskać po ogonku, bo jeszcze tego pieska nigdy nie widział… Kobieta zachwycona. ,,Nie widziałeś nigdy tego pieska?”- spytała miło, patrząc na mnie. Myślę, że nas poznała:) Odwzajemniłam jej uśmiech. Felek pogłaskał pieska. Odczarował.