Dzienne archiwum: 27 czerwca 2012

Plusy i minusy

  Niedawno wraz z mamą Marcinka oraz moim sławetnym przychówkiem odbierałam Maksia z przedszkola. ,,Maksio był dzisiaj niegrzeczny”- oznajmiła pani na wstępie. No to babcia pyta, jak to, czemu i w ogóle- odpowiedź rozwaliła mnie: ,,Rozśmieszał dzieci”. Maksio niezainteresowany, bo autentycznie zakochany w młodszej kuzyneczce i jej poświęcił całą atencję. Za chwilę przychodzi tata, dajmy na to, Dawidka. I znowu: ,,Dawidek był dzisiaj niegrzeczny”. Powtórka, tata zaniepokojony, dziecko pozornie olewające totalnie, ale jednak lekko zarumienione pod wpływem reprymendy pani i ojca. Już nie pamiętam, co to było takiego, że Dawidek został uznany niegrzecznym, ale pewnie coś równie strasznego, jak w przypadku Maksia. Pomyślałam: ,,Dżizas”, ale nie odważyłam się wtedy napisać na blogu z obawy, że uznacie mnie za przewrażliwioną albo walniętą.

No ale dzisiaj znowu byłam świadkiem sceny odbierania dzieci z przedszkola. Od 2 miesięcy chodzę z Felonkiem raz w tygodniu po południu na angielski do jednej z rumskich placówek. I dopiero dzisiaj zauważyłam na ścianie tablicę z plusami i minusami przy imionach dzieci. Przychodzi mama Uli: ,,Ooo, a za co ten minus?!”. Ula patrzy w podłogę, pani z pretensją w głosie: ,,No, minus, minus, niech sama powie”. Mama drąży. Dziecko się wierci, szuka jakiejś podpowiedzi i ślepy by zauważył, że nie ma pojęcia, ,,za co ten minus”. W końcu cedzi: ,,Pewnie byłam niegzecna?”. Ucho rośnie mi do monstrualnych rozmiarów, bo zastanawiam się, cóż tutaj uważa się za niegrzeczność- rozśmieszanie, pokolorowanie słońca na zielono zamiast na żółto, a może zawołanie do kolegi ,,ty ch…u” ? Nie. Ula dostała minus, bo nie zjadła obiadu. Afera, pytania: dlaczego, co było na obiad… Cóż, tak oto Ula została zaliczona do niegrzecznych (czyli gorszych, co zostało upublicznione i przekazane głośno przy obcych ludziach!) bo nie podeszła jej zupa pomidorowa. To nie koniec. W tym samym czasie mama przyszła także po Edka (imionami posługuję się tutaj wymyślonymi…), który poszczycić się mógł tego dnia plusem. ,,A ty ładnie zjadłeś!”- cieszą się kobiety. Mały puchnie z dumy, posyłając pełne wyższości spojrzenie przestraszonej Uli, okraszając je komentarzem: ,,A ONA NIE!!”. Byłam zażenowana.

  Powiedzcie mi, ale tak szczerze: czy ze mną jest coś nie tak, że dostrzegam w tym brak szacunku wobec dzieci i jakiś absurd? Jak można ukarać (bo taki minus chyba nagrodą nie jest?) dziecko za to, że nie zjadło obiadu?! Jak można głośno o tym debatować w jego obecności w biernym towarzystwie innych dzieci, a także całkiem obcych ludzi? Jak można od razu po ,,dzień dobry” tonem rozkapryszonej królewny informować, że dziecko było NIEGRZECZNE, nie wspominając ani słowem na temat tego, co Staś, Ola, Sławuś zrobili tego dnia dobrego? Gdy widziałam to w przedszkolu Maksia, pomyślałam, że babka ma po prostu gorszy dzień. Gdy sytuację miałam okazję ,,podziwiać” w innym przedszkolu, dało mi to do myślenia. Ale też uczuliło. Zauważyłam, że opiekunowie dzieci, które przez panie zostały określone, jako niegrzeczne, sami od razu stają w pąsach i żeby odreagować, trzymają stronę przdszkolanek (nawet gdy zarzut jest dziwaczny). Dziecko w tym momencie samotnie musi stawić czoła bezsensownym zasadom i sytuacji, w której jest poniżone, negatywnie ocenione. Mój syn nie chodzi do przedszkola. Może kiedyś pójdzie. Więc muszę pamiętać, by w razie usłyszenia tekstu ,,Felek był dzisiaj niegrzeczny”, stanąć w jego obronie i przede wszystkim zripostować, że bieganie/niejedzenie zupy/rozśmieszanie to nie przestępstwo, ponieważ autentycznie tak uważam, a w oczach synka nie chcę jawić się jako schizofreniczka.