Album

   Przeglądam album ze zdjęciami, założony prawie 5 lat temu. Marcinek, Łeba, Serbia, Albania, wielki gumowy balon, krowa żrąca ze śmietnika, namiot wypełniony butelkami z alkoholem. Juwenalia, siedzę z przyjaciółką Justyną pod uczelnią w pomarańczowym dresie i w bluzie w turkusowe lwy. Już nie mam tych ciuchów. Palma daktylowa w Czarnogórze, przy hotelu na który nie było nas stać. W tureckim TIRze. Ślub, tort, suknia. Szpital. Noworodek. A trzymająca go mama z różowym dredem i krzywą grzywką. Z jaskrawymi paznokciami. No, a potem przy drugim porodzie jakaś położna krzyczała, że paznokcie pomalowane do szpitala (wtedy był fiolet). No chociaż te paznokcie z tamtych czasów zostały w kolorach zawsze oczojebnych.

   Dwumiesięczny, a ja ciągle z tymi dredami. Potem ścięłam włosy i już do tamtej długości nigdy nie wróciłam. Wygoda, imicz. Marcin huśtający się na samorobnej huśtawce, gdzieś na jakimś kaszubskim zadupiu. Felek ze Stasiem, mają po 5 miesięcy. Kolorowe karuzele nad łóżeczkiem. Przedwiośnie. Felek prawie roczek. Wielkanoc i Marcinek maluje pisanki. Pamiętam, że mieliśmy wtedy couchsurferów. Z Turcji. Nie wiedzieli, o co chodzi, ale malowali. Felek 13 miesięcy. Znowu z Justyną, w Parku Oliwskim. Jak jeszcze wolno było tam wchodzić na trawniki. Weszliśmy. Opalamy się na kocu. Felka nie ma na zdjęciu, bo kopał w ziemi nieopodal. Cały czarny był. Aż się ludzie patrzeli. Ale on był szczęśliwy. My też. I nagle Anglia, Felonek prawie 2 latka, wycieczki, place zabaw. Ciąża. Lilka. Lilka. Koniec zdjęć.

   Ściska mnie coś i boli. Postanowiłam się nie popłakać, tylko normalnie napisać na blogu, żeby się pochwalić, po pierwsze że jeszcze wywołuję zdjęcia, żeby je mieć w ręku i w albumie, nie tylko na kompie, który nie budzi uczuć tak jak tradycyjne zdjęcia. Po drugie, żeby samą siebie utwierdzić, jak głupia jestem. Bo ciągle wierzę, że jeszcze kilka albumów przed nami. Żeby już tylko być z Marcinkiem, pomysły same przyjdą, ale mądrzejsze niż kilkumiesięczna rozłąka i ścinanie włosów.

3 myśli nt. „Album

  1. Justyna

    o ja piernicze ja tych fot nie widziałam :o tez zdjęcia wywołuję :) Maryś ty to jednak dzielna jesteś, doceniam to po pół dnia opieki nad Emilią czy tam Kingą, a jakbym do tego dodała dwulatka np. sąsiadkę małą to wymiękam po godzinie heh i eh bo jeszcze 6 dni żeby ujrzeć wasze mordy ;D

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>