Bańki

Ostatnio dużo myślałam o wieeeeeeeelkich bańkach mydlanych. Wiele razy oglądałam na jutubie filmy z udziałem bańkowych artystów. Zawsze marzyłam o takich umiejętnościach lub chociaż akcesoriach. Zawsze na marzeniu się kończyło. Ostatnio częściej pozwalam sobie na spontaniczne decyzje, akcje, zakupy. Jakoś trzeba sobie kolorować to życie. Zamówiłam płyn do robienia baniek i specjalny przyrząd, wyglądający trochę jak trzepaczka do dywanów. Dziś kurier uszczęśliwił mnie, przywożąc towar. Mnie jak mnie, ale Felonek… Oszalał. Bańki wzbudzają chyba we wszystkich uczucia wyłącznie pozytywne. Mieniące się tęczowym blaskiem, ulotne, okrągłe, magiczne! I niestety, krótkotrwałe. Czemu o tym piszę? Bo udało mi się uszczęśliwić dziecko totalnie. I zawsze jak mi się uda, chwalę się tym na blogu:) To nie jakiś tam byle jakie płyn w plastikowym pudełeczku, które po 5 minutach zabawy (zresztą nie zawsze udanej, bo np. Felciowi słabo wychodziło dmuchanie w niewielkie kółeczko tak, by wychodziły porządne lub w ogóle jakiekolwiek bańki) wylewa się ku rozpaczy delikwenta albo po prostu kończy. Z TYM płynem i z tą naszą trzepaczką pole do popisu jest zdecyowanie większe! I chyba podsumowanie wyrażone przez mojego synka starczy za każdy dodatkowy opis: ,,Znalazłem uklyty skalb!”, na widok wyjątkowo dużej, bo mającej ok. 30 cm średnicy nie bańki, a bani. Może nie mała, ale jednak rzecz. A cieszy ogromnie.

   Wystarczy nalać trochę płynu do miski, zamoczyć sprzęt i podnieść, trzymając ,,pod wiatr”, albo z wiatrem, w sumie wszystko jedno, różnica jest w prędkości powstawania baniek. Można też ruszać. W prawo i w lewo albo do góry i w dół. Felonek wybrał opcję kręcenia się dokoła własnej osi, tak że łańcuch połączonych ze sobą baniek niemal go otaczał. Nawet deszcz, który pojawił się nie wiadomo skąd, nie zniechęcił go do nowej zabawy. Lileczka natomiast, jeszcze w domu (tak, przyznam się otwarcie: początkowo całkiem sporą ilość baniek wytworzyliśmy nad dywanem i stołem, bo trzeba było przetestować zakup) zupełnie oniemiała na widok latających, pękających pod wpływem pacnięć łapką kul. Otwarta buzia, przyspieszony oddech, rączka zadarta w pogotowiu, pełna niemowlęca fascynacja. Jak napisałam w miejscu statusu na fejsie: czasami warto podążać za swoimi wizjami idealnego rozicielstwa- można przez przypadek uszczęśliwić tym dziecko. I dodam z uśmiechem: siebie również.

 

Jedna myśl nt. „Bańki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>