Fajne Baby

Przesłodki dzień! Ostatnio aktywnie spędzamy czas. A to oceanarium, a to plaża, a to angielski. Dzisiaj uczestniczyliśmy w warsztatach dekorowania babeczek organizowanych przez gdańską cukiernię (a w zasadzie, jak to określiła dziś jedna z pań, babeczkarnię) o wdzięcznej nazwie Fajne Baby. Warsztaty poniżej wieku 7 lat, minimalnego jednak nie określono. No więc zachęcona przez ciocię Kasię, zapisałam tam moje dziecię, które grzebać w masach różnorakich i oblizywać wszystko co słodkie uwielbia. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę!!

Zajęcia trwały godzinę. W sali jednego z niewielkich pubów w centrum Gdańska ustawiono stoły, na krzesłach powieszono jednorazowe foliowe fartuszki dla maluchów. Felek na wstępie, zanim jeszcze umył rączki, oświadczył stanowczo, że on ,,faltocha nie sce” więc nawet nie próbowałam mu go zakładać. Pozostałe dzieci (we większości dziewczynki, o ile wzrok mnie nie mylił, poza Felonkiem był jeszcze jeden chłopiec, a dzieciaków ogólnie kilkanaście) założyły i zrobił się klimat. No więc do pracy!

Pani Kasia, która prowadziła warsztaty, robiła to pokazowo. Szkoda, że nie miała mikrofonu, bo w ogólnym ferworze szczęścia, które aż sunęło po uwalonych pastelowymi maziami stołach, miałam problem, by ją usłyszeć. Moje dziecko również, ale nie przejmowało się tym. Właściwie to chyba nie zauważyło, że ktoś coś prowadzi, mimo iż usiłowałam zainteresować je misternymi kształtami spreparowanymi na prędce przez wprawne rączki pani Kasi. Ja na początku próbowałam podążać za wskazówkami, ale poddałam się. Cóż, moje ulepione z plastycznego lukru lody przypominały raczej plamę ropy na morzu, co sprytnie wykorzystał Felek, wbijając efekt mojej pracy głęboko w jedną z babeczek, przykrywając pospiesznie czubatą łyżeczką seledynowego kremu. Jak coś za bardzo wystawało, względnie nie komponowało się kolorystycznie lub komponowało się za bardzo, znikało w czeluściach stale na wszelki wypadek rozdziawionej paszczy.

Grupa namiętnie wykonywała następujące babeczki: błękitną z motylkiem, udającą boisko z piłką (kilkulatki doskonale zdawały sobie sprawę ze zbliżającego się Euro, czym mnie zachwyciły i zdziwiły), żółtą jak słoneczko (z ciasteczkowymi promykami) oraz udekorowaną lodami- skleconymi z kawałków tej jadalnej plasteliny. U nas sprawy prezentowały się zgoła odmiennie. Najpierw wszystkie ,,puste” babeczki nafaszerowane zostały kulkami z plasteliny różnych rozmiarów i kolorów. Następnie mój ,,freestyler” (jak mego syna określiła pani prowadząca) przykrył je grubą warstwą kremu. Świetną zabawę miał z wyciskaniem go ze specjalnej tuby (podano, jak to się nazywa, ale zapomniałam). Sypanie groszków srebrnych i czekoladowych, ukwiecanie opłatkowymi misiami i sianie maleńkich cukierkowych gwiazdek przetykane było bezpardonową konsumpcją, którą starałam się ukrócać, ale z marnym skutkiem. Raz się zapędziłam i syknęłam synkowi do ucha, że jeszcze raz coś zeżre, to pójdziemy do domu, bo przyszliśmy tu dekorować, a nie żreć. Obietnica: ,,Jus nie będę zleć! Nie idziemy do domu! Będę ładnie dekolować!!!” utwierdziła mnie w przekonaniu, że warsztaty podobają się mojemu dziecku, bo skoro pragnie na nich zostać nawet mimo zakazania żarcia… To już o czymś świadczy!

No i ładnie dekorował. Próbuję z moim malcem robić przeróżne rzeczy. Sama albo na zorganizowanych zajęciach. Odwiedzamy rozmaite miejsca. Raz podoba mu się bardziej, raz mniej. Rzadko się zdarza, by mu się coś ewidentnie nie podobało, ale dzisiaj był po prostu zachwycony. Fajne Baby, dziękujemy:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>