(Nie) Umiem

Nie umiem być supermatką dla dwójki dzieci naraz. Uświadomiły mi to ostatnie dwa dni, kiedy miałam tylko Lileczkę, bo Felek zlądował u dziadków. To były cudowne dni, pełne tulenia, nieskrępowanego, nieprzyspieszanego i nieopóźnianego karmienia. Spania z ciepłym bobaskiem bez strachu, że w nocy właduje się na bobaska chłop, miażdżąc go albo wyrzucając z kanapy kilkoma kopnięciami. Rozkoszne chwile noszenia w chuście i usypiania na rękach. Ostatnio Lileczka usnęła na rękach, gdy była noworodkiem. Ryczącym i kolkującym. Teraz zasypiała wtulona, miękka i ufna, taka spokojna. Poczułam się jak młoda mama, przypomniało mi się, jak Felek był malutki i właściwie do czasu, gdy zaczął raczkować (6,5 miesiąca) nosiłam go bez przerwy! Nic nam nie przeszkadzało. Nic mu nie groziło. Byłam idealnie zrelaksowana i szczęśliwa, mogąc go tulić tak po prostu, aż jemu się nudziło i usiłował się wydostać z moich objęć, bo gnało go w świat gniazdek elektrycznych, szuflad i telefonów… Rodzicielstwo bliskości w każdym calu.

   Gdy druga babcia zabiera Lileczkę na spacer, jestem supermatką. Układam puzzle, robię wodę z miodem, bawię się dinozalłami, tańczę i pilnuję na placu zabaw. Sama też tam szaleję, a co. I nie ma takiej akcji, która wyprowadziłaby mnie zrównowagi. Felonek zdaje si być najinteligentniejszym, najgrzeczniejszym młodzieńcem, jaki stąpa po Ziemi. Zasypia w dzień i śpi 4 godziny. Sam je obiad. Puszczamy bańki. Ze wszystkim zdążamy.

  Najczęściej są ze mną dwa naraz i wtedy nic nie umiem. Felek bije Lilkę, a ona bez przerwy płacze. Zasypia spłakana, bo nie mogę jej utulić. Nie daję rady, bo ledwo ją wezmę na ręce, Felek chce siusiu, kupę, jeść, pić, wysypać kakao na podłogę, uderzyć się w kolano i ryczeć tak jak i ona. Moje ukochane ponad wszystko dzieci nie mogą też razem przebywać w jednym pokoju. Zastanawiałam się, przez ostatnie dwa dni, co w Lileczce się zmieniło. Już wiem. Nie jest permanentnie spięta, raczkując po dywanie i biorąc do łapek zabawki. Robi to spontanicznie i radośnie, z niemowlęcą ciekawością. Gdy jest Felek, biedulka wie, że zaraz może oberwać a zabawka, czego by nie wzięła, zostanie jej brutalnie wyrwana z małej rączki. Chyba że w porę zareaguje mama. I wtedy są krzyki. Felek płacze, podskakuje w bezsilnej złości, Lileczka się boi i również płacze. Mama prawie płacze, bo wówczas zdaje się jej, że ma dwa serca. I każde pęka z rozpaczy. Jedno serce rwie się ku słodkiej dziewczynce pragnącej poznawać świat, który powinien ją kochać bezwarunkowo. Drugie serce współczuje małemu chłopcu, który porażony zazdrością, nie potrafi jej sprostać. Te serca nie współgrają ze sobą. Gdy ktoś weźmie Lilkę lub Felka, jedno z serc ma wolne i nic nie boli.

Nie umiem! Nie umiem nosić, bujać, karmić na każde wołanie, tulić, bawić się i uśmiechać, kiedy mam pod opieką cały mój przychówek. Wiem, że są mamy, które świetnie radzą sobie z dwójką, trójką i większą ilością dzieci. Ale ja nie potrafię bez krzyczenia, wyrzutów sumienia, zaniedbywania, mówienia: ,,zaczekaj” aż sama zapomnę i nie zaspokoję potrzeby, nie potrafię nawet odpowiednio reagować w takich sytuacjach na płacz, bo zaraz mnie coś trafia, jakiś szatański piorun i mam ochotę je zamknąć, jedno w piwinicy, a drugie w komórce, nałożyć poduszkę na głowę i przeczekać aż Lilka skończy 3 lata. Ale oczywiście staram się być super. Szastam się jak ryba w sieci, kubek, smoczek, puzzle, pielucha, zarzygane śpioszki, brudne ręce, zostaw ją, Felek, zostaw ją, czy ty słyszysz, mamo, nie bądź zła, cicho,bo Lilka śpi, idź już do tego ogródka, mamo, daj mi pić, zaraz, jak nakarmię, poczekaj Lileczko, tylko pójdę z Felkiem do łazienki, kocham was, ale zniknijcie, zamilknijcie, Felek, zostaw ją!!!…

3 myśli nt. „(Nie) Umiem

  1. Gosia

    Mam podobną różnicę wieku między dziećmi swymi;)U nas jest tak samo tylko, że ja siedzę z nimi dwójką codziennie, dzień w dzień, nie mam pomocy, jest ciężko na maksa.Poddałam się,posyłam starszą do przedszkola. A miałam być z nią jeszcze rok. Od matek dwójki dzieci to ja najczęściej słyszę: z dwójką nie dałabym rady,muszę mieć nianię/chodzić do pracy , bo inaczej zwariuję.I tak niestety jest:)

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      po cichu się modliłam o komentarz wspierający od kogoś kto ma podobnie… dzięki:) wsparciem jest nawet świadomość,że nie tylko ja dostaję szału czasami z tymi kruszynkami kochanymi…

      Odpowiedz
  2. Kwoka

    Ja mam jedno i doskonale rozumiem o czym mówisz. Kiedy patrzę na mamy dwójki to trochę zazdroszczę jednak, ale przede wszystkim podziwiam. Że jednak jakoś się udaje.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>