Odczarowanie

   A dziś chciałabym zwrócić uwagę na pewną modę, którą zauważyłam ostatnio wśród postępowych rodziców udzielających się na fejsie i blogach. Moda ta także mnie już niemal pochwyciła w swoje macki, jednak dzisiaj chyba Anioł Stróż nade mną czuwał, bo pokierował trasą powrotną leśnego spaceru przez niezbyt atrakcyjne osiedle, które ktoś mógłby określić jako ,,patologia”, ,,syf, kiła i mogiła”, ,,margines”- znam trochę ludzi i wiem, jakie jest zdanie na temat takich miejsc, chociaż staram się mieć odmienne. Poszliśmy tam, bo akurat wypatrzyliśmy plac zabaw wśród odrapanych blokokamienic, a Felonek zapragnął się pohuśtać.

   Miliony dzieci. Dzieci opiekujące się dziećmi i dzieci wołające do siebie przez okna. Dzieci biegające po ulicy i dzieci dwu-, trzyletnie bez rodziców bawiące się przy śmietniku. Zabawa, brak przesadnego pilnowania, umorusanie, wolność, towarzystwo, czyli to, co tak gloryfikujemy, zaznaczając, że be są zajęcia pozalekcyjne, radykalna higiena i decydowanie się na jedynaka. No i do niedawna też takie poglądy wyznawałam, a przynajmniej się lekko wahałam, czy aby nie są słuszne i jedynie mądre. Nie są. Dzieci owszem, sprawiały wrażenie totalnie szczęśliwych i wolnych. Ale ich ciężarne matki wystawały pod blokami z papierosami w ustach. Ich ojcowie na murku, grzejąc gołe klaty raczyli się piwem, a przy drobnym ruchu, potykali o puste butelki, skąd wniosek, iż mimo przedpołudnia, niejedno piwko już zostało strzelone. Powiecie- przecież Euro… Czy Euro usprawiedliwia wrzask z okna: ,,Natan, nie biegaj po ulicy”, który to skutek osiągnął idealnie przeciwny do zamierzonego? Bo Natan oczywiście przebiegł. Miał ok. 2,5 roczku. Wziął swoje zabawki i totalnie bez opieki (nie licząc okna) pobiegł sobie po ulicy w jakimś bliżej przeze mnie nieokreślonym kierunku. Zaraz potem słyszę basowe (to tata albo jakiś wujek zapewne): ,,Ale w domu dostaniesz w dupę!”. Tylko że Natana już dawno nie ma.

   Kilkuletnia dziewczynka huśta się na huśtawce, a na jej buzi maluje się beztroska. ,,Kamila, oszczędź!”- kobiecy głos w pobliżu pełen jest niesmaku, oburzenia, wręcz pogardy! Patrzę, o co chodzi, pomaga mi dalsza część reprymendy: ,,Kamila, oszczędź widoku!”. Cóż, okazało się, iż dziewczynka zbyt mocno odgięła się do tyłu, a razem z nią minisukienka i oczom przemoralnej matki ukazał się fragment majtek. Zaznaczam, iż mała była w wieku przedszkolnym. Oczywiście zawstydzona i z czerwonymi policzkami zeszła z huśtawki.

   Tak, zgodzę się, kiedyś było fajnie. Biegaliśmy brudni i chodziliśmy na pachtę do sąsiada na śliwki. Teraz rodzice boją się o dzieci, wolą je zatem posłać na zorganizowane zajęcia z dekorowania babeczek niż na podwórko (patrz któryś z poprzednich wpisów…). Teraz jesteśmy tak beznadziejnymi rodzicami, że przejmujemy się dziećmi od poczęcia, bo nie palimy i nie chlejemy, by ,,mieć coś z życia” w ciąży. Ludzie, odczarujmy się. Kiedyś wcale nie było lepiej niż teraz. Zamiast biadolić, cieszmy się z możliwości, jakie dają tzw. ,,nasze czasy”. I znajdźmy złoty środek. Dla każdej rodziny będzie on oczywiście inny.

Felonek też zapanował nad szufladami w głowie (mojej). Aż mi było głupio. Jak pisałam, odwiedziliśmy dzisiaj las. I znowu spotkaliśmy TAMTĄ kobietę z TAMTYM psem (http://www.mamanapuszczy.pl/2012/03/do-lasu)… Szedł na smyczy i w kagańcu. Właścicielka czworonoga uśmiechnęła się do Felka. On do niej. Spytał, czy może pogłaskać po ogonku, bo jeszcze tego pieska nigdy nie widział… Kobieta zachwycona. ,,Nie widziałeś nigdy tego pieska?”- spytała miło, patrząc na mnie. Myślę, że nas poznała:) Odwzajemniłam jej uśmiech. Felek pogłaskał pieska. Odczarował.

11 myśli nt. „Odczarowanie

  1. Żyrafa

    To, co można zrobić najlepszego to żyć w swoim czasie i swojej przestrzeni. Czasie, który nie jest od nas zależny. Bardzo mi się ten post podoba.

    Odpowiedz
  2. Kwoka

    Kiedyś było…. Sama bawiłam się po śmietnikach, a mama pilnowała mnie „przez okno”. I kiedyś wszyscy się tak bawili. I było fajnie? Nie było. Straszyli nas beztroskim cyganem, których chodził po osiedlu i śpiewał, kiedy niebezpieczeństwo czyhało zupełnie gdzieś indziej. Nikt nam nie powiedział, że mamy prawo do szacunku, że mamy prawo się bronić, że mamy jakiekolwiek prawa. Wiele moich koleżanek i kolegów wyszło z dzieciństwa poobijanych (niektórzy powiedzieliby zahartowanych, chociaż znam takich, których to hartowanie zabiło – całkiem dosłownie). Dzisiaj mówi się, że dziecko rozpieszczone jest poszkodowane, zaniedbane, nieprzygotowane do życia w społeczeństwie. Smutno się wtedy uśmiecham. Bo naprawdę wolałabym wychować dziecko bezstresowo w całym pejoratywnym znaczeniu tego słowa, niż wychowywać go w czasach, kiedy nikt o rozwoju dziecka nie miał pojęcia. To nie były dobre czasy dla dzieci. Teraz wiemy więcej i każdy z dobrodziejstw tej wiedzy może korzystać. Wybór między zajęciami pozalekcyjnymi a zabawą z dzieckiem w lesie, w kontekście porównania do tego co było kiedyś, naprawdę wydaje mi się mało istotny. Będzie dobrze i tu i tu. Będzie lepiej.

    Odpowiedz
    1. szafatosi.pl

      o tak! dobrze napisane. Moje beztroskie dzieciństwo było cudne, ale czy idealne? Myślę, że żadne skrajności nie są dobre. Przykładajmy do wszystkiego swoją miarę, swój rozsądek i życiową mądrość a będzie najwłaściwiej, znajdzie się złoty środek.

      Odpowiedz
  3. Kwoka

    Pozwolę sobie też tutaj, bo nie wiem gdzie indziej, napisać, że przeczytałam na zakładce informacje o Waszej rodzinie i się wzruszyłam, bo bardzo mi brakuje w otoczeniu takich właśnie „nietypowych” rodzin :)

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      te informacje są już trochę nieaktualne… właśnie uświadomiłam sobie,że zaczęłam pisać tego bloga, gdy Felek miał 8 mscy, czyli tyle ile LIlianna teraz!! zatem to było, ech, prawie 2,5 roku temu:) nietypowość chyba jednak została,oceniam to czasami rozglądając się wokół;p

      Odpowiedz
  4. Cytrynna

    uciekliśmy na 3 dni ze złotej klatki (od teściowej), w której to klatce dziecko nie schodzi z kanapy, bo „podłoga brudna” a w przedpokoju można podobno zarazić się tasiemcem, glizdą i toksoplazmozą. Wypuściliśmy dziecko na trawę i raczkowało po całym ogródku, nauczyło się wchodzić po schodach, dotykało megabrudnego samochodu, błota i ściółki leśnej, taplało się w konewce ze (starą) wodą, brało szyszki i do ręki i do buzi, było przeszczęśliwe. Teraz znów jest na kanapie/dywanie i też jakoś to znosi. O nowych aktywnościach opowiedziałam mojej mamie, po której nie spodziewałam się żadnej krytyki, nie tu. A jednak. „W trawie coś go mogło ukąsić, nawet byś nie wiedziała co”. Ja zawsze byłam dzieckiem miejskim, które w zasadzie nie interesowało się podwórkiem, bo nawet nie wiedziało co tam jest. Mój syn nie może tego powtórzyć.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>