Morale po przejściach

   Jutro wyjeżdżamy na kilka dni z moim bratem i jego żoną do domku na Kaszubach. Będzie jezioro, grill, polanka, wycieczki, komary, jezioro, piłka i kawał drogi do wiejskiego sklepiku. Postanowiłam się zatem zameldować, bo jakiś czas pisać nie będę: stan na dziś- kryzys totalny. Wyobrażam sobie siebie piorącą Felka pasem po gołej dupie i przynosi mi to ulgę. Z dwóch powodów: wiem, że nigdy tego nie zrobię- morale odkleja się od brudnego podłoża i emocje trochę się rozrzedzają. W myślach oczywiście.

   On teraz płacze i obiecuje po raz setny, że ,,nie będzie jus tak lobić”. Pierwszy raz go karzę dotkliwie- nie zasypiam koło niego, nie trzymam jego rączki. Nie mogę. Mam odrzut. Od świtu Felek przchodził sam siebie. Najpierw miałam siłę, mówiłam do niego, brałam na kolana, przypominając o zasadach. Że nie wolno bić. Bo on uderzył mnie. Pierwszy raz, odkąd w wieku roczku udało nam się wyplenić takie zachowania dość bezproblemowo. Patrząc mi w oczy, uderzył mnie w rękę, bo piłam kawę przy stole a według niego powinnam się z nim bawić. Doznałam takiego szoku, że nie wiedziałam, jak się zachować. Było to tak dziwne, że zaniepokoiłam się przede wszystkim, jak mój synek się czuje, że coś takiego jest w stanie go popchnąć do złamania tak ważnej zasady. Przecież u nas w domu się nie bije. Jego nikt nie bije. A on bije.

   Potem był u Maksia, gdzie jak zawsze szaleli, ale tym razem Felek zachowywał się jak pod wpływem jakichś substancji psychoaktywnych. Nie poznawałam go. Wrzask, nieprzerwane akty agresji w stosunku do kuzyna, niby w zabawie, ale dość poważne, w sensie nagłe ciągnięcie za włosy, uderzanie plastikowym młotkiem (mocno) w głowę. Ja musiałam załatwić dziś kilka rzeczy, więc tata Maksia przywiózł mi synka dopiero wieczorem. Lileczka już spała. Stęskniłam się za nim, więc z całą czułością do niego… A on- sprint po mieszkaniu i krzyk nad Lilką. Obudziła się i wyła; Felek zabrał jej smoczek, rzucał klockami i szklana kulką w podłogę, ciągnął ją za włosy, gdy przystawiłam do piersi, by uspokoić, mnie spychał nogami z łóżka i w końcu- pociągnął mnie z całej siły za kolczyk, aż pociekła krew (!!). Nie, nie chciałam z nim rozmawiać o tym, chociaż pewnie powinnam. Nie, nie miałam najmniejszej ochoty nazywać jego uczuć, bo nie mam pojęcia, co czuje, gdy podczas przywitania wyrywa się z moich objęć, by spacyfikować śpiącą (!!!) dziewięciomiesięczną siostrzyczkę.  Jedyne, o czym marzyłam, to wpaść na pomysł, w jaki sposób postąpić. Gdyby do tego stopnia trudne dla mnie zachowanie było normalne w jego przypadku, pewnie miałabym już wypracowane jakieś sposoby. On jest dość specyficzny, jest skomplikowany, ma swoje racje. Ja mam dwoje dzieci i kocham je tak samo. Mam spuchnięte ucho, a emocje- negatywne- aż mnie rozsadzają. Pierwszy raz dotkliwie ukarałam moje dziecko. Zasnęło spłakane, nim zasnęło, obiecywało, że ,,jus nigdy”… Nie mogłam go tulić, bo nie mogłam na niego patrzeć. Jedyne, na co jeszcze się zdobyłam, to wyjaśniłam mu, dlaczego jestem taka zła, że jest mi przykro, smutno, że mnie boli i w związku z tym ma iść spać sam, bo nie mam ochoty być teraz z nim. ,,Kara, kara”- powtarzałam przez zaciśnięte zęby, a on próbował wejść mi na kolana, cały we łzach. Idę się pakować na wyjazd. Na pewno będzie fajnie.

6 myśli nt. „Morale po przejściach

  1. ewelina

    Biedna Ty, biedny Felek. U nas były podobne jazdy, zwłaszcza po „wygnaniu” – on tego nie powie, ale może tę wycieczkę tak właśnie traktować. Jego wysłałaś gdzieś tam, a Lilce została cała mama… To za mała głowa, żeby umieć takie sprawy wyjaśnić słowami. Jestem pewna, że nie bije, bo chce skrzywdzić, tylko zwrócić na siebie uwagę, wyżalić się za tęsknotę. Mieliśmy takie dymy nie raz, właśnie po wycieczkach sam na sam z dziadkami, ciociami… wieczorem masakra. Zostawialiśmy w spokoju, usuwając wroga nr 1. w bezpieczne miejsce. Jak się wyryczał, powyrzucał wszystkie swoje bambetle i wywściekał, wskakiwał na kolana i już dobrze było. W mojej głowie czarne myśli i gorycz porażki w owym czasie stanowiły jedyną zawartość, ale przetrzymalim najtrudniejszy czas i jakoś idzie:)
    Ty patrz, dopiero 9 miesięcy uczy się dzielić Tobą z siostrą, dla niego to bardzo trudne, bardzo.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Kurczę,a zawsze aż piszczy z radości jak ma jechać,czy do maksia,czy do babci… nie myślałam nigdy,że czuje się wtedy wygnany,czasem wręcz dopytuje,kiedy zostanie u maksia,czy gdzieś tam. I mi to na rękę… Myślisz,że jakaś tam jego cześć cierpi przez to?;(

      Odpowiedz
      1. ewelina

        Ja się o jakieś ambitne analizy nie pokuszę, psychologię dziecka zgłębiam na swoich własnych przypadkach. Mitek też się zawsze cieszył, ja myślałam, że mu właśnie organizuję super przygodę i zabawę, którą w domu przy małej Mi miał ograniczoną. A za każdym razem, kiedy wracał – zmęczony, pełen wrażeń – do „smutnej” rzeczywistości, z tą cholerną zazdrością, co każdym otworem się wylewała strumieniami, kilka godzin był jak mały psychopata w amoku… a to musi chyba samo przejść… No i czas, jaki jest z Lilką to 1/3 jego życia, a bardziej świadomego to połowa. Dorosły sobie rzadko daje radę z taką zmianą, a co dopiero maluch?
        Trzyma j się, będzie dobrze.

        Odpowiedz
  2. Kasia

    Może to napięcie elektryczne w powietrzu związane z burzami? Nie wiem, ale na pewno nie jest to Twoja wina ani porażka. Po prostu tak jest, że dziecko ma czasem gorszy dzień. Popatrz na to w ten sposób, że była to okazja do postawienia granicy. Przykra, bo przykra, ale być może „jus nigdy” będzie trwało przynajmniej przez najbliższy tydzień? Dziecko musi wiedzieć, że mama też czasem bywa zła. Zwłaszcza, jak się ją samemu wkurzy. W ten sposób poznaje świat. Nie musisz być robotem, Maryś! Moim zdaniem postąpiłaś dobrze i możesz być z siebie dumna, że nie odwaliłaś mu z liścia odruchowo, że jednak gdzieś te „odruchy” potrafisz odrzucić. Być może jutro będzie miał „dzień tulenia”? A może jutro pół dnia spędzi z ciocią i wujkiem, i sobie odpoczniesz! Miłego wypadu! :*

    Odpowiedz
  3. Kwoka

    Kiedy mój maluch jest taki nadaktywny to albo jest bardzo zmęczony, albo potrzebuje porządnego przeturlania przez całe łóżko i z powrotem (i jeszcze kilka razy). Zdarza mu się wtedy zamachnąć ręką, przyłożyć mi głową w nos, albo boleśnie ugryźć. Nie traktuję tego kategoriami „bicia”. Staram się go porządnie wytarmosić w zabawie. Mój mąż ma z tym problem, bo widzi w tym złość i agresję, której ma potrzebę zapobiec.

    Zazdrości nie przerabialiśmy, więc może bez sensu się odzywam.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>