Dzienne archiwum: 26 lipca 2012

Z tatą

Mali chłopcy lubią przebywać z tatą. Gdy jest tata, młodsza siostra nie jest uciążliwa i przez to i jej żywot staje się znośny, bo za swą niemowlęcą uciążliwość nie obrywa. I mama jakaś taka sensowniejsza, bo zadowolona i komputer nie zawiesza się bez przerwy, bo nikt z niego nie korzysta. Gdy jest tata, to i obiady zdrowe lepiej smakują. I zwierzęta w ZOO ciekawsze, i ryby w oceanarium kolorowsze, i woda w morzu cieplejsza, i koty się małe rodzą od razu u sąsiadki, i gałęzie trzeba ściąć, bo za długie urosły, a potem je razem z tatą posprzątać z chodnika, i w szafie z jedzeniem nie ma czasu grzebać ku niezadowoleniu mamy, i wujek nagle jakiś przyjeżdża i zabiera razem z tatą na wycieczkę, i w ogóle ten świat jakiś taki przyjemniejszy.

Gdy jest tata, mały chłopiec od razu ma poździerane kolanka. Bo lata i bryka więcej, i po żużlu, i po piachu, i po drzewach. I czasem się popłacze, bo myśli, że tata przyjechał tylko się z nim bawić, a tu się okazuje, że tata też zabrania włażenia na kredens. Tylko że taty się słucha. I to słuchanie, ten wewnętrzny przymus słuchania taty powoduje czasami złość i zawód, ale tylko na chwilę. A mama obserwuje i oddycha z ulgą, bo cieszy się, że synek nie spadnie z kredensu.

Mama: ,,Nie skacz, bo spadniesz i się uderzysz”- ,,Nie udezę się”. Skok. Jeden, drugi, trzeci i upadek na krzesło- rozcięte ucho. Płacz, tulenie, mama: ,,Kochanie, widzisz, mama ostrzegała, bo nie chciała, żebyś zrobił sobie krzywdę.” Na drugi dzień seria skoków, a jakże. Tata: ,,Nie właź tam!”- Próba włażenia- ,,Powiedziałem: nie właź!”. Podkówka, minuta buczenia, pójście sobie i zakrycie głowy kołdrą. Ale nie ma rozciętego ucha.

Do mamy: ,,Mamo, jestem dzidziunią, ulodziłem się w spitalu z bzuska”- ,,Oczywiście syneczku, zawsze będziesz moim malutkim synkiem ukochanym”. Mama: ,,Synku, idź sam zrobić siusiu, jesteś duży, poradzisz sobie”- histeryczny płacz: ,,Jestem jesce mały!!!” Tata: ,,Synku, jak ty urosłeś!”. Przyjęte jako dogmat. ,,Ulosłem jus” wszędzie i do wszystkich. Felek urósł, bo ma już swojego wielkiego tatę. I świat się dopełnił.

Mama: ,,Synku, idziesz ze mną do sklepu?”- ,,A tata idzie?”- ,,Nie, zostaje z Lilką.”- ,,Ja tes zostaję z Lilką.” Synek, na widok przytulonych do siebie rodziców: ,,To mój tata”. Mama się przekomarza: ,,To mój Marcinek.” Felek, kokosząc się między rodzicami: ,,To tata Felka i mamy i Lilki. Całej lodziny.” Mamę coś ściska. I wie już na pewno, że nigdy przenigdy. Bo Cała Lodzina musi się trzymać razem.