Walizki

Żeby dostać się do komputera, musiałam ominąć cichutko (Lileczka śpi) potwornie ogromną walizę, leżącą jak zdechły wieloryb na plaży na środku naszej sypialni. Z walizy wyglądają bebechy- fioletowe legginsy, malinowe bolerko, błękitne body niemowlęce, czrwona dziecięce koszulka z pociągiem Tomkiem, pielucha tetrowa i liliowe rajstopy. To na wierzchu, środek o wiele bogatszy, bo wchłonął większość garderoby matki z dwojgiem dzieci. Jak tak patrzę i oceniam, waliza będzie jeszcze jedna. Zamierzamy wprawdzie skorzystać z usług firmy kurierskiej i część dobytku jej powierzyć, ale i tak… Patrzę na ten cały nasz mikrokosmos. Duplo, kurtka zimowa, miliony kolczyków. Pościel w liski mojego synka. Już dwa razy z Marcinkiem zdążyliśmy się poprztykać o to, co i w jakiej ilości zabrać. On, że mam to wywalić. Ja na to, że nie będę nowych rzeczy wyrzucać. No to on, że zostawić. No to ja, że przecież potrzebuję. I tak w kółko. Nie jestem przywiązana do przedmiotów, nie cenię ich, ale skąd mam wiedzieć, czy gorycz zmiany miejsca zamieszkania nie zostanie malutkiemu chłopcu nieco osłodzona, jeśli będzie zasypiał na swojej podusi, z ustawionymi koło swojego łóżka, swoimi ludkami i zwierzątkami? Jeśli tak, to czy mogę mieć dylemat…? A nie wiem tego, bo mi nie powie, bo ma trzy latka i pewnych rzeczy nie potrafi zwerbalizować. A moim obowiązkiem jest odgadywać, podążać za tymi odgadnięciami i ratować, gdy jest źle.

Najbardziej cieszę się, że będziemy wszyscy razem. Że wieczorami, gdy dzieci posną, MY będziemy dla siebie. A w weekendy będziemy całą rodziną jeździć na wycieczki lub miło spędzać czas w domu, na spacerze. Będziemy z Marcinkiem obgadywać nasze dzieci, naśmiewając się z ich min i sposobu jedzenia. Wyjątkowe rodzicielskie poczucie humoru: ,,Weź już tę małpę ode mnie, bo się cała uje…. od tego żarcia a ja mam białą koszulkę.” W nocy zaś, po ostatnim całusie w śpiące trzyletnie czółko: ,,Nie, no tego dziś chyba popier…, naćpał się czy co?!”. Zgadzamy się z tym w pełni, jest wsparcie. Całe zmęczenie, frustracja, schodzi. Włączamy horror i ja zakrywam oczy przy wyrywaniu zębów na żywca, a Marcinek zdobywa się na recenzję: ,,Co za gówno.” Teraz gdy to piszę, łzy bezgłośnego śmiechu spływają mi po policzkach. Właśnie to jest to. Nie musimy niczego udawać. Lukier życia rodzinnego skrobiemy łyżeczką, zostaje tylko, co w środku, samo sedno, smak bez mdłości. Tak mi tego brakowało, tak bardzo szczęśliwa jestem, że już wróciło i wymazuję z pamięci ten okres, kiedy… Po prostu nie chcę tego pamiętać, nie było, zaczynamy od nowa.

Są i obawy, ale o nich potem. Lileczka się obudziła, więc dziś kończę na tym, co piękne :)

5 myśli nt. „Walizki

  1. Ewa

    Maria, I love it! i ciesze się z Tobą:) a łezka w lewym oku już się wyrywa na policzek (w prawym się oparła sile ciążenia;)

    Odpowiedz
  2. lejdi

    Za każdym wpisem, który czytam, budzi sie we mnie wzruszenie. W Twoich tekstach jest wiele emocji. I tak trzymać. :)

    Odpowiedz
  3. alinka

    Już teraz się żrecie o to,co macie zabrać.A co będzie,jak będziecie wracać? Już to widzę-nie jedna a pięć waliz-albo kurierskie auto:):):):) Dacie radę:)

    Odpowiedz
  4. Justyna

    góra pół roku widzę was z powrotem!!! ;) bo jak nie to choć na grilla nie dotarłam (szkoda gadać) to wpadnę i rabanu narobię w tej Anglii całej ;p

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>