Ja ją naucę!

Felek dzisiaj na placu zabaw uczył Lileczkę wdrapywać się na zjeżdżalenkę. Nie po drabince, a właśnie po tej części ślizgającej. Lileczka zachwycona. 3% mocy baterii w telefonie, ale sesja zdjęciowa być musiała. Taka okazja! Nawet delikatny był, co u niego raczej się nie zdarza. Mały, zawsze go wytłumaczę. Dziś chciał mi pomóc pchać wózek. Przewrócił go na ceglastym podłożu. Nic się nie stało, chociaż małe w środku. Mam za swoje, zachciało mi się ultralekkiej spaceróweczki, no to mam. Nie warte to wszystko nawet, żeby o tym pisać… Bo w ogóle chciałam o czymś innym jeszcze rano, ale o tym też nie będzie- nie tym razem. Bo znowu chciałam ponarzekać i popolemizować z autorytetami. Nie chce mi się. Autorytety g…o wiedzą o tym, jakie piękne i słodkie są moje dzieci. I że moja córka już za 1,5 miesiąca skończy rok. Nie wierzę, że przeżyłam jej niemowlęctwo. Że nie zabiłam po drodze siebie, jej, Felka ani Marcina (do zabicia jego akurat dużo okazji nie było, więc to mogę pojąć). Był to dla mnie bardzo trudny czas. Powód: ryk Lileczki. Nieprzewidywalny, potężny, wiercący dziury w mózgu, narastający mimo stosowania przerozmaitych środków zaradczych. Do dzisiaj na ten dźwięk autentycznie cierpnie mi skóra, czasami zaczyna boleć głowa, trzęsą się ręce. Odruch bezwarunkowy.  Ja wiem, że każde dziecko płacze i że to jego sposób na komunikację. Niestety Lulina, jako dziecko niezmiernie komunikatywne, ryczało od urodzenia kilka tysięcy razy więcej niż jej brat jako niemowlę i zdecydowanie więcej niż każde dziecko, jakie znam- chyba że ich matki coś ukrywają albo tajemnym, niewidocznym sposobem kneblowały jakoś maleństwa na czas moich odwiedzin.I wiem też, że to ja mam problem, jeśli płacz dziecka mnie irytuje. Owszem, był to problem. Do tego stopnia, że myśli miałam samobójcze, zabójcze i wielką ochotę przejść się do psychiatry po antydepresanty. W sumie dziś żałuję, że tego nie zrobiłam. Owszem- minęło. Ale pierwsze kilka miesięcy życia mojej córeczki już zawsze wspominać będę jako koszmar, a nie czuję się z tym w porządku… Teraz, gdy Lileczka od ok. 2 tygodni ma fazę lęku separacyjnego i wyje jak tylko zniknę jej z oczu, np. w łazience (już teraz chodzi tam ze mną), myślę sobie: to wycie da się ogarnąć. Bo zjem tę kanapkę, ogolę te nogi, wrócę, wezmę ją i umilknie, ba!- rozpromieni się jak małe słoneczko. Owszem, usypianie  jej trwa niekiedy 3 godziny i doprowadza mnie czasami do białej gorączki, ale głównie dlatego, że wtedy osamotniony Felonek ogląda bajki i mi go żal, bo Lulina ma nowy styl: leży sobie z półprzymkniętymi oczami trzymając mnie mocno obiema łapkami za dłoń i potrafi tak dłuuuugo, a chyba nie muszę dodawać, że jakakolwiek próba zmiany tej konfiguracji kończy się rykiem i cały rytuał trzeba zaczynać od nowa- karmienie, smoczek, podusia, ręce. Ale motywuje mnie to przynajmniej do bardziej twórczego spędzania z Felkiem czasu, gdy akurat Lulina śpi.

Właśnie dzisiaj uświadomiłam sobie, że ona niedługo będzie chodzić. Że jej niemowlęctwo, niemrawość i niesubordynacja są na finiszu. Robi ślicznie pa pa, podnosi rączkę do góry jako odpowiedź na pytanie ,,jaka jesteś duża?”, co mnie rozbraja. Wypowiada jedno jedyne słowo- TATA. Czasami tak sobie, czasami poproszona, często na widok taty. Staram się ją nauczyć mówić także mama, ale póki co, bez skutku. Widać, że się nad czymś zastanawia usilnie, jak tylko usłyszy ,,powiedz mama”, robi różne minki jakby w próbie odnalezienia tego idealnego ułożenia niesfornego języka i warg. I jedyne co wypowiada to ,,baba”, a zrażona niepowodzeniem szybko przechodzi na ,,tata”, bo to wychodzi jej koncertowo! Nie muszę chyba pisać, że tata oszołomiony szczęściem :)

Oni niedługo będą się razem bawić. Oczywiście zabawa ta będzie bardziej polegała na zaczepianiu Felka przez Lilkę, na wojnach podjazdowych i nie będą to zabawy fair play… Ale wzruszająca relacja właśnie teraz się kształtuje. Felek przestaje być powoli taki przygnieciony istnieniem swojej siostry, trudno powiedzieć, czy się ,,pogodził”, bo nie obserwuję tutaj rezygnacji, zgody na ciężki los. Raczej zmianę postępowania. Odkąd jest Marcinek, czyli już prawie 3 tygodnie, Felek Lileczki nie bije. No, uszczypnie ją tam czasami, ,,naucy” czegoś co może niekoniecznie nadaje się do wykonywania przez raczkujące pchełki, ale nie ma pełnych złości ataków, sadystycznych odruchów, frustracji, tej zaślepiającej zazdrości. Nie muszę go wystawiać do ogródka i zamykać drzwi przed jego furią, odrywać siłą od sinego z płaczu niemowlaka, okładanego albo podduszanego, i izolować, aż się wywyje z nienawiści do całego świata, a już i takie scenki odgrywaliśmy. Myślę o tym teraz spokojnie. Nie burzą się we mnie uczucia. To już za mną. Nikt nie zginął, aż trudno mi w to uwierzyć, ale teraz musimy zaczynać od nowa. Zaczynamy.

Ten dzisiejszy plac zabaw mam wciąż przed oczami… Lileczka schowana pod konstrukcjami do włażenia, Felek śmiejący się w głos i ,,szukający jej” i ,,znajdujący”, a na tej zjeżdżalni… A jeszcze w ogóle miał karę, bo wcześniej dość mocno mnie uszczypnął nie wiadomo dlaczego i obowiązywał brak huśtania na huśtawce, co synek mój uwielbia najbardziej. Powiedziałam mu: ,,Chcesz być szanowany, to szanuj innych. Prosiłam żebyś nie szczypał, a szczypałeś. Więc ja cię teraz nie pohuśtam, mimo że mnie prosisz.” I wiecie co? Mam to gdzieś, czy to jest psychologicznie poprawne, czy nie. Nie obchodzi mnie, w jaki nurt rodzicielstwa się wpisuje, ani jaką traumę moje dziecko będzie przez to miało gdy dorośnie. Czyje potrzeby zostały w ten sposób zaspokojone a czyje nie. Powiedziałam to, bo tak czuję, czuję, że to jest dobre i że w duchu takiej zasady właśnie chcę wychować moje dzieci. Moje hasające na trawie piękne, słodkie dzieci.

2 myśli nt. „Ja ją naucę!

  1. Mi

    ” Nie muszę go wystawiać do ogródka i zamykać drzwi przed jego furią, odrywać siłą od sinego z płaczu niemowlaka, okładanego albo podduszanego (…)” Boże kobieto, to nie dziwota że się dziecina wydzierała, bo co ta istotka odczuła to jej niestety, ale że Ty nie osiwiałaś do tej pory, ani nie zamordowałaś nikogo, to aż dziw, naprawdę podziw dla twojej siły.
    A to że dyscyplinujesz syna, jest jak najbardziej wskazane, bo wyrażać negatywne emocje i frustracje jak najbardziej, dziecko ma prawo, ale na przedmiotach matrwych, a jakiekolwiek akty przemocy względem czujących istot…niedopuszczalne.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      ech,przypomniałaś mi te czasy… ja już dawno nie pamiętam:) nie ma sielanki,ale to,co panuje w naszej rodzinie można już określić mianem harmonii:) i na prawdę cieszę się,patrząc,jak na tym etapie razem się bawią,czasami kłócą,ale generalnie… kochają! :)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>