Lileczka ryczy

Wciąż źle reaguję na płacz Lilki. Bardzo źle. Darła się całą dzisiejszą noc, budziła co pół godziny. Nic nie pomagało, wypluwała smoczek, cyca nie chciała, rzucała się jak w malignie. Spała oczywiście z nami, bo już wieczorem humoru nie miała. Ząb, demony, brzuch? Nie wiem, ale o świcie delikatnie przełożyłam ją do łóżeczka, bo obudził się Felek i poszliśmy razem do ,,jego pokoju” (tutaj śpi bez nas, jest bardzo dzielny, to inna historia). Nie minęło kilka minut i oczywiście RYK.

Nie mogłam do niej pójść. Coś mnie sparaliżowało. Spokojny ciepły Felek wtulony we mnie, taki jeszcze zaspany, z minką jak u hipopotamka. A za drzwiami przemożny wrzask. Czułam się jakby wszystkie siły mnie opuściły, potworną niemoc a zarazem bezsilną agresję, przeradzającą się w głęboki smutek. Potem kretyńskie pytania: ,,Czy w TYM WIEKU dziecko nadal powinno tak się drzeć? Rozumiem noworodek…” i niemal ze łzami odpowiedź przychodziła już bezprzemocowa: ,,Skoro się drze, to powinno…”, ale i tak NIE MOGŁAM tam pójść. W końcu przestała, ale nie zasnęła, słyszałam jakieś szuranie. Odczekałam aż emocje opadną. Aż Felek zacznie się rozkręcać i będzie pretekst żeby się ubrać, coś robić. Wtedy dopiero poszłam. Jak mnie tylko zobaczyła, uderzyła w tak opętany wrzask, że zalała mnie fala niechęci i agresji. Głęboki oddech. ,,No już, chodź, wstajemy, tak?”. Cycka nie chciała, bawić się nie chciała, tylko być na rękach, więc póki mogłam, nosiłam. Teraz  końcu zasnęła. Znowu po ryku. Bo nawet w trakcie tego noszenia (i jednoczesnego gotowania zupy, robienia śniadania, picia kawy i mycia włosów) porykiwała trąc oczki. Wiadomo, niewyspana po intensywnej nocce. Ja nie czuję się zmęczona. Czuję jakieś idiotyczne poczucie niesprawiedliwości, które dotyka mnie, Felka, Lileczkę. Wczoraj Felek spadł ze schodów i mocno uderzył się w głowę. Ryczał jak zarzynany, nosiłam go, całowałam, uspokajałam. Zero negatywnych uczuć, tylko troska czy aby nic poważniejszego mu nie jest, strach o jego zdrowie. Gdy płacze Lileczka, nie mogę się ruszyć. Nie zawsze, bo gdy wiem, o co jej chodzi i mogę zaradzić, biorę się do roboty bez spadku nastroju. Ale gdy nadaje jak piła mechaniczna przez pół nocy a potem od rana, chociaż wiem, że na pewno nie czyni tego na złość ani bez powodu tylko jednak coś jej dolega, obezwładnia mnie.

Zaraz przypominam sobie siebie o północy zaryczaną, siedzącą w mokrej od nawału pokarmu koszuli nocnej obok leżącej na przewijaku kilkudniowej, tygodniowej, miesięcznej córeczki, z twarzą w dłoniach, przy włączonym odkurzaczu, który miał moc ,,uspokojenia” jej na kilka, kilkanaście minut. Albo ataki na spacerze, pół godziny drogi do domu, Felek otumaniony tym płaczem siostry łapał agresję albo jakieś kompletnie irracjonalne zachowania, ja nad niemowlęciem, cała się trzęsę, listopad, wiatr, a Felek usiłuje wywrócić wózek albo wywala torbę z zakupami. Albo bardzo nagle chce siusiu. I muszę znaleźć krzaczki, pomóc mu. A we wózku wrzask, wrzask, wrzask…………………… Osłabiło mnie to strasznie, spowodowało, że spokorniałam jako rodzic. Na maksa spokorniałam. Tylko teraz chciałabym się z tego wyzwolić, umieć sobie poradzić, sobie i jej, bo przecież nie jest tak, że ja nie chcę jej uspokoić. Nie mogę się ruszyć gdy drąc się,przekracza jakiś tam mój limit. Którego też sama nie ustaliłam. Czuję się od tego zależna i  mnie to przeraża. I tak plan dnia układam pod kątem potrzeb Lileczki, by zminimalizować ryzyko wystąpienia ryku i w zasadzie występuje on coraz rzadziej. Boję się jej płaczu.

10 myśli nt. „Lileczka ryczy

  1. jaaam

    Marysiu:) Ja mam to samo odnosnie Pawełka. Gdy płacze to zawsze staram się mu pomóc, ale czasem jest tak, że odpycha mnie, nie chce pić, nie ma gorączki, nie chce się tulić.. nic nie chce… wtedy tak jak Ty mam mieszane uczucia.. irytacja, co mam robić… złość… załącza mi się wkurw i na końcu płaczę bo nie wiem nie wiem co zrobić żeby było dobrze. Myślę, że pomaga akceptacja. To, że widzisz te uczucia w sobie i radzisz sobie z nimi na swój sposób… Jest wielu rodziców, którzy myślą, że taki maluch robi na złość albo, że jest niegrzeczny i nie wychowany itp. Myślę, że akceptacja tego dużo Ci pomoże. Dodatkowo pomyśl, że tak naprawdę to są tylko emocje, które za chwilę opadną.. to jest przejściowe… Czasem słońce czasem deszcz:)

    Odpowiedz
  2. Hafija

    Dzis w nocy mieliśmy płacze histeryczne i głośne… tulimy, całujemy, cycusie, śpiewanko… przerobiłam wszystko co się da pomogły masowanki brzuszka… od rana na kawie „jadę”…

    Odpowiedz
  3. Musikana

    Znam to. Moja córcia teraz ma dwa lata i kocham ją nad życie. Jest wesołym, bardzo temperamentnym słodziakiem. Już szczęśliwie zaciera mi się w pamięci czas, kiedy zamieniała się w małego wiecznie drącego się potworka. Była małą terrorystką naprawdę długo. Potrafiła wyć godzinami. Jak nie miałam siły już jej nosić, albo psychicznie ‚sztywniałam’, prawie się dusiła, wyła tak, że traciła oddech i zaczynała sinieć. Nie wiem czy to były kolki, ząbki czy jakieś dziwne niemowlęce strachy, ale nerwowo wysiadałam. Gdy tylko zaczynała, robiło mi się gorąco, ogarniała mnie totalna panika.
    Później stopniowo ryku było mniej. Po prostu budziła się w nocy z krzykiem, ale dało się ją coraz szybciej uspokoić. Od jakiegoś pół roku jest już ok. Wciąż niespokojnie śpi, czasem wstaje i wychodzi z łóżka i łazi po nocy (może lunatykuje?).
    Wniosek jest taki, że trzeba po prostu przeczekać. Nie będzie ci przecież wyć do osiemnastki. Z czasem nauczy się jakoś konstruktywniej lokować swój temperament i da ci popalić na inne sposoby ;). Moja potomkini teraz celuje w oślim uporze i zdecydowanym sprzeciwie, znaczy jest zdrowym i dorodnym okazem „strasznego dwulatka”. Ale z dwulatkiem, jak sama wiesz, da się już jakoś negocjować.
    Pozdrawiam. Fajny blog.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      no właśnie jedyna nadzieja tym,że to kiedyś minie.Dla mnie 18 mscy to wiek gdy dziecko zaczyna być sensowne:):) więc jeszcze pół roku.Dożyję? hmm;)

      Odpowiedz
  4. ultra

    mnie oświeciła moja przyjaciólka i od kiedy wiem, ze kiedy ja ze wściekłością ide[zajmuję się] do dziecka, by je utulić, czy w czyms pomóc, to Ono to wyczuwa i wie, ze nie robię tego z chęcią, ze tak naprawdę to mnie Ona wkurza do granic wytrzymałości. dużo by o tym pisać, ale każdy nasz nastrój dzieci odbierją intuicyjnie. kiedy matce jest źle, to dziecko to wyczuwa i próbuje swoim zachowaniem odwrócić jej uwagę od tego co w jej głowie. Juul pięknie to opisuje w „twoim kompetentym dziecku”, zdaje sie nazwał to wspólpracowaniem bezposrednim i pośrednim.
    poobserwuj siebie, swoj stan emocjonalny, kiedy np. jest Ci smutno, to czy wówczas nagdle Felek nie pojawia się przy Tobie, nie chce Ciebie czyms zająć, czy prosi o coś? jeżeli tak jest, to brawo!!! może to, ze nie wysypiasz sie jest powodem do Twojej frustracji , a Lileczka to wyczuwa?

    Odpowiedz
  5. ultra

    polecam Ci ksiązkę amerykańskiego psychiatry Aleksandra Lowena „lęk przed życiem”, choć trudna, to dajaca odpowiedzi na wiele pytań.
    kiedyś też należałm to narzekających, ze a to wymusza, a to ryczy, a to chce postawić na swoim i usulnie próbowałam złamać swoje starsze dziecko. dzis wstydzę się tego bardzo.
    jeszcze Agnieszki Stein „dziecko z bliska” otwiera oczy wielu matkom, po tej lekturze żadna juz nie narzeka, bo sie wstydzi, wiedząc, ze każde zachowanie dziecka nie bierze się z kosmosu, tylko z tego, jak odbiera otoczenie.

    pozdrawiam.
    matka nieidealna, ale pracująca na tym;)

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Dziękuję ale tak: ja nie chcę się wstydzić. Wiem, że to nie bierze się z kosmosu, chociaż ,,Dziecka z bliska” nie czytałam, znam dziesiątki tekstów tej Autorki i bardzo ją cenię. Nie chodzi o to, że ja chcę ich łamać. Właśnie nie chcę. Tylko nie chcę też się zadręczać. Mogę mieć ogromną wiedzę na temat tych wszystkich mechanizmów i nawet jakąś tam mam. Po prostu nie radzę sobie z wrzaskiem. Nie wstydzę się tego ale męczy mnie to.

      Odpowiedz
      1. ewelina

        Nie Ciebie jedną:) ale ten wrzask ma chyba tak specjalnie wibracje wycyrklowane, to jakoś natura urządziła, żeby włosy dęba stawały – no bo jak niemow(l)a(k) ma wysłać wiadomość, że coś nie teges (np. spleen przedjesienny:))
        Ze swego nieurodzajnego pola dodam, że odliczam minuty do poniedziałku rano, kiedy to na 5 godzin w naszym bunkrze nastąpi CISZA. A jak się pochorują w pierwszym tygodniu, to ja uciekam, bez listu pożegnalnego:)

        Odpowiedz
  6. Asia

    Mamonapuszczy – mam bardzo bardzo podobnie. Milosc jaka mam dla wlasnej corci nie jest parasolem ochronnym przed uczuciami, ktore mam w sobie gdy ona placze… A zalewaja mnie, czuje, ze tone, a raczej, chce biec daleko daleko, by jej nie slyszec…
    Zaslyszane gdzies: uczucia nie maja wagi ani dodatniej, ani ujemnej. Po prostu sa. Ocenie mozemy poddawac jedynie, to co robimy pod wplywem emocji…
    I trzyma mnie ta mysl w pionie. Na razie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>