Odwracanie uwagi

O ,,odwracaniu uwagi” słyszę mniej więcej odkąd Felek, w wieku niespełna 7 miesięcy zaczął raczkować. Odwracanie uwagi miało być antidotum na wszelkie zło- jemy obiad, którego on nie może (smażony kotlet schabowy i te klimaty) więc się buntuje- trzeba odwrócić jego uwagę od naszego talerza. Zajada ze smakiem ślinoczułą komórkę taty- podobnie, niech zajmie się czymś innym i na świecie zapanuje pokój. Zawsze coś mi nie trybiło w tej teorii, ale dopiero dzisiaj, gdy aktywnie raczkuje Lilianna, doszłam do tego, co też zgrzyta i z czym się nie zgadzam.

Otóż- odwrócenie uwagi nie spowoduje, że obiekt dotychczasowego zainteresowania dziecka przestaje istnieć, bez względu na to, czy jest nim opakowanie kostek do zmywarki, kocia miska, sam kot, czy też ochota na wrzask w reakcji na jakieś tam zachowania starszego brata. Wszystko mi się rozjaśniło, gdy w akcie ,,odwracania uwagi” poruszyłam kamyk niezadowolenia, ten wywołał lawinę ryku. Jak to? Ano, Felek zajadał pierniczka, a Lula zajadała ciasteczko z amarantusem. Uporała się z nim prędko więc zabrała się za własność braciszka. Podkówka Felka, który wie, że bicie Luli oznacza wyłączenie bajki, ale jeszcze nie wie, jak się pozbyć natręta bez trzepnięcia go po łbie powoduje, że muszę wkroczyć do akcji. Biorę jakąś w swoim mniemaniu fantastyczną zabawkę i pokazuję wziętej na ręce córci. A ona ze złością wali w to, co jej z serca oferują, po czym impulsywnie wygina się w kierunku skonfudowanego Felka i niemalże wypada mi z rąk na podłogę. A chciałam tylko odwrócić jej uwagę…

Muszę w skrócie. Odwracanie uwagi uważam za przejaw braku szacunku do faktycznych potrzeb i uczuć malucha. Nie, nie sądzę, że jest to jakieś groźne i traumatyczne dla dziecka działanie, ale zapewne może mu działać  na nerwy, a dziecięce nerwy też zasługują na docenienie. Cóż- ktoś powie- przecież i na nie są sposoby- np. odwrócenie uwagi… Ryczy, więc trzeba je czymś zająć. Owszem, ale dlaczego ryczy? To jak z pierniczkiem- czy powód złości, frustracji, lęku zniknie w chwili pomachania przed oczami malucha pękiem kluczy albo wskazania lecącego samolotu? Czy maluch nauczy sobie z tymi uczuciami radzić, bo przez sekundę bardziej niż nimi zajęty będzie nową kolorowanką? Nie sądzę. I dlatego uczucia w sprawie odwracania uwagi mam mieszane.

A jednak czasami tę uwagę odwracam. Gdy widzę u Felka narastającą frustrację spowodowaną istnieniem Luliny, wolę zawczasu działać i myśli, ręce oraz nogi jego zająć czymś innym, żeby mieć czas na zapewnienie bezpieczeństwa, a potem spokojne działanie zapobiegawcze, ale… długodystansowe. Czyli na przykład wspólne kotłowanie się na kanapie, nawet i z tą Lulinką piekielną. Działa :)

9 myśli nt. „Odwracanie uwagi

  1. Zamotani

    Często odwracam uwagę, głównie w przypadku konfliktów z młodszym asortymentem.
    Jak jestem sama nie daje rady inaczej, nie tłumaczę się, bo chyba w odwracaniu uwagi nie widzę nic złego.

    Odpowiedz
  2. Miszelę

    Uwagę odwracałam jedynie w przypadku szczepień, nie wyobrażam sobie, że robie z dziecka wariata a z siebie samej idiotkę ;)

    Odpowiedz
  3. big m

    zgadzam sie z Toba – odwracanie uwagi dziecka nie wywoluje znikniecia przedmiotu ktory wywoluje negatywne uczucia, moim zdaniem owe poglebia, dlatego staram sie stosowac aktywne sluchanie wobec syna gdy uderzy sie etc niz odwracac jego uwage.
    niemniej jednak nie da sie ukryc ze w kontakcie z roczniakami dziala.

    Odpowiedz
  4. Żyrafa

    Nie odwracam uwagi, bo jak piszesz to brak szacunku dla uczuć dziecka. Nie miałam takiej sytuacji, bym pomyślała spróbuję, bo to chyba jedyna ratunek. I niech tak pozostanie.

    Odpowiedz
  5. Zamotani

    Przemyślałam sprawę i widzę dwie możliwości odwracania uwagi, takie które akceptuje i takie gdzie robimy z dziecka durnia.
    1. Wiem, że moje drugie dziecko śpi w sypialni, a synek właśnie do niej biegnie bo chce bawić się pod narzutą, odwracam uwagę/proponuję mu inną zabawę w drugim pokoju.
    2. przykładu na durnia nie mogę znaleźć

    Czy dobrze rozumiem temat?

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Pierwszy z tych sposobów także jest przeze mnie niekiedy stosowany-cóż,to zrozumie tylko matka z ponad jednym dzieckiem iż inaczej się nie da:) przez ,,na durnia” rozumiem sytuacje następujące: 1) maluch nie chce jeść, więc pokazuje mu się coś za oknem i w tym czasie wkłada łyżkę do buzi- przykład skrajny. 2) maluchowi popsuł się samochodzik, więc żeby przypadkiem nie płakal z takiego powodu, natychmiast podtyka mu się coś innego. 3) dziecko płacze w sklepie bo chce żebys mu kupiła coś drogiego, a ty nie zamierzasz więc z niby zafascynowaną mina podtykasz coś tańszego, twierdząc że to jest przefantastyczne… 4) przewróci się i płacze- to samo, nie pozwala się malcowi popłakac chociaz go boli tylko od razu mówi ,,zobacz jaka żabka/ptak/samolot”. Przykladów wokół siebie na pewno zauwazysz więcej:):)- niestety, bo ludzie stosują te chwyty nagminnie:)

      Odpowiedz
  6. Zamotani

    To powiem Ci, że popatrzyłam teraz na to trochę inaczej.
    Tak skrajnie i z taką premedytacją aż nie odwracałam uwagi, przykład pierwszy to mi się z babciami kojarzy. Ale często odwracałam, żeby nie dopuścić do histerii. To też zależy w jakim okresie rozwoju się stosuje i co chcemy tym osiągnąć.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Wiadomo,że każdy to robi i robił, bo czasami inaczej się nie da, mniej lub bardziej skrajne sposoby wybierając. A napisalam o tym, bo dotarlo do mnie dopiero teraz jak bezsensowne są takie zabiegi:) cóż, człowiek uczy się cały czas, także być rodzicem:) pozdrawiam!!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>