Plany i bociany

Przeczytałam wczoraj, co by nie mówić, ładny tekst na temat przygotowania się na narodziny dziecka w duchu rodzicielstwa bliskości i… poczułam się dotknięta. Waga, jaką przywiązano tam do zaplanowania momentu poczęcia, wydała mi się przesadzona. Już na wstępie podzielono bowiem poczęcia na planowane i nieplanowane, sugerując, iż tylko ten pierwszy ,,typ” ma szansę na zbudowanie później pełnej szacunku i miłości relacji rodziców z dzieckiem. Autorka (którą, skądinąd bardzo cenię, chociaż nie ze wszystkim, co głosi, mogę się zgodzić), daje do zrozumienia, iż presja otoczenia, jak również zajście w ciążę ,,bo wypada” przeczy idei bliskości. No dobrze. Wszystko ładnie, pięknie, ale wyobraźmy sobie, że na artykuł trafia osoba, która nie tylko że ciąży nie planowała, to jeszcze jest ona wynikiem przygody na dyskotece. Gwałtu. Beztroski wakacyjnej- to o Feliksiku. I że nie wiadomo, kto jest ojcem, albo i wiadomo- jest nim skończony debil. Załóżmy, że dzidziuś miał pęd do życia mimo stosowania przez mamę i tatę antykoncepcji- tak było z Lileczką. Czy takie rodzicielstwo jest z góry skazane na porażkę? Tylko dlatego, że mama czy tata albo oboje nie zdążyli psychicznie przygotować się DO CIĄŻY?

Myślę o mojej dobrej koleżance, która jest już kilka lat po ślubie i dotychczas nie myśleli konkretnie o dziecku. Koleżanka ta jest osobą ciepłą, rodzinną, pełną szacunku dla ludzi, mądrą, zorganizowaną. Koleżanka jest bodajże w trzecim miesiącu ciąży. Totalnie nieplanowanej. Podsyłam jej czasami jakieś teksty na temat macierzyństwa, takie, które uważam za cenne. Artykułu, o jakim piszę, nie wyślę. Bo koleżanka już jest w wystarczająco dużym stresie- gdy przyjechała obwieścić mi nowinę, trzęsły jej się ręce i miała łzy w oczach. Czy to ma oznaczać, że ona sobie nie da rady? Że będzie (tfu!!!!!) złą matką? Nie sądzę. Koleżanka i jej małżonek mają jeszcze pół roku na to, by się przygotować. I nie chodzi mi o kupno łóżeczka, czy skompletowanie walizy śpioszków.

Inny przypadek- ze słyszenia. Nazwijmy ją Ola, imprezowała, imprezowała i wyimprezowała. Nie wiadomo nawet za bardzo z kim. To jej sprawa, nie oceniam tego w żaden sposób. Wszyscy byli pewni, że Ola usunie. A ona zapuściła włosy, bo nareszcie poczuła się Kobietą przez duże K. Odnalazła poczucie własnej wartości. Dziecko oczywiście stało się jej ogromną miłością. Obserwowała fale na brzuchu, gdy kopało. A gdy się urodziło, w duchu rodzicielstwa bliskości uczyła je, i uczy nadal, świata, jak mało która matka która z zegarkiem w ręku odmierzała czas idealny na poczęcie. I wbrew pozorom, rozumiem, że nie chodzi tutaj o to, że kobieta chce rodzić w maju a nie w grudniu i stąd misterne plany. Wiem, że najpierw warto dojrzeć, znaleźć siebie, harmonię w związku. Ale brak tych elementów na prawdę nie oznacza, że dziecko będzie nieszczęśliwe, matka sfrustrowana, ojciec się powiesi. Bo to własnie ciążę, całe 8 miesięcy (zakładamy, że nigdy od samego początku się nie wie!) mamy na przygotowanie się do tego, że będziemy rodzicami. Warto ten czas jak najlepiej wykorzystać, czytać, myśleć, marzyć, głaskać.,rozmawiać. Ale dać sobie także prawo do emocji negatywnych, strachu, zmęczenia, niepewności. Myślę, że KAŻDY potrafi być dobrym rodzicem, jeśli chce to w sobie zobaczyć. A dobry to jaki? Paradoksalnie- nie dążący na siłę do ideału…

Agnieszka, a teraz o Tobie. My, Matki Polki na emigracji, musimy się trzymać razem, chociażby mentalnie… Teraz, jak TU jestem, często myślę o WAS. Jesteś jedną ze wspanialszych mam, jakie w życiu spotkałam, a o planowaniu ciąży tematu z Tobą nie będę poruszała :)

4 myśli nt. „Plany i bociany

  1. Kasia

    Rodzicielstwo bliskości potrafi być bardzo radykalne i krzywdzące. Uważam, że należy z niego czerpać, ale mądrze i się nie wczuwać za bardzo, bo można popaść w paranoję albo kompleksy. Kiedyś czytałam „10 grzeszków” wg rodzicielstwa bliskości i jak doszłam do: „raz na ruski rok każdemu zdarza się nie poczytać 20 min dziennie swojemu dziecku”, to parsknęłam śmiechem na myśl o tych wszystkich przykładnych wystraszonych i zastraszonych do szpiku kości mamuśkach, które siedzą z minutnikiem kuchennym nad książką i czytają dziecku, które ma akurat tego dnia książeczkę w swojej szanownej dupeczce ;ppp

    Odpowiedz
  2. Ewa

    Maria, masz w 100% racje. Nie czytałam artykułu, który komentujesz ale uważam, że tak jak różne są typy ludzi tak z nich „powstają” różne typy Rodziców i nie ma na to przepisu. Cmok dla Mamy na emigracji;)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>