Schowajmy zeby nie ksyceli…

Wsparcie. To słowo klucz w mojej wychowawczej ideologii. Mogę być zmęczona, wściekła, znudzona, mogę puścić bajkę na pół dnia jak siły nie mam wyjść na spacer, mogę zrobić butlę obu dzieciom żeby żadne o nic zazdrosne nie było. Mogę też na spacer pójść na kilka godzin, śpiewać, tańczyć, pokazywać ślimaki, wiewiórki, błoto do obłocenia się, sklep do kupienia kredek, mogę iść kilka kilometrów albo jechać z nimi autobusem. Mogę włożyć do wózka, a mogę do chusty, mogę na dobranoc utulić albo nie utulić, jak widzę, że zasypia z humorem samo a w innym pokoju mąż stęskniony czeka. Mogę nie dać kakałka albo lodów (z myślą o zębach i trawieniu), mogę dać (z myślą o przyjemności), mogę po prostu dowolnie dysponować swoimi zasobami sił twórczych w postępowaniu z dziećmi. Ale jedno jest jak skała: wsparcie. Co by się nie działo, gram z nimi w jednej lidze i obawiam się, co będzie, jak pójdą do szkoły, a nauczycielka będzie chciała porozmawiać o ich zachowaniu, a na moje standardy będzie w błędzie. Po prostu zawsze i w ,,starciu” z kimkolwiek czy chcę, czy nie, zawzięcie trzymam stronę dzieci. Tyle wstępu. Teraz czas na humorystyczne realizacje tej teorii…

Kiedyś mój synuś coś tam zepsuł, wiem, że nie było to u nas w domu. Nienaprawialnie. Moja reakcja daleka była od zachwytu. Synuś zestresowany: ,,Mamo, naplaw!”. I już mój stres się nie liczył, biorę wszystko na siebie, najwyżej mnie już nigdy nie zaproszą, trudno- ale maluch musi mieć WSPARCIE. ,,Synuś, tego nie da się naprawić.” Jego wielkie oczy, moja mina typu ,,nie kcem, ale muszem”, tak, już, przechodzi mi to przez gardło: ,,Synuś, daj to, schowamy, to nikt nie będzie krzyczeć”. Konspiracja i myślę o czymś innym na siłę, żeby tylko nie myśleć, jak beznadziejnie niewychowawcza jestem i totalnie, kretyńsko nieucząca konsekwencji. Po prostu dno dna! Nic to, bo synuś pozbył się źródła stresu. Dżizas, przecież on tego specjalnie nie zepsuł, jak mogłam go nie wesprzeć, jak mogłam go odepchnąć i nastraszyć? Jak mogłam zostawić na wierzchu zepsutą przez mojego synka czyjąś własność?!- żeby znowu musiał robić te wielkie oczy? Przecież on się sam nie wytłumaczył, dlaczego zepsuł, bo nie wie. A ja wiem. Zepsuł, bo jest mały, bo chciał zobaczyć, czy się zgina, a się nie zgięło tylko złamało i klops. Więc, skoro jestem taka mądra i wiem, to biorę wszystko na klatę. Synku, mama czuwa!

Wycinałam z kolorowych materiałów różne kształty i bawiliśmy się, że to jedzenie. Krótko, bo krótko, jak przeszłam do szycia i odłożyłam nożyczki, pochwycił je synuś i zaczął wywijać. W szale nożyczkowania obciął dwie gałązki kaktusowi taty. ,,SYNEK!!!!!!”- syknęłam załamana, gdy to ujrzałam- ,,Co tata powie?!”. Synek w ciemię nie jest bity, o nie: ,,Mamo, schowajmy to zeby tata nie był zły”. Mruczę zniesmaczona: ,,No jak kawałki kaktusa schować?”, ale widzę, że on gdzieś z nimi zniknął, więc pomyślałam, że wyrzucił do śmieci i dobrze, może faktycznie Marcinek nie zauważy… Jakże syna mego nie doceniam! Kolczaste fragmenty kaktusa poupychał w buty wujka i cioci. Zorientowałam się później, ale na szczęście w porę…

Innym razem grzebał przy otworze w drzwiach z klapką, przeznaczonym dla kotka. Też u wujka i cioci (teraz tymczasowo mieszkamy u Marcina siostry). Klapkę urwał oczywiście: ,,Mamo, lozbiłem tą blamkę”. Wzdycham ciężko: ,,Jaką bramkę???”- ,,Dla kotka”. Zrywam się jak oparzona, ciocia z pracy będzie za 5 minut, jak to zobaczą, to mnie ukatrupią, już i tak jak tu mieszkamy od 2 tygodni, dom znacząco zmienił swoje wnętrze na … hmm… bardziej swojskie, ale co kot zawinił? Ukochany cioci kotek?! Zmyślnie skonstruowana klapka? Dopadam drzwi- klapki nie ma. ,,Synek!!”- jęczę- ,,Gdzie jest ta bramka?”- ,,Schowałem, zeby nie ksyceli”- odpiera synek całkowicie spokojnie. Ja wariuję, ale pytam w sposób względnie opanowany: ,,Gdzie schowałeś? Nie ma!”. Odpowiedź powala: ,,Tludno. Potem się znajdzie.” Z mglistymi wskazówkami synka udało mi się klapkę znaleźć i zamontować. Dziecko się nie przejęło. Bo właściwie czy było czym?

39 myśli nt. „Schowajmy zeby nie ksyceli…

  1. Kasia

    Nie pochwalam tego chowania, jesli moge… Jakby Felek cos u mnie kiedys zlamal albo zniszczyl, to powiedz mu, zeby przyszedl i to pokazal, to ja mu powiem, ze nic sie nie stalo, jesli nie zrobil tego specjalnie :) Mysle, ze powinien tez uczyc sie przyznawac do bledu, nawet jesli to nie jest jego wina. Bo musi sie uczyc po 1) brac odpowiedzialnosc za swoje dzialania i po 2) ze sa tez na swiecie dobrzy ludzie, ktorzy wybaczaja, jesli sie jest z nimi szczerym.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      No wiem o tym… raz tak poszłam na łatwiznę i mu sie spodobało! Ale czasami jak gra nie warta świeczki,wolę pozwolić na schowanie niż się potem bez sensu tłumaczyć i dzieciaka zawstydzać,bo nie wszyscy mają niestety takie podejście do wychowania i dziecięcej działalności jak Ty i ja:P

      Odpowiedz
  2. Pingback: “Co by się nie działo, gram z nimi w jednej lidze…” « Ja Kwoka

  3. Zamotani

    Bardzo mi sie podoba pomysł z graniem w jednej lidze, tez wydaje mi sie ze takie wsparcie przychodzi nam naturalnie np. Koleżance na imprezie co to sie upiła i rozwalila cioci wazon, nie mówimy jej wtedy raczej, ej nie ładnie, nie wolno, nie grzeczna dziewczynka. A tych dzieci nie traktujemy na rowni, pouczamy nieustannie zamiast wspierać właśnie i szukać innych rozwiązań.

    Odpowiedz
    1. Asia

      Jestem jak najbardziej za wspieraniem i graniem w jednej lidze i to moim zdaniem polega na wspieraniu w mierzeniu się z konsekwencjami, a nie unikaniu ich i zbieraniu pyłku sprzed nóżek naszego szkraba. To czego dziecko trzeba nauczyć to tego że z kazdej sytuacji jest wyjście i trzeba miec odwagę go szukać nawet jak się zbroiło, a nie chować głowe w piasek.

      Odpowiedz
  4. Magdawroc

    Ja po prostu przeprosiłam za zniszczenie rzeczy przez dziecko, tym bardziej, że poszkodowane było inne dziecko u którego gościliśmy;)
    A reszta i o graniu w jednej lidze i o konsekwencjach własnych wyborów oczywiście jak najbardziej:)

    Odpowiedz
  5. Żyrafa

    I ja gram z córką w jednej lidze. Dotąd niczego w tzw. Gościach nie zniszczyła więc nie wiem jakbym zareagowała ale jak niszczy coś u nas to mówię: chodź, posprzątamy to razem. Nie ganię. Po co? przecież dla niej to też nic przyjemnego. Co najwyżej mówię: szkoda, że już nie ma tej doniczki. Raz nakrzyczałam. Więcej nie zamierzam.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      ja krzyczę tylko (nie z zasady tylko nie mogę sobie z tym poradzić…) jak Felek zadaje celowo ból Lileczce,ale też już coraz lepiej sobie z tym radzę… nie ma nic głupszego niż krzyk a nie daj Boże bicie.A nie chcę być głupia…

      Odpowiedz
      1. Zamotani

        Mój 3 latek też nawala swoją 4,5 mc siostrę. Z resztą czego on z nią nie robi. Możemy sobie założyć grupę wsparcia, bo ja już ciągnę resztkami sił, a jeszcze muszę walczyć z komentarzami pod tytułem, że nie zna reki ojca, i ach te bezstresowe wychowanie itp
        To co mogę Ci powiedzieć co u nas działa jak bije Juliankę. Nie daję mu wtedy swojej uwagi, tylko idę do poszkodowanej. Jego bicie to walka o moje zainteresowanie. Nie mówię nie wolno, zostaw, nie rusz, nie dotykaj, jesteś starszy. Chcę ją przytulić, wziąć na ręce pomagam mu w tym. Poza tym dziudziusiuje i jemu, noszę, tulę, mówię jak do dzidzi, kąpię go w małej wanience, w zależności od jego potrzeb, bo go do tych czynności nie zmuszam, tylko robię to co chce. Wspieram go, mówię, że rozumiem, że jej nie chce i czasami nie lubi.
        U nas najgorzej jest jak jesteśmy we trójkę, nie mogę jej wtedy karmić, nosić, usypiać nic…
        Straszna walka. Od września przedszkole, nie wiem jeszcze czy to pogorszy czy polepszy naszą sytuację, ale nie mam wyboru trochę, bo nie daję rady.
        A i mój Kuba ma własną lalkę Juliankę z którą robi co chce, karmi, wózkuje, chustuje, przewija i nawet bije. Ale lalkę bić mu pozwalam. Często mówię: Nie mogę pozwolić byś bił Juliankę, ale pokaż mi co czujesz na lalce.
        uff…. :)

        Odpowiedz
        1. Marysia Autor wpisu

          Dziękuję za ten komentarz. Czytałam i czułam się jakby to były dokładnie moje słowa, tylko imiona dzieci inne:) Felek zachowywał się do niedawna identycznie, zresztą pod wieloma względami nadal się zachowuje. Pozwalam mu na większość. Jest malutką dzidzią, wróciło spieszczanie słów, wanienka, smoczek, grzechotki:) Nigdy nie mówiłam ,,jesteś za duży”, chyba że w kontekście ciągłego noszenia go (słodkie 17 kg) ale wtedy tez używam raczej sformułowania ,,Nie mam siły, bolą mnie ręce” a nie że ON jest za duży. Jak ktoś miele jęzorem że on taki duży chlopiec, obserwuję go.Czasami się cieszy i jest dumny a czasami ma minę jak na ścięciu i wtedy wiem,że to ten dzień że on jest akurat malutką dzidzią. I mówię: ,,To jest mój duży malutki syneczek”- tylko tyle. Z biciem powiem szczerze- było drastycznie. We wszystkich sytuacjach o których piszesz… i we wielu innych,nawet jak mała spała dostawała czasami w łepek. I nie spała w chuście czy na mnie ale w łóżeczku, cicho i bez mojego zainteresowania. Ale cóż. Przeszło gdy na powrót zamieszkaliśmy z tatą (zabrał nas do siebie do UK, gdzie ma pracę gdy stało się to możliwe po 5 miesiącach, w czasie których tylko raz go odwiedziliśmy). Tata go nie bije, tata nie krzyczy, więc ,,ręka ojca” tu nie zadziałała ale po prostu ojca obecność. I zainteresowanie. Niestety uważam, że agresja Felka była związana nie tyle z siostrą ale właśnie z brakiem taty-takto u nas wyglądało. Ja nie chciałam go dawać do przedszkola bo pomyślałam, że przez to poczuje się jeszcze bardziej odrzucony ale rozumiem Twoją decyzję- rób wszystko byle nie dopuścić do agresji na bezbronnym niemowlaku. BYć może w przedszkolu Kuba rzeczywiście będzie na tyle zajęty (inne dzieci, przeżycia) że na bicie małej nie będzie już miał potem sił. Z resztą obserwuj, najwyżej go wypiszesz:) Powodzenia. Masz moje pełne wsparcie i zrozumienie…

          Odpowiedz
          1. Zamotani

            No widzisz dokładnie to samo, też gdy mała śpi, to jak tylko mu się przypomni to leci do niej i robi jej kocówę. Ale to też moja wina, bo gadałam przez telefon, albo wieszałam pranie. No to jak skutecznie moją uwagę odciągnąć od obowiązków różnych, jak nie atakiem na siostrę? Julianka mi się uodporniła na te naloty jego, nie reaguje wcale. Już musi bardzo mocno walnąć, ugryźć, za nogę pociągnąć, by sie rozwyła.
            Ale u nas inna sytuacja, tata jest na bieżąco, tyle co w pracy to go nie ma, ale szybko wraca. Dodatkowo dziadkowie z jednej i drugiej strony, gdzie ma wtedy 100% uwagi. Co ciekawe, nie chce pisać agresja, ale to samo zachowanie do Julianki zdublowało się także na Bogu ducha winnym psie teściowej ;d Tak samo Kuba go bije i powtarza, że nie chce tego psa. Co mu się osobiście nie dziwię. Skoro mnie dorosłą osobę drażni ten pies, to co tu się dziwić dziecku?
            Z przedszkolem to się wymądralować chciałam i nie puściłam go gdy była okazja, bo nie chciałam właśnie tak jak mówisz by kojarzył okolice porodu z odesłaniem go. Pomyślałam, że lepiej będzie jak mała będzie miała 5 miesięcy i wtedy. Ale nie przewidziałam, że reakcja na siostrę będzie spóźniona, że najpierw miłość ogromna i szacunek a dopiero po 2 miesiącach przyszła faza: „to tu zostanie?!” no a że zostało, to się przecież bronić trzeba jakoś.
            Ja się nie nastawiam już, że będzie lepiej. Julianka dorośnie to mu odda :)
            Dzięki za wsparcie. Jak będzie bardzo źle w tym przedszkolu to pewnie, że zabiorę. Ku zgorszeniu innych co to puszczenie dziecka do przedszkola kojarzą raczej z kto pierwszy ustąpi. Na razie idzie na 3 godzinki codziennie. Co dalej zobaczymy. Oby dobrze było, bo ja też potrzebuje trochę dla siebie i Julianki czasu i też siły trzeba nabrać jakoś, by walczyć ciągle o życie młodszego dziecka.

          2. Marysia Autor wpisu

            Zauważ,że co by nie mówic i jakby nie kochać, ryk niemowlaka jest bardzo denerwujacy.Świadomi rodzice potrafią na niego dobrze reagować i powstrzymać reakcje negatywne ale zobacz ile jest w rodzinach dysfunkcyjnych pobić bobasów ,,bo płakalo”… ludzie ci nie potrafia sobie radzić z emocjami, sa pod tym względem na poziomie podobnym co nasze trzylatki. I nasze trzylatki też są przez ten ryk kłębkiem nerwów. Nie wiem jak twoja córcia ale moja mimo starań płakała potwornie. Ja czasami płakalam z bezsilności,miałam w sobie wiele frustracji,agresji nawet,oczywiście tłumionej i przez to tlumienie nie radzilam sobie z niczym albo takie miałam wrażenie. A synek nie tłumił. Jak ona wyła,jemu włączał się ,,pierdolec” (na początku był faktycznie przerazony i się wycofywał na ten ryk, potem sam sobie radził i próbował ją uspokoić na swoje sposoby…). Wtedy ja ją na ręce, to on zazdrosny i tym bardziej. Błędne koło. Tak czy siak powiem szczerze że najgorsze za nami. Przeczekaj jeszcze trochę, niedługo będzie tak jak piszesz- Julianka mu odda;) cóż, niefajnie, ale nie unikniemy pewnie prania się między rodzeństwem. Tylko teraz nas to tak załamuje bo szanse sa tak fatalnie nierówne… Moja ma już prawie 11 mscy i powiem ci, że jest twarda;) Felek coś je, ona podchodzi (na raczkach) i na sufit by wlazła żeby mu to zabrać… on ją szczypie, piszczy,spycha z fotela, a ta się nie daje, wrzeszczy ale to nie jest płacz tylko taka złość wielka… może to straszne ale czasami mnie bawi jak na to patrzę. Nasze córki będą po prostu kobietami które sobie poradza:) i tak zaczynam na to patrzeć. Gorzej jak będą radzić sobie z pomocą wrzasku czy rękoczynów.Ale póki co nie dbam o to. Myślę,że nie ma co za duzo wymagac póki co, z czasem nauczy się asertywnych reakcji jednocześnie nie dając sobie napluć w kaszę…

  6. Ewa

    Maria, granie w jednej lidze nie ma nic wspólnego z nie ponoszeniem konsekwencji swojego zachowania. Nie trzeba karać ostro i upokarzać za zły czyn ale w umiejętny sposób przekazać, że tak nie wolno. Na pewno dałabyś rade a poszłaś na łatwiznę. Uważam, że Felek więcej straci na tej nauce unikania odpowiedzialności za błędy niż zyska.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Ewo,ale właściwie czego nie wolno?? polecam Ci dyskusję na profilu strony Dzikie Dzieci na fejsie na temat tego wpisu:) Bo przecież dziecko nie robi tego celowo,że coś mu tam się wymsknie z rąk. Nie wolno brać? Łamać? Sprawdzać? Chodziło mi o to, że reakcja powinna być adekwatna do czynu a jeśli on się grzecznie bawi świeczkami i nagle jedna mu spadnie i się połamie- to jak powinnam zareagować? Zabronić zabawy na przyszłość czy świeczkom wypadania z rąk?:)

      Odpowiedz
      1. Parna

        Wydaje mi się, że ktoś tu podświadomie czuje się winny i za wszelką cenę stara się przekonać świat, że zrobił dobrze. Nie mam dzieci i jestem pewna, że to nie lada wyzwanie. Tobie świetnie chyba to idzie. Błędy popełnia każdy i myślę, że najważniejszym jest to by umieć się do nich przyznać. Skoro „gracie w jednej lidze” to może powiedz mu, że popełniłaś błąd mówiąc mu o ukryciu rzeczy? Ja pamiętam z dzieciństwa, że samokrytyka mojej mamy powodowała, że nabierałam do niej jeszcze więcej szacunku. Myślę, że to jest najmądrzejsze- nie udawać za wszelką cenę, że jest się idealnym.

        Odpowiedz
          1. Ewa

            Marysiu, to był błąd i nie ma powodu, żeby brać nas za wrogów. Przecież wszyscy Cie szanujemy i lubimy:)

          2. Marysia Autor wpisu

            Przecież nie mam nikogo za wroga:) chce tylko wyjaśnić mój punkt widzenia,nawet nikogo nie chcę na siłę do niego przekonywać:)

      2. Ewa

        Chodziło mi tylko o to, ze jeżeli Twój syn zniszczy CUDZĄ własność to powinien mieć świadomość tego, ze należy się do tego przyznać przed właścicielem z całym bagażem własnego wstydu, zażenowania i poczucia winy. To może będzie odrobinę „bolało” ale też uczy konsekwencji i odpowiedzialności a także sprawia, że kiedyś pomyśli NAJPIERW a nie potem ( i przybiegnie do mamy wyznać, ze coś zrobił ale już dobrze schował). Maria, odkręć to co mu wpoiłaś (nad wyraz skutecznie;), tak będzie dla niego lepiej.

        Odpowiedz
        1. Marysia Autor wpisu

          Ok,ja się zgadzam.Jeśli ktoś zniszczy coś celowo,powinien się ukorzyć i przeprosić.Nie wyobrażam sobie jednak zmuszać 3-latka do tego by po kilkadzisiąt razy dziennie przepraszał za pierdoły typu ułamany kwiatek.A właśnie tak by to wyglądało.Co do wpajania to- cel wpisu był taki,by pokazać jak raz użyte sformułowanie zostaje w świadomości malca-bo zapewniam że akcja ,,chowamy” była jednorazowa w moim przypadku. A on wykorzystuje na maksa:) Kolejne razy wyglądało to tak,że mówiłam mu że nikomu nie pozwolę na niego krzyczeć a jakby co,wyjaśnimy sytuację z ,,pokrzywdzoną” osobą. Ewa,ja na prawdę nie uważam,by konieczne było przepraszanie za takie niecelowe działanie w przypadku malucha.Nie jego wina.Więc dlaczego błędem było niekaranie go za to?

          Odpowiedz
          1. Ewa

            Ależ nikt nie mówi o „celowym” niszczeniu. Nie podejrzewam żadnego dziecka o celowośc. Spokojnie, brniemy za daleko. Ja tylko wyraziłam swoja opinie na temat mówienia dziecku, że się coś schowa i nikt nie zauważy (ale już się z tego wobec Felka wycofujesz, uważam że to fanie:). Mam fisia na punkcie konsekwencji i mówienia trudnych rzeczy prosto w oczy. Tak wychowuje Magdę. Ty masz prawo robic to inaczej.

          2. Marysia Autor wpisu

            Ja aż tyle wagi do konsekwencji nie przywiązuję,to prawda.A trudne rzeczy-jeśli TRZEBA,to wg mnie mówić.tylko gdzie jest ta granica za którą zaczyna się konieczność?;>

          3. Parna

            Ale tu nie chodzi o karanie bądź niekaranie. Chodzi o to żeby dziecko nie uczyło się chować bo chowanie oznacza, że przedkładamy własny komfort nad szczerość wobec innej osoby i jest to nieuczciwe . Bo przecież o to chodzi, żeby nauczyło się, że to czyjaś rzecz i ta osoba powinna dowiedzieć się o jej uszkodzeniu. Nie dlatego, że niecelowe psucie jest absolutnym złem, które musi zostać ukarane ale dlatego, żeby okazywać szacunek innej osobie.

          4. Asia

            Celowo czy niecelowo. Świat jest urządzony tak, że czyny wywołują konsekwencje, pozytywne lub negatywne.
            ZAWSZE. System moralny wpojony w dzieciństwie pozostanie. Nade mną mieszka chłopak lat 22. Impreza goni imprezę-nie do wytrzymania. Dzwoniłam po policje co skończyło się tym że rzucał jajkami w nasz balkon. Jak poszliśmy rano prosić o sprzątanie otworzył tatuś. Powiedział że synek słodko sobie śpi po ciężkiej nocy. Poprosiliśmy aby przysłał go jak się obudzi, ponieważ rzucano jajkami w nasz balkon. Po 10 minutach pukanie do drzwi. Nie zgadniecie!! Przyszedł Pan Tatuś, lat około 60 posprzątac za swojego 22 letniego synka. Szczęka mi opadła. Jak chłopak ma się nauczyć współżycia z innymi jak rodzice nie pozwalają mu na naukę.

            Poza tym kiedyś zabraknie mamy, która ochroni przed konsekwencjami, chociaż z drugiej strony wtedy bedą może znajomi w policji (to usłyszałam od młodego sąsiada z góry jak spytałam czy mandaty nie są dla niego uciążliwe).

          5. Marysia Autor wpisu

            Mimo wszystko nie porównywałabym sytuacji o której piszesz z ,,niezdarnością”, właściwą dla wieku trzylatka. Przykro mi,że masz takie nieprzyjemne sąsiedztwo, rzeczywiście nie do pozazdroszczenia. Jednak jeśli facet w wieku 22 lat celowo dokucza innym ludziom na granicy prawa to podejrzewam,że to jak go traktowano w dzieciństwie niewiele ma wspólnego z tym, jakie ja i osoby myślące podobnie mają podejście do swoich dzieci.

  7. Pingback: Powiew | Mama na Puszczy

  8. joan

    To i ja się włączę, skoro czasem tu zaglądam :) I zgodzę się zarówno z Ewą, jak i Parną – ‚chowanie’ występków, niezależnie czy celowo uczynionych, czy przez przypadek nie jest jednak dobre, co więcej nawet nie odbierałabym tego jako wsparcie. I będąc taką osobą ‚poszkodowaną’, bardziej bym się zirytowała, znajdując po czasie schowaną uszkodzoną rzecz (jeszcze bardziej, gdybym wiedziała, że i mama w tym chowaniu uczestniczyła), niż gdyby ktoś po prostu powiedział. Lepszym wsparciem mamy byłoby chyba jednak powiedzenie w imieniu dziecka lub z nim, tak po prostu, pokazania, że się nie boi i nie chowa i że nawet jeśli to było niechcący, to jest jej przykro. Nie po to by kogoś karać, ale bym wiedziała, że jakaś moja rzecz ucierpiała i mogła powiedzieć, że nic się nie stało i pokazać, że nic strasznego się nie dzieje. Jak powiedziała Parna – z szacunku do drugiej osoby i jej własności. Myślę, że w ten sposób można uczyć odwagi cywilnej, którą uważam za jedną z cenniejszych cech. A nie że trzeba ‚pozamiatać pod dywan’, gdy się coś zepsuje.

    PS A tak poza tym Marysiu świetny blog. Pozdrowienia z Rumi, bardzo wakacyjnie dziś było :)

    Odpowiedz
  9. Paula

    „… zapewniam że akcja ,,chowamy” była jednorazowa w moim przypadku. A on wykorzystuje na maksa:) ”
    Haloooo dziewczyny, wydaje mi się, że w tym zdaniu Marysia przyznała się do małego błędu ;) Wątpię, by była świadoma tego, że Felek załapie bakcyla na uciekanie przed odpowiedzialnością… ale Felek to inteligentny chłop i w try miga załapał, że jak coś zepsuje(chcący/niechcący) mama pomoże i nie będzie problemu. W tym wypadku Mama pomogła – chowając powód do winy, a może następnym razem Mama użyje innych słów, może zachowa się inaczej…a jak już mówiłam ‘Felek to inteligentny chłop’ i załapie nowy(bardziej akceptowalny przez społeczeństwo) styl postępowania :D

    Pozdrawiam,
    Paula

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Pozdrawiam:) I chciałabym się tutaj odnieść nie tylko do tego komentarza, ale do całego wpisu i wszystkich pod nim opinii.
      Otóż, owszem, akcja u mnie była jednorazowa co podkreślałam nieraz tutaj, na Dzikich Dzieciach oraz w tekście też nie padły słowa gloryfikujące moje zachowanie-wręcz przeciwnie. Nie napisałam: ,,jestem taka mądra i tak bardzo kocham moje dziecko, ze jak coś komuś zepsuje, razem zacieramy ślady i się nie przyznajemy”, a niektóre opinie mogłyby o tym świadczyć. Ale zasadniczo w ogóle nie o to tutaj chodzi. Wszyscy, którzy piszą o błędzie popełnionym przeze mnie, biorą pod uwagę punkt widzenia dorosłego. To dorosły zarabia,kupuje, sprząta, urządza ze smakiem salon. I to jego spokój zostaje burzony, gdy ten porządek zostaje naruszony przez dziecko, które nie wiedząc, ze cudze rzeczy należy szanować, wkracza do akcji ze swoimi lepkimi łapkami i nieposłusznymi nóżkami. Dla niego cudzy dom to nieznany ląd, który chce eksplorować. My też idziemy do lasu i zbieramy sobie grzyby, nie bacząc na to, ze moze naruszamy panujący tam ład (a naruszamy)- dlaczego? Bo o ile nie robimy nic skrajnego, nikt nie udzieli nam reprymendy, nie wymusi przeprosin, uważamy, że nam się to wszystko należy. Ok, las to nie czyjś dom. Ale zasada jest podobna. Ja biorę pod uwagę- zawsze- punkt widzenia dziecka i zapewniam, że nie jest to dla mnie łatwe, bo nie mam wsparcia. Jeśli to maluch jest tym punktem odniesienia, nagle pojęcia takie jak ,,szacunek do cudzej własności”, czy nawet ,,zepsucie”, celowe czy niecelowe, tracą na znaczeniu, bo to czysta abstrakcja dla maluszka. Owszem, pilnuję mojej raczkującej laleczki, by nie obróciła w pył domu, w którym teraz jesteśmy (a nie jesteśmy u siebie), Felkowi tez zawsze jak coś weźmie i czuję w powietrzu że to nie był dobry pomysł, mówię np. ,,Synek ale to jest wujka”. tylko tyle i zazwyczaj wystarcza bo Felek jako socjopata juz samą myslą, ze będzie musiał komuś coś oddawać albo się tłumaczyć, strasznie się stresuje i taką rzecz zostawia. Ale czy to dobrze?? To nie jest błąd, wg was? Ja się z tym czuję fatalnie, bo znając Felka, manipuluję jego poczuciem winy. Owszem, dzięki temu jakiś głupi segregator być moze zostaje ocalony. Ale jeśli synek słyszy to 15 razy dziennie, to może ocalone nie będzie jego poczucie bezpieczeństwa i poczucie własnej wartości. A to one sa dla mnie number one. Nigdy rzeczy nie będą dla mnie ważniejsze niż ludzie. Dlatego tak się cieszę, że będziemy na swoim już niebawem, w dodatku wykupujemy ubezpieczenie od zniszczeń :) A w ,,gościach”? 90 % ludzi których odwiedzaliśmy w Polsce mają dzieci a 90 % z tych mających dzieci ma podejście bardzo zbliżone do mojego – czyli dobrze, nie chowamy, ale nie zrywamy kontaktu z powodu wylanego soku, jak również nie wymagamy od malucha nie wiadomo jakich przeprosin z tego tytułu. Reszta będzie przeproszona jak by co ale przeze mnie. Nie, nie za sok. Za to, że nie przełożyliśmy wizyty na za 10 lat.

      Odpowiedz
  10. Asia

    Jeszcze raz powtórzę, rolą rodzica jest wspieranie w ponoszeniu konsekwencji (konsekwencją stłuczonego wazonu jest to, że komuś jest smutno a nie jakaś wydumana kara). Dzieci sa ogromnie empatyczne jeśli im na to pozwolimy i w wielu wypadkach, gdy widzą konsekwencje (czyjś smutek) to same chcą naprawić błąd, ale nie wiedzą jak i tu jest nasza rola. Pomóc im wytrzeć sok (ale nie mówić że nic się nie stało, stało się i trzeba naprawić – nie krzyczeć, nie „przepraszać nie wiadomo jak”tylko wytrzeć), powiedzieć że teraz juz jest wszystko ok bo naprawiliśmy błąd.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      A czy ja piszę że nie wycieram? odnosisz się jak widzę do mojego komentarza, ale nie widzisz sedna, albo udajesz bo nie wierzę ze niezbyt jasno się wyraziłam;( Powtórzę któryś raz z rzędu- chowania nie pochwalam, czy możesz zacytować mi fragment który dowodziłby czegoś innego?

      Odpowiedz
    2. Marysia Autor wpisu

      Coż,chyba jest tak jak twierdzi mój maż, który jeśli to kogoś interesuje, nie zawsze ze wszystkim się ze mną zgadza w kwestii wychowania i uważa że jestem zbyt pobłażliwa- ci, co tak zawzięcie tu się sprzeciwiają moim poglądom, biegają po domu w poszukiwaniu pochowanych za szafą zepsutych przedmiotów bo uświadomili sobie że niedawno mieli gości z dziećmi i być może bez ich wiedzy coś zostało zniszczone… rozbawił mnie tym, ale teraz widzę że coś jest na rzeczy.

      Odpowiedz
    3. Marysia Autor wpisu

      Przepraszam, że się tak uczepiłam, ale napisz mi proszę czy na prawdę CZUJESZ SMUTEK gdy komuś, kogo gościsz, coś się wylało, trochę piasku spadło z buta na dywan itd. ?

      Odpowiedz
      1. ewelina

        Ja tam jestem na nie dla „schowajmy to nie będą ksyceć”. Po pierwsze – dlaczego mieliby ksyceć? Normalne, że dziecko będzie chciało ukrywać szkody, które wyrządziło, skoro ma świadomość, że w efekcie będzie ksycenie (albo i co gorszego, nie daj losie). Mam dwa tajfuny destrukcji chcącej i niechcącej, zniszczenia sieją w domu i poza nim, ale nie zamiatamy sprawy pod dywan. Jak się nieodwracalne i nienaprawialne zniszczenie zdarzy u kogoś, a ów ktoś świadkiem zdarzenia nie był, młode idą (trzymam za rękę dla odwagi) powiedzieć i przeprosić – nie dlatego, że mają się zawstydzić, poczuć winę, albo dostać nauczkę na przyszłość, ale po to, by sprawę wyjaśnić, za szkodę pokrzywdzonemu przeprosinami zadośćuczynić a siebie samych nauczyć, że trzeba się czasami zmierzyć z własnymi błędami, tym bardziej, że one są jakby nieuniknione. Ja co prawda do przedmiotów nie przywiązuję się nadto, ale owszem byłoby mi głupio, gdybym po wizycie, nieważne dziecka, czy dorosłego, znalazła gdzieś poupychane skorupy, a ta osoba by mi o tym nie powiedziała sama.

        Odpowiedz
  11. ewelina

    Jo, wróciłam z wakacji, a tam jinternet na minuty, to sobie zrobiłam detoks. I tak se z bomby tu i tam wpadam i znikam:)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>