Fajnie było

Felek przy wychodzeniu z przedszkola dzisiaj powiedział, że fajnie było. Nie rozsadza mnie euforia, nie oddycham z ulgą, ciężko coś póki co orzec. Ale pani powiedziała, że w czwartek spróbujemy na trzy godziny. I może beze mnie od razu, ale zastrzegłam sobie prawo do decyzji przy zostawianiu go. Jeśli będzie ryczał- zostanę. Nie ma bata. Zobaczyłam dzisiaj ile to daje. I chrzanię te cudowne sposoby, gloryfikowane przez co poniektórych, typu ,,zostaw go i i idź, tak będzie najlepiej”. Wiele mądrych osób odradzało mi to i miało rację. Przyjmę konwencję poprzedniego wpisu bo inaczej do jutra nie skończę… Wszystko wydaje mi się ważne, wiążące. Ale po kolei.

Przed i w trakcie

- Felku, dzisiaj idziemy do przedszkola. (mina cierpiętnicza, ale temat nie zasłużył na komentarz ze strony mojego syna. – Posłuchaj, jak zrobimy. (mina cierpiętnicza, próba zmiany tematu)- Synuś, ja cię proszę żebyś mnie teraz chwilę posłuchał. (mina cierpiętnicza, wymowne milczenie) – Pójdziemy do przedszkola i mama tam trochę z tobą pobędzie. Jak zacznie ci się podobać, to spytam czy mogę na chwilę iść. I jak mi pozwolisz, to pójdę, a potem wrócę po ciebie.- Nie pozwolę ci!!! – No więc nie pójdę.

Jak przyszliśmy, w kuchni kawiarni zadymiło się i włączył się alarm przeciwpożarowy. Ewakuacja, niemowlaki po pięć sztuk wywożone w łóżeczkach na kółkach, płaczące starszaki wyprowadzane szybciutko przed budynek, pracownicy w jaskrawych kamizelkach coś tam pokrzykiwali. My w tym wszystkim. Rozkosznie. Jak balsam na zbolałe dusze to było. Ale Felkowi humor się poprawił, tak rozbawiły go dzidzie popakowane jak małpki w klatkach. Po wszystkim weszliśmy, ładnie nas wprowadzono, pani spytała jak dzisiaj. Mówię że zostaję jakiś czas. Zostałam. Ale pozwoliłam sobie powiedzieć synkowi, że jestem tutaj pod malutkim warunkiem: ma do mnie nie latać jeśli żadna krzywda mu się nie dzieje. Zrozumiał. Szybko wpadł w wir zabawy. Szybko też przyczepiło się do niego dwóch chłopców, polskich. Śmieszne to było dla mnie. Kacperek mówił do nas po polsku, paniom na ich pytania zadane po angielsku odpowiadał zgodnie z prawdą po polsku (,,Do you want some milk?- Nie chcę już mleka!), a w kontaktach z dziećmi anglojęzycznymi bezrefleksyjnie przechodził na angielski- i angielski jego był idealny, pozbawiony polskiego akcentu. Kacper totalnie pokochał Felka, na tyle że gdy wychodziliśmy, rzewnie się popłakał. Nie odstępował go na krok, chociaż sam bawił się samochodami, natomiast Felek ,,gotował” i ,,zajmował się dzieckiem”- lalą, którą karmił, mył, kładł spać i przewijał. Ale jakoś tak w towarzystwie Kacpra i jego autek. Śmiali się, gadali, wołali i latali.

W penym momencie Felek znikł mi z oczu. Wrócił z tak rozpaczliwym szlochem, że myślałam, że się mocno walnął chociaż w sumie w głosie wyczułam mieszankę strachu i wstydu. Wtulił się we mnie histerycznie, łkając, że idziemy już do domu. Bezskutecznie usiłowałam dociec, co się stało. Gdy się uspokoił, wrócił do zabawy, a wtedy do akcji wkroczyła Lileczka, przeszkadzając mu we wszystkim, za co się zabrał. Ja generalnie nie ruszałam się z kącika przy drzwiach ale tym razem zainterweniowałam- Lileczka uparcie wywalała Felkowego bobasa z łóżeczka, za co oberwała po łbie. No więc: ,,Synuś, ja pójdę już stąd, żeby Lilka ci nie przeszkadzała, dobrze?”- ,,Tak”. Nawet pa pa mi nie zrobił, zaangażowany ojcostwem…

Gdy po 25 minutach wróciłam, Felek krążył ze szklanymi oczami (bez ryku), za nim Kacper. Usłyszałam: ,,Bo sukam mojej mamy” i mój wzrok napotkał oczki Kacpra, który wykrzyknął: ,,Zobacz, tutaj jest!” Synek mnie zobaczył, uśmiechnął się i spytał, czy już wracamy. Ale posiedziałam tam jeszcze 15 minut. Potem, ku rozpaczy Kacpra, poszliśmy. Z panią umówiłam się na czwartek, tym razem na popołudniową sesję. Może obejdzie się bez nerwicy…

Po

W drodze powrotnej udało mi się wyciągnąć z synka, co też wyprowadziło go z równowagi, że tak strasznie płakał. Okazało się, że poszedł do łazienki umyć lali rączki i tam jakaś dziewczynka zaczęła mu tę lalę zabierać a on nie chciał oddać. Ale ona mu wyrwała- i to był moment, że przybiegł do mnie. Powoli, powoli, otrzymywałam kolejne porcje tego wydarzenia. Felek wrócił potem do dziewczynki i dał jej triceratopsa (dla niezorientowanych- gatunek dinozaura…), którego wzięła i wtedy lala spadła na podłogę, a Felek ją wziął i poszedł się bawić dalej. Nie wiem, jak to oceniacie, ale ja uważam, że rewelka- nie rezygnując z własnej zabawy, zaoferował napastniczce zamiennik i udał się ten deal, obyło się bez ofiar. Pochwaliłam go, mówiąc, że nieraz się tak zdarzy, że dwoje lub więcej dzieci będzie chciało się bawić tą samą zabawką i trzeba to rozwiązywać bez bicia i płaczu- tak jak to on właśnie uczynił.

W domu nastawiony zabawowo i rozmowowo, chciałam się zdrzemnąć, ale nie dało rady. Humor znakomity, apetyt też. Mogę pisać, bo Lileczka śpi, a Felek bawi się dinozaurkiem, którego tradycyjnie kąpie, karmi, kładzie spać i przewija. To jest inna generacja dzieci, ale o tym później, kiedyś napiszę, jak emocje przedszkolne opadną. To są chłopcy, którzy karmią piersią dinozaury, to są dziewczynki, które godzinami szykują sobie śniadania do pracy z plasteliny. Bo mają przyzwolenie. Świat się zmienia, na lepsze.

8 myśli nt. „Fajnie było

  1. visenna

    Będzie krok naprzód, potem kilka w tył. Tak jest. Każdy z nas ma swój indywidualny czas aklimatyzacji do nowości. A zachowanie z dziewczynką świadczy o sporych umiejętnościach socjalnych Felka. I o tym, że przedszkole jest dla niego. Tylko w jego własnym tempie. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  2. Kajka

    Z autopsji wiem, że z reguły lepiej zostawić i wyjść. Zdecydowanie mniej nerwów to kosztuje. Raz, drugi – histeria, owszem. Ale po piątym razie zaskoczy. I nie można tego rozumieć kategorią dyscypliny. Po prostu dziecku nie można pokazywać, że jest się miękkim i za mało stanowczym. Tylko tyle i aż tyle. Powodzenia

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      ja wiem,że tak się robi… Gdybym tylko potrafiła doczekać do drugiego razu,nie mówiąc o piątym… jak można psychicznie wyrobić pięciokrotne cierpienie najukochańszej istoty na świecie-tego nie pojmuję.nie pojmuję także po cu ukrywać przed dzieckiem pradziwe uczucia, ,,miękkość”, jak to się określa. Ja cierpiałam patrząc jak on cierpi-bojąc się nowego miejsca, nieznanych osób, które mówią w nieznanym mu języku. Czemu on ma o tym nie wiedzieć-o tym,że przejmuje mnie jego stres? jego stres jest moim. To nie jest rozrywka.To o czym piszesz to nie jest stanowczość ty;lko bezduszność.To nie jest przechodzenie obok lodziarni gdy dziecko piszczy o loda a ty mu nie kupujesz bo jest przed obiadem. Ja już raz przechodziłam ,,aklimatyzację” synka i nie powtórzę błędów. Widzisz,już wczoraj było o niebo lepiej- bo tam byłam jakiś czas.Owszem, może dla nierwów łatwiej niektórym zostawić malucha od razu na 8 godzin,nie patrzeć jak się boi,jak tęskni, jak płacze i wrócić już po uspokojone bo przytępione dziecko,które uczy sie ze mozna bez ceregieli pozostawic ukochana osobe na pastwe nieznanego! a skad taki 3latek ma na poczatku wiedziec,ze pani jest fajna itd? Tylko tyle i aż tyle. Dziękuję za radę ale nie skorzystam-nie potrafię.

      Odpowiedz
      1. ewelina

        Wiesz Marysia, wszystko ok, tylko tyle negatywnego wartościowania w tej twojej wypowiedzi. Ty rób po swojemu, ale też nie piętnuj innych, że robią inaczej. Dziecko zostawione w przedszkolu we łzach wcale nie musi być „przytępione” i skrzywdzone przez rodzica. Nadmierną empatią również można zaszkodzić.

        Odpowiedz
        1. Marysia Autor wpisu

          można, ale ja po raz setny odpowiem,że dużo zależy od dziecka.osobiscie znam takie co od pierwszego wejrzenia kochają przedszkole i tu ja nie widzę sensu zostawania z nim czy jakichś ceregieli.Ale też nie można uogólniać,że trzeba zostawić i do widzenia. akurat moje było na maksa przytepione i nieszczesliwe przez cały okres żłobkowania chyba ze w weekendy albo u babci…

          Odpowiedz
  3. Marta

    Ja oddawałam Lulkę do żłobka jak miała troche ponad 7 miesięcy nie było to łatwe i tez na poczatku z nią zostawałam chociaż była tak malutka i dużo osób powie ze jeszcze wiele nie rozumiała.. może i tak ale ja twierdze inaczej. pewnie było Jej dużo łatwiej niż Felkowi ale w pełni rozumiem co czujesz. Po pięciu miesiącach wyciaga raczki do pani i cieszy sie jak Jej mówię ze idziemy do dzieci. Więc trzymam kciuki zeby u Was też było dobrze.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>