,,Nie mam w tym zabawy”

Nie chciałam pisać w wirze emocji. Położyłam maluchy na drzemkę, zrobiłam sobie kawę, wyprzeklinałam się w myślach na swój i mojego syneczka beznadziejny los. Ale i tak nie mogę na spokojnie… Wszystkim, którzy mnie pocieszali i wyrażali pewność, że będzie dobrze, dziękuję za wsparcie ale z przykrością zawiadamiam: nie mieliście racji. Bite pół godziny Felek darł się jak zarzynany obezwładniającym piskiem. W zasadzie ten wpis powinien być podzielony na 3 części. I tak zrobię.

1. Przed

Felonek nie zdradzał oznak zdenerwowania, był tylko od wczoraj bezbrzeżnie smutny, bo tata wyjątkowo nocował u cioci Krystyny. Wciąż się o niego pytał, podlatywał do okna, gdy słyszał samochód a do drzwi, gdy coś szurało na klatce schodowej. ,,Tatuś wlócił!”- mówił z wielkimi oczami. Mówiłam mu o przedszkolu, nie podejmował tematu, nie potwierdzał i nie zaprzeczał. Raz nawet wspomniał jakieś puzzle, które w środę w  przedszkolu układał. Byliśmy 15 minut wcześniej, więc zaproponowałam mu jeszcze kilka minut zabawy koło budynku. Przy okazji, jako że tym razem smoczka nie zapomniał, powiedziałam od niechcenia, że gdy będzie chciał coś  w przedszkolu mówić, niech wyjmuje smoczek z buzi, bo utrudnia on wyraźne mówienie. Bez zakłopotania mój synuś schował smoczek do wózkowego kosza. Pomyślałam: ..Dobra nasza!”. Chwilę pobiegał i sam orzekł, że już chce do przedszkola. No to poszliśmy. W korytarzu radosny, brykał, łapał co się dało. Przyszła po nas pani. Uzgodniłyśmy co i jak, robimy sobie pa pa. Już widzę, że trzęsie mu się broda, ale zdecydowałam się wyjść. Dlaczego? Dobre pytanie. Bo jestem upośledzona? Bo nie chciałam skupiać na sobie uwagi dzieci pań, latając za Lileczką, która w pół godziny zeżarłaby wszystkie przybory plastyczne i dziecięce rysunki oraz urządziła przemeblowanie? BO ZNAM FELKA I ZBYT DOBRZE WIEM, ŻE MOJA OBECNOŚĆ TAM PRZEZ JAKIKOLWIEK CZAS NIE ZMIENIŁABY JEGO REAKCJI NA MOJE WYJŚCIE ale jak zwykle łudziłam się, że może tym razem będzie tak jak w postach znajomych na fejsie? A czemu by niby miało być? Bo jest coraz starszy?- jak sugerował Marcinek, gdy wspominałam koszmar jego ,,aklimatyzacji” w żłobku. Tak, to było prawie 2 lata temu. Więc wiek nie ma tu nic do rzeczy. Język? Przed wyjazdem chodziłam z nim przez prawie 2 miesiące na angielski w przedszkolu polskim. Każdy angielski u mnie na kolanach. Nie zdradzał chęci nawiązania kontaktu z dziećmi, zabawy. Byłam tam jedynym rodzicem. A on jedynym dzieckiem z twarzą schowaną w dłonie, gdy pani ośmielała się do niego odezwać… Więc czego ja się spodziewałam? Dlaczego znów zawierzyłam historyjkom o tym, jak Bartuś/Darek/Daria/Igorek/Wiesia z rozkoszą pędzą do przedszkola, jedzą tam obiady i mają swoje ulubione dzieci, panie, zabawki? O tym, jak Natalka po tygodniu w angielskim Felek nie miał zabawy w półgodzinnym pobycie w przedszkolu beze mnie. Dlaczego z nim nie zostałam? Przecież mogłam. Boże, nie chciałam pisać w wirze emocji, położyłam przedszkolu gadała tylko po angielsku i płakała przy powrotach, że nie chce do domu? Jestem żałosna, ale o tym później.

2. Po

Pani powiedziała, że za szybko trochę, by zaczął zostawać na trzy godziny. Że w poniedziałek mam go przyprowadzić na godzinę. Spytałam, czy godzina ryku nie wybije ich z rytmu. Pani z uśmiechem odparła, że nie on jedyny tak się zachowuje i są przyzwyczajone. Ale w poniedziałek trochę z nim jednak posiedzę. Też nie wiem, po co, ale posiedzę. Chyba po to, żeby mi potem nikt nie zarzucał, że nie wykorzystałam wszystkich sposobów. To moja sprawdzona metoda. Wiem, że mam rację, ale czasami to udowadniam, jak mi się chce, żeby uciąć uparte gadanie ludzi uważających, że wiedzą wszystko najlepiej a psychologia dziecięca to zbiór prostych wzorów pasujących do każdego od początków ludzkości. Oto urywki naszych rozmów już po tych cudnych trzydziestu minutach (zaznaczam, że wypowiedzi Felka zaczynające każdy fragment były spontaniczne, nie były odpowiedziami na żadne moje pytania):

- Płakałem, bo nie chciałem być tam sam. Chciałem, zebyś ze mną była. Wstydziłem się. – Kochanie, ja też się zawsze wstydzę gdy sytuacja jest dla mnie nowa i idę  jakieś nowe miejsce. To nic złego. Widziałeś dzieci, które tam były? Wszystkie bez rodziców, prawda?- Wstydziłem się dzieci, bo chciałem mówić po polsku a one coś gadały po angielsku.- A wiesz, że tam są dzieci, które mówią po polsku? Czy chciałbyś z nimi rozmawiać następnym razem?- Tak.- To poprosimy panią, żeby cię poznała z tymi dziećmi, dobrze?- Tak.- I nie będziesz się wstydził tak mocno?- Nie.

- Nie bawiłem się tylko płakałem cały cas. – A czy inne dzieci też płakały?- Nie. Jedno tylko dziecko płakało. – Felek czy jakieś inne?- Jakieś inne. – Pewnie też tęskniło za mamą, co?- Tak.- Tak to już jest, dzieci tęsknią w przedszkolu za rodzicami, a w tym czasie rodzice tęsknią za dziećmi. Ale jak się ma trzy latka, to się chodzi do przedszkola, Maksio też w Rumi chodzi, wiesz?- Tak. Chcę z Maksiem chodzić do psedskola.- To niemożliwe, bo on jest w Polsce,a my w Anglii. – Chcę z Lilką.- Ona jest jeszcze za malutka. (i tak dalej….)

- Ja też za tobą tęskniłam. Ale byłam dzielna. Będziemy następnym razem dzielni? (jego ożywienie, troska  głosie)- Tak, ja będę tam z paniami, a potem po ciebie psyjdę.

- Za trzy dni też pójdziemy do przedszkola? Ty pójdziesz do dzieci a ja z Lilką zaczekam tam za drzwiami na tych krzesełkach? (był tam kącik dla maluszków i kawiarnia)- Ja tes tam będę z wami.- Ty kochanie pójdziesz do przedszkola na troszkę. (grymas rozpaczy)- Nie! Nie zlobimy tak. Nie mam w tym zabawy!

ITD, ITP………………………. Generalnie stanęło na tym, że  poniedziałek (za trzy dni) pójdziemy znowu do przedszkola ale konfiguracja nie została ustalona, w każdym razie obiecałam mu że pani będzie z nim układać układankę z owocami, która tak bardzo mu się podobała i na pewno panią o wyjęcie tego ustrojstwa poproszę. Na wieść o owocoych puzzlach, Felek zaczął wymieniać, jakie tam były owoce i trochę na sekundę humor mu się poprawił. W domu nie miał siły jeść ani się bawić. Nie było nawet 13.00 a padł na materac i zasnął wtulony w skarpetkę Lileczki i moją rękę.

3. Co ja czuję?

Czy muszę coś jeszcze pisać na ten temat? Czuję się jak w jakimś koszmarze, jak mucha w pajęczynie, bez szans na ratunek, bo co mam niby zrobić? Nie posyłać go? Za rok do szkoły, przez rok on się nie zmieni, a sorry, szkoła jest obowiązkowa, nie będzie możliwości przyłażenia se z mamą na pół godziny aklimatyzacji przez miesiąc. Nienawidzę cywilizacji zachodniej za to odrywanie dzieci od matek, jakieś zasrane zasady, praca zawodowa, rozwój osobisty, wolny wybór! Wybór? Jeśli mieści się w mainstream’ie, to jak najbardziej. Jak masz to wszystko w d…, to nie masz żadnego wyboru. Ani tu lepiej, ani gorzej, bo w Polsce owszem, mogłabym go jeszcze potrzymać z rok, ale za to nie pracując umarlibyśmy z głodu, a tu rok go jeszcze potrzymać nie mogę, za to stać nas na życie przynajmniej częściowo takie, jakie byśmy chcieli… Jezu, ja jeszcze 2 dni temu o jakiejś pracy myślałam, dziś już nie myślę, bo nie wyobrażam sobie zostawić Felka na dłużej niż te 3 godziny, zakładając że w ogóle kiedyś na 3 godziny zostanie. I już proszę, nie piszcie mi, że ,,wszystkie dzieci muszą przez to przejść”, bo to, że coś jest niby normalne, wcale nie oznacza, że jest dobre dla wszystkich. Dziś na poważnie zaczęłam się zastanawiać nad edukacją domową dla Felka, myślę, że na poziomie podstawówki dałabym spokojnie radę. Marcinek jest temu stanowczo przeciwny i ja go rozumiem, ale liczę na to, że jak spojrzy na Felka po jakimś czasie jego ,,chodzenia do przedszkola” albo i tej całej angielskiej szkoły, a nic się nie zmieni, też nie będzie chciał poświęcać własnego dziecka w imię czegoś tam. Bo jak w końcu do Polski wrócimy, przecież będzie jezszcze gorzej- tu podejście do dziecka, do człowieka jest trochę inne, niż w naszej ojczyźnie a myśl o tym, że znowu przyjdzie mi narażać na taki szok moje ukochane dziecko, wywołuje we mnie autentyczny odruch wymiotny. Nie pocieszajcie mnie. Mam ochotę wyć do księżyca albo upić się w trupa! Nie było ani fajnie, ani nic nie idzie ku dobremu i w dupie mam teorie, że to ,,normalne”. I że niby Felek ,,sobie poradzi”… Nie radzi sobie od dawna, ja nie potrafię mu pomóc, tzn. pomagam będąc z nim, ale gdy nie mogę- jest i będzie masakra. Aż nie wiem, co pisać, bo tylko przekleństwa mam w głowie, a szanuję moich Czytelników. I na tym dlatego zakończę, relacja zdana.

34 myśli nt. „,,Nie mam w tym zabawy”

  1. ewelina

    Nie pocieszę, nie zaproponuję żadnego super rozwiązania, ale świat nie jest tylko biało-czarny i zero-jedynkowy. I więcej nie piszę, bo co wysmażę zdanie, to kasuję.

    Odpowiedz
      1. ewelina

        Nie w tym rzecz. Bardzo jesteście ze sobą związani – to piękne, ale niesie też pewne niebezpieczeństwa. Wydaje mi się, że oboje się nawzajem nakręcacie. Bo lęk jest i w Felku i w Tobie. I Ty czujesz swój i jego, a on – swój i Twój. Ja tak mam z Neveną i dentystą, którego ona strasznie się od jakiegoś czasu boi, a ma chory ząb i musimy go wyleczyć, nie ma bata, to dla ogólnego zdrowia tykająca bomba. Ja nie umiem przestać się bać tego, że ona się boi, przez to nie potrafię jej wesprzeć. Wydaje mi się, że świetnie odgrywam opanowaną mamę, przed w trakcie i po, ale sama w swoim głosie słyszę drżące tony, gdy wyjaśniam, tłumaczę, pocieszam – a ona jak radar wszystko łapie. No, jesteśmy jakby w podobnym szajsie.

        Odpowiedz
        1. Marysia Autor wpisu

          ja wiem że to tak działa i wiem ze on wiele przejmuje ode mnie.problem polega na tym,ze ja tez nad swoimi uczuciami nie panuje a on je czerpie i to jest bledne koło.dzii mnie tylko jak to mozliwe ze lilka jest totalnie inna,felek w jej wieku juz zdradzał te objawy co dzis nie daja jemu i mnie zyc

          Odpowiedz
          1. ewelina

            Odnoszę wrażenie, że za bardzo analizujesz, że doszukujesz się negatywnych zjawisk w Felkowym zachowaniu, a uwierz mi – nic w nich niezwykłego (często w tym, co opisujesz, widzę moje dzieci). On nie jest socjopatą – to Ty go takim widzisz i zadręczasz się potem, co nie służy ani Tobie, ani jemu. Nieśmiało i z góry przepraszam, jeśli to nietrafiony pomysł, proponuję wizytę u dobrego, poleconego psychologa. W przedszkolno-szkolnych zawirowaniach, nie potrafiąc samej podjąć decyzji, gdzie ma dalej edukować się mój syn, zaliczyłam psychologa i pedagoga i dowiedziałam się o moim dziecku rzeczy (kompletnie nie związanych z jego szkolnymi kompetencjami), których sama, „zamulona” rodzicielską miłością, nigdy bym nie zauważyła. Czasem takie spojrzenie z boku pomaga iść dalej po mniej wyboistej drodze.

          2. Kasia

            Też mi przyszedł do głowy pomysł z psychologiem. Może Felek nie mówi po angielsku, no ale spójrzmy prawdzie w oczy – 3-letnie dzieci w ogóle niewiele mówią w tym kontekście, a dla takiego psychologa jednak mowa ciała powinna być najbardziej istotna. Może ktoś Wam pomoże po prostu :) A poza tym zgadzam się z Eweliną także w tym, że trochę dramatyzujesz, Maryś. Świat nie jest taki zły, jak Ci się może dziś wydawać :) Spróbuj uwierzyć w ludzi, Felka i przede wszystkim siebie.

          3. Kasia

            Chociaż z drugiej strony, myślę sobie, że na pewno warto poczekać z tą wizytą u psychologa, bo to może Felka utwierdzić tylko w przekonaniu, że coś jest nie tak. Myślę, że musicie dać sobie czas. On pewnie tak na dobrą sprawę do końca nie oswoił się jeszcze z tym, że się przeprowadziliście, a tu już kolejne zmiany. Dla Ciebie to już 1,5 miesiąca, ale dla dziecka czas mija inaczej. Z resztą, dla każdego człowieka czas mija inaczej i niektórzy się bardzo powoli przyzwyczajają. Ja też do końca jeszcze nie wierzę w to, że się przeprowadziliście. Więcej: do końca nie wierzę, że nie żyje mój dziadek, który zginął 18 lat temu! Tak po prostu mam, że się bardzo wolno przestawiam. Może Felek też tak ma? Może trzeba mu dać więcej czasu. W każdym razie na pewno rezygnacja nie byłaby dla mnie opcją, gdybym była na Twoim miejscu, bo to jest dla Felka niestety przykra nauka życia i tego, że nie wolno uciekać, tylko trzeba się konfrontować ze sprawami, które budzą w nas negatywne emocje i z tymi emocjami. No ale nie jestem na Twoim miejscu…

          4. Marysia Autor wpisu

            rezygnacja póki jesteśmy w anglii nie wchodzi w grę.dzi s już mam lepszy humor,wczoraj depra totalna;D mam nadzieję,że wspólnie poradzimy sobie jakoś z tym wszystkim,ale jeśli nie-rzeczywiście pomyślę o psychologu i alternatywnych rozwiązaniach…

  2. p

    A wyj se ile chcesz,nienawidź siebie i wszystko dookoła…daj upust emocjom! I tak za rok wrzucisz ten wpis rzewnie wspominając jaka byłaś śmieszna i jak wiele zmieniło się zarówno w Tobie jak i w Felku!!!

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      póki co nic się nie zmienia a ma on już prawie 3,5 roku.Właśnie zawsze mam nadzieję na zmianę i ona nie następuje.Więc mogę se powyć a prawdopodobnie nic to nie da.Mogę też udawać że jest spoko i też to nic nie da.

      Odpowiedz
  3. EMIL

    czesc
    moze po prostu musisz tam z nim zostawac tyle ile to w miare rozsadku potrzebne az sie przyzwyczai i zrozumie ze bez mamy tez moze byc fajnie.
    powodzenia

    Odpowiedz
  4. ja:)

    Marysiu wybacz..ale powinnas przez to przejsc…nie bedziesz przeciez mogla z Felkiem do 18 roku zycia chodzic do szkoly…dopiero jak bedzie starszy zrozumiesz co mu teraz za krzywde robisz…musisz go wychowac na samodzielnego, zdolnego do zycia czlowieka, a nie maminsynka…wybacz…ale tak uwazam…

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      nie wiem czy czytałaś wcześniejsze posty ale moim zdaniem staram się jak mogę ucząc go samodzielności,ty jak widzę oparłaś się na tym 1 wpisie i opisie moich uczuć.Myślisz że gdybym nie miała pewnych doświadczeń w taki sposób ubrałabym to słowa? poczytaj sobie proszę o naszej golgocie przy prowadzaniu go do żłobka,a trwało to pół roku.I innych sprawach,np. to że za 2 tygodnie leci beze mnie na 3 tyg.do Polski.Jeździ pod blokiem na rowerze a ja patrzę z okna.Miał ok.14 mscy gdy nauczył się sam jeść, 22 msce gdy przestał nosić pieluchę.Pół roku gdy zaczął nocować u babci.Mnóstwo ludzi z całego świata przewinęło się przez nasz dom.Od pierszych dni życia zostawał pod opieką moich koleżanek i kolegów, dostawał butlę a ja studiowałam albo chodziłam na kursy. Więc sorry ale krew mnie zalewa jak czytam że chowam maminsynka.Tylko dlatego że cierpię gdy widzę jak moje dziecko cierpi.Ciekawam czy masz dzieci.

      Odpowiedz
  5. yuulia

    Taka przeprowadzka dla dziecka to ogromna utrata poczucia bezpieczeństwa, wcale nie dziwne że trudno mu się rozstać w takich okolicznościach. Myślę, że nic nie jest jeszcze przesądzone i kiedy szedł do żłobka był na zupełnie innym etapie rozwoju. Teraz już jest w stanie poznawczo ogarnąć to, że mama wraca. Za którymś razem powinno zaskoczyć:) uszy do góry!

    Odpowiedz
  6. Blanka

    Marysiu,
    niedawno trafilam na Twojego bloga i do tej pory przeczytalam prawie wszystkie wpisy, lacznie z tymi o zlobkowej adaptacji.
    Komentarz autorstwa „ja:)” uwazam za protekcjonalny i niesprawiedliwy, zwlaszcza stwierdzenie, ze robisz dziecku krzywde a sformulowania typu maminsynek i sugestia ze bedziesz z nim chodzic do szkoly az skonczy 18 lat swiadcza tylko o ignorancji lub nieswiadomosci komentujacego.
    Sprawa mnie nie dotyczy w bezposredni sposob, jednak pozwolilam sobie zabrac glos bo, po pierwsze mam podobne doswiadczenia, po drugie bardzo cenie i szanuje to ze piszesz tego bloga z wyjatkowo szczerym nastawieniem tzn. bez autocenzury i bez stosowania propagandy sukcesu..
    Nie chce stawiac sie na pozycji doswiadczonej osoby tylko z powodu faktu, ze sama jestem matka, cos jednak w tym jest ze stajac sie rodzicem doswiadczamy czegos zupelnie odmiennego niz gdy nie mamy dzieci. Nie wspomne juz o tym, ze NAPRAWDE kazde dziecko jest inne (tak jak rozni sa wszyscy ludzie) a teorie psychologiczne i rady specjalistow mozna traktowac jedynie jako wskazowki.
    Ty znasz swojego syna najlepiej, z tego co juz wyczytalam wynika, ze jest wyjatkowo niezaleznym czlowiekiem o jasno okreslonym charakterze, nie ma problemow z wyrazaniem i nazywaniem swoich uczuc. Wedlug mnie to wlasnie swiadczy o jego dojrzalosci i niezaleznosci, to ze jest swiadom tego co sprawia mu trudnosc, ze nie stosuje zadnego mechanizmu obronnego. Wzrusza mnie to, ze Twoj syn ma tyle pewnosci siebie i gleboko Ci ufa.
    Moj syn (teraz 2,5 roku) bardzo powoli przyzwyczajal sie do zlobka (nie bylo tak dramatycznie jak u Was), zaczal w wieku 18 miesiecy, do 2 roku zycia chodzil w kratke i na krotko, potem zaczal zostawac na dluzej. Teraz Gdybym miala taka mozliwosc, gdyby nasza rzeczywistosc byla inna to pewnie wogole zrezygnowalabym z tego pomyslu, bo ani zlobek ani przedszkole nie jest dziecku niezbedne.
    Bardzo serdecznie Ci pozdrawiam i zapewniam ze bede trzymac za Was kciuki.
    Z calego serca dziekuje Ci za Twoja otwartosc i odwage.
    DZIEKUJE, bardzo pomagasz.

    Odpowiedz
  7. agata

    Nie daj sie zniszczyc:) Wydaje mi sie, jak bedziesz przy nim i dasz mu wsparcie to malymi kroczkami w koncu kiedys przezwyciezycie problemy… A teraz duuuzo sil i cierpliwosci zycze:)

    Odpowiedz
  8. Rodzic

    Ciężko doradzać. Prawdą jest, że przedszkole to dopiero początek stresów. Potem będzie szkoła, stopnie, egzaminy, matura, miłość i zapewne związane z nią zawody, studia, praca/firma, dzieci, itd. To tak jak z chorobami i hartowaniem: jak za młodu się człowiek nie zahartuje, to potem i tak swoje będzie musiał odchorować.

    Moje bliźniaki do przedszkola chodzą już dwa tygodnie. Fakt, mają lżej, mają siebie jako wsparcie. Dali ich do starszej grupy, ale to nawet im na dobre wyszło, bo tam dzieci spokojniejsze i jest ich kolega z podwórka. Pierwszy dzień OK, ciekawość ich pochłonęła. Drug dzień ryk, bo już wiedziały, że muszą sami zostać. Syn zaczął sikać z nerwów. Płacz od rana, przy śniadaniu i potem w drodze do przedszkola. Zobaczyliśmy, że najlepiej ich szybko zostawić w salce i uciekać: wtedy nie płaczą. Jak raz się zagadaliśmy z Paniami przedszkolankami i dzieci zobaczyły, że nie odeszliśmy, to od razu do nóg się uwiesiły i trzeba było siła odrywać. Po dwóch tygodniach powoli widać poprawę: płacz jest, ale coraz mniej, sikanie ustępuje. Najważniejsze, żeby dziecko wiedziało, że się po nie na pewno przyjdzie. No i koniecznie mała nagroda za samodzielny pobyt w przedszkolu: samochodzik, breloczek, naklejka, itp.

    Odpowiedz
  9. Wiewi00ra

    Jesteś wspaniała. Pieprzyć meinstrima! Dziecko się liczy. Nie daj się wpuścić w kanał „normalności”, nie trać wrażliwości na dziecięce potrzeby. Też myślę o domowym kształceniu. I nie wyobrażam sobie odrywania dziecka na siłę. W imię czego?

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      własnie-czego? ja nie pojmuję argumentu,że w domu uczone są dzieci które potem wyrastają na odludków nieprzystosowanych do życia.znam wielu takich i właśnie po szkole która być może się do nich nie nadawała (nigdy nie mówie że ktoś się nie nadaje do przedszkola/szkoły-jest na odwrót!!!)

      Odpowiedz
  10. Ewa

    Maria, następny raz będzie „lepszy”, następny „jeszcze lepszy”, następny… Ja niezmiennie pozostanę przy swoim, będzie dobrze. Po prostu nie jest łatwo… Uściski!

    Odpowiedz
  11. Miszelę

    Marysia, dawaj z nim do przedszkola! Na moim przykładzie mogę Ci powiedzieć (napisać raczej), że zmuszanie go do „bycia facetem” raczej pogorszy sprawę. Dzieciak będzie miał traumę i wstręt do szkoły i, nie daj Bóg, jeszcze bardziej zamknie się w sobie. Chce być z mamą-niech będzie, widocznie tego potrzebuje. Sam z siebie poczucia bezpieczeństwa nie wykrzesa.

    Odpowiedz
  12. Alicja

    Marysiu, masz bardzo dobre relacje z synkiem, dobrą z nim więź. Tego Ci gratuluję. Ale powinnaś wiedzieć, że dzieci ” odstawiane” do przedszkola, tutaj w Polsce też płaczą i nie mogą oderwać się od matczynej spódnicy. A co ma zrobić matka, która spieszy się do pracy bo musi pracować, gdyż nie ma innego wyjścia? Idzie więc do tej pracy z rozdartym sercem, mając nadzieję, że będzie lepiej. No i ma rację, jest lepiej. Dziecko przyzwyczaja się do nowego otoczenia i nowych kolegów (z tymi Polskimi dziećmi to całkiem niezły pomysł) no i języka. Piszesz, że za rok do szkoły,jest to teraz czas na przygotowanie się do tego w gruncie rzeczy obowiązku. Aby było łatwiej Felusiowi, proponuję aby rozmawiać z nim po angielsku w domu. Oczywiście jeżeli sami czujecie się na tyle silni. Mogą to być np. zgadywanki typu – jak się nazywa jabłko, lub kwiatek. Tego typu. A” Rodzic ” miał rację pisząc o nagrodach za każdy spokojnie spędzony dzień. Mój synek zaczął się moczyć po paru dniach spędzonych w przedszkolu, no i tu pomógł mi psycholog. Otóż poradził mi zrobić ( tani koszt wychodzenia z kryzysu) tablicę z brystolu, którą zawiesza się nad łóżeczkiem i za każdą „suchą” noc malowaliśmy wspólnie uśmiechnięte słoneczko. Pomogło. Ponieważ jak wspomniałam o dobrych waszych relacjach i dużo rozmawiacie ze sobą, jesteś przecież w stanie wytłumaczyć Felusiowi dlaczego ma chodzić do przedszkola, dlaczego jesteście w Anglii. Z tego co piszesz jest to mądry chłopczyk i na pewno to zrozumie. A chowanie go w domu to nie jest dobry pomysł. Przecież dziecko też musi mieć kontakt z innymi ludźmi. Gwarantuję Ci że za pół roku pozna lepiej język niż Wy. A Ty nie przeżywaj, nie analizuj. Powiedz Felusiowi, że mamusia będzie zawsze uśmiechnięta gdy się dowie o nowym koledze, fajnej zabawce i szczęśliwej mince. To są Wasze początki w nowym kraju. Nikt przecież nie mówił, że będzie łatwo. Musisz dać radę, a we dwoje łatwiej. Prawda? Wierzę w z całej siły.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      nie wiem czy te nagrody to taki rewelacyjny pomysł… prezcież nie może tak być w nieskończoność:) w domu nie ma szans zeby był chowany,teoretycznie tak ale za rok do szkoły i wtedy nie będzie dylematu tylko obowiązek.A MUSI znać jezyk nim zasiądzie w szkolnej ławce… więc ja wiem że trzeba te zęby zagryźć.Tylko że nie zęby mi przy tym pękają a serce;[

      Odpowiedz
  13. Marta

    Normalnue bym napisala-olac przedszkole. Ale to przedszkole takie zaje.iste z opisu,az szkoda. Siedzialabym z nim chyba. A nie ma zlobko-przedszkoli, zeby mogl byc z siostra? Mieszanych grup w klubikach a la Montessori?

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      nic mi o tym nie wiadomo,ale mieszkamy troche na zadupiu i nie chce dalej poszukiwać bo poki co jestesmy niezmotoryzowani.przedszkole faktycznie niezłe… a siostra ma jeszcze troszke czasu…

      Odpowiedz
  14. Aga

    Cześć Maryś! Dużo mądrych rzeczy wyczytałam pod wpisem. I każdy punkt widzenia ma swoje racje – z jednymi można się zgodzić bardziej, z drugimi mniej. Niepodważalnym faktem jest to, że Felek do przedszkola będzie chodził – bo sama też uważasz że jest mu to potrzebne. Tylko mogę sobie wyobrażać jak trudno jest zostawić własne, zalewające się łzami i łkające dziecko w „obcym” jak na razie miejscu. Pewnie ma się poczucie wyrządzania mu dużej krzywdy… Ale wydaje mi się, że taka sytuacja jak ta może też przyczynić się do rozwoju Felka – umiejętności radzenia sobie z sytuacjami nowymi, stresującymi. Może dzięki temu wytworzy sobie swój własny sposób radzenia sobie w sytuacjach podobnych, zrozumie że nowe nie znaczy złe, że też może być fajnie. W trudniejszych życiowo sytuacjach nie będzie się być może bał konfrontacji z nimi, bo – będzie już miał na „swoim koncie” sytuacje trudne, wydające się najgorszą rzeczą jaka mu się przydarzyła – a z którymi ON SOBIE PORADZIŁ.
    Wiem, że to łatwo tak teoretyzować, ale tak sobie pomyślałam czytając Twój wpis. Co więcej – zebrałam się żeby napisać te kilka słów. I jeszcze tylko jedna moja myśl (nie odbierz tego oceniająco). Moim zdaniem dobrze jak dzieciaki chodzą do szkoły (pomimo że sama też wspominam ten okres bardzo stresująco), bo nauczanie w domu może (nie musi!, myślę że to zależy od człowieczka) działać demotywująco na nawiązywanie kontaktów z innymi. W szkole staje się to naturalne- i jest duży wybór co do potencjalnych kandydatów na przyjaciela. Szkoła jest czymś, co na pewnym etapie życia spaja, łączy ludzi – może i nie jest to najciekawszy temat do rozmów, ale najczęściej się o tym mówi, a wspólnie z innymi zawsze jakoś łatwiej przetrwać szkolny obowiązek. No bo szkoła to przecież nie tylko nauka, ale mnóstwo spraw „przy okazji” – wycieczki, zabawy, wymiana zdań, wyrażanie poglądów (np. na temat nauczycieli ;)) -bo od czego są przerwy…
    Mogę jedynie życzyć wytrwałości i uśmiechu na buźce Felka jak najczęściej :)
    Pozdrawiam gorąco!

    Odpowiedz
  15. Lila

    Maryś, bardzo mnie twój wpis wzruszył, bo ja z Tomaszem przeżywałam podobne mroczne przygody. No i Tomek w przedszkolu nigdy do końca się nie zaaklimatyzował, więc po niecałych dwóch miesiącach odpuściłam. Ale w szkole daje sobie radę, może w wieku 6 lat już trochę więcej się rozumie (szkoda, że w jukeju edukacja tak szybko się zaczyna – uważam, że stare dobre 7 lat to jednak był właściwy wiek), a mimo wszystko – do społecznego mainstreamu grupy rówieśniczej nie dołączył, chociaż uczęszcz już piąty rok. Trochę szkoda, że nie lata po podwórkach z chłopakami, a z drugiej strony – przecież jest sobą i to jest powód do radości, bo w dzisiejszym świecie nie każdego na to stać. Głowa do góry Mamo, na pewno wkrótce będzie lepiej ;)

    Odpowiedz
  16. visenna

    Kiedy mój synek zaczynał przygodę ze żłobkiem aklimatyzacja trwała krótko. Poprostu znalazł sobie ulubioną ciocię i w razie czego właził do niej na ręce. Niestety chorował tak mocno, że „przeszliśmy” na nianię. Do nowej osoby dorosłej Andrzejek przystosowywuje się szybko. Jest jednak inny kłopot. Dzieci. Moje dziecko na widok innych dzieci wiało co sił w nogach. Chciał się bawić na placu zabaw, ale dzieci go onieśmieły. I nic na to nie poradzę. Trzeba było kilku miesięcy tłumaczenia, chodzenia krok w krok, okazywania wsparcia, żeby nie uciekał. Nadal przepuszcza wszystkich na zjeżdżalni czy huśtawce. Ale jeśli bardzo chce się bawić to mimo łez nie odpuszcza. Ale na to trzeba było mnóstwo czasu. Dlatego jeśli Twój synek chce bawić się z dziećmi to idź z nim do przedszkola i bądź tak długo jak będzie trzeba. Powtórzę KAŻDE DZIECKO JEST INNE. Jeśli Felek potrzebuje na aklimatyzację więcej czasu, to potrzebuje i już. A za rok… Za rok może być inaczej. Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>