Przegląd myśli z dnia-porażki

Byliśmy w przedszkolu. Niewypał. Pół godziny, płacz taki, że aż porobiły się Felkowi czerwone plamy na twarzy, coś jak krwiaki, miniwylewy. W ciągu dnia powoli znikały, dwa największe w okolicach oczu nadal straszą. Nie wiem co to, ale dziecko wygląda jak chore. A wył tylko kilka minut, bo się zorientowały, że coś nie halo, pobiegły po mnie. Przypadek Felka zasłużył na indywidualną konsultację w biurze. Pani bardzo chce pomóc. Obiecała zorganizować karteczki z obrazkami,  żeby Felek mógł pokazywać pani np. że jest głodny, wyciągając karteczkę z kanapką. Pytały co wg mnie jest problemem. Mówię, że komunikacja, a raczej niezdolność do niej. Bo podoba mu się miejsce, plac zabaw, zabawki, pieczątki. I gwałtownie reaguje tylko gdy dochodzi do konfrontacji. Dziś nie było Kacpra. I dlatego musiałam ratować go już po 20 minutach. Teraz prawie miesiąc przerwy. Pani w biurze wyraziła nadzieję, że mój synek dobrze spędzi czas na wakacjach. I powiedziała, że mamy się zgłosić jak wróci, to zaczniemy aklimatyzację od nowa. Dobrze, że to prawie za miesiąc. Bo przysięgam, że na dzień dzisiejszy nie mam siły, boli mnie brzuch, głowa, czuję zawód. Ostatnio już miałam nadzieję. Dziś jej nie mam.

W czaszce wciąż brzęczy przypuszczenie, że to moja wina. Jest teraz u mnie moja siostra, przyjechała wczoraj. Lileczka nie widziała jej prawie 5 miesięcy, ale godzina wystarczyła. Lileczka została z moją siostrą, gdy my wyruszyliśmy do przedszkola. Nie było nas 3 godziny. Ani minuty płaczu Lileczki. Ani sekundy. Zabawa, świetny humor. Jak zaczęła marudzić, ciocia włożyła ją do łóżeczka by zrobić jej drugie śniadanko. Nie zdążyła, bo Lileczka cichutko zasnęła. Nie potrafię nie wspominać pewnego wyjazdu sprzed ponad 2 lat. Felonek miał prawie roczek. Pojechaliśmy do domku na wieś, świętować urodziny mojego brata. Felek został na noc z Marcinka mamą, którą dość często widywał (z pewnością częściej, niż Lileczka widzi ciocię Ewę). Płakał całą dobę z niewielkimi przerwami na sen. Płakał (wył) siedząc pod drzwiami. Uspokoił się dopiero jak mnie zobaczył. Aż mnie skręca.

Widziałam dziś noworodka. Jego maleńkość wywarła na mnie ogromne wrażenie. Nie mogłam sobie przypomnieć, jak ONI byli TACY. I uświadomiłam sobie, ile błędów, ile nienaprawialnych potknięć popełniłam. To tak przy okazji katowania się- ta potworna świadomość, że dziecko jest dzieckiem raz. I ja już nie będę miała okazji być bardziej z malutkim Felkiem. I nie udowadniać całemu bezdzietnemu światu, że dziecko nic nie zmienia, że mając niemowlaka, roczniaka, można studiować, pracować, imprezować. Bo tak bardzo chciałam. Bawiłam się i zepsułam. Nie potrafię pozbyć się tej myśli, że niezostawianie Lileczki uczyniło ją tak pewną siebie i ufną.

Nie słuchajcie jak ktoś będzie wam mówił, że trzeba jak najprędzej uczyć dziecko radzić sobie bez matki. Ja uczyłam jedno, drugiego nie zamierzam. Nie wiem, co teraz. Żeby mu tylko te krwiaki z twarzy zeszły jak najszybciej, bo jak na nie patrzę, cała moja matczyna pamięć przybiera taki właśnie purpurowy kolor i pulsuje mi w mózgu. Chciałabym z tą wiedzą cofnąć czas. Ale się nie da.

10 myśli nt. „Przegląd myśli z dnia-porażki

  1. Kasia

    Nie katuj się, Maryś! To w żadnym wypadku nie jest Twoja wina! Oni są po prostu różni od urodzenia, nie należy ich porównywać, choć oczywiście to aż się samo nasuwa, skoro są TAK różni… Felek wypocznie, zatęskni za Wami, może nabierze nowego szacunku dla tej całej Anglii, skoro Wy tam będziecie – może łatwiej będzie mu zrozumieć, że teraz to jest dom?

    Odpowiedz
  2. ewelina

    Myślę, że to nie kwestia zaniedbań w wychowaniu, ale jakieś charakterologiczne predyspozycje, bo moi na odwrót: Mitek (3 lata ze mną w domu) – zamknęty w sobie, raczej bawiący się sam, niż szukający towarzystwa, nadwrażliwy, histeryczny. Nevena (2 tygodnie po jej urodzeniu MUSIAŁAM wrócić do pracy, fakt na 2-3 h i tylko 2 razy w tygodniu) – zupełne przeciwieństwo brata…

    Odpowiedz
  3. Marta

    Mam jedno dziecko, ale mam sporo znajomych z dwójką, często z niewielką różnicą wieku. To, co opisujesz, to często przeze mnie obserwowany „syndrom drugiego dziecka” – rzadko słyszę o drugich dzieciach cierpiących na kolki, drugie dzieci rzadziej chorują, lepiej i chętniej jedzą, przeważnie zostają chętnie z dowolną osobą na dowolny czas. Rodzice są mniej spięci, mają więcej doswiadczenia i mniej czasu na zamartwianie się i nękanie potomka tym zamartwianiem. I oto efekt.
    Zastanawia mnie jednak, jak piszesz o wyjezdzie synka – było nie było małe dziecko ma się rozstać z rodzicami na 3 tyg, wyjechac zagranicę. Nie ma jednak jakiejś traumy z tym związanej, wszyscy do tego podchodzą ze spokojem, wiec i dziecko sie cieszy. W przedszkolu zaś nie moze zostać na godzinę, bo ryk? a ty opisujesz somatyczne cierpienia wlasne z tym związane? moze gdyby przekazac małemu ten sam spokoj, jak w temacie wyjazdu do rodziny, to byloby inaczej? czemu az tak okropnie sie denerwujesz – przeciez na upartego, on nie musi tam chodzić. Ze ryczy – bloga czytam od niedawna, przejrzałam jakies stare wpisy o rykach Lilki. Chyba juz problem minał, nic nie piszesz – moze dlatego minął, że nie fokusowalas sie na nim zbytnio i nie przekazalas dziecku ogromu tego napiecia? Jestes w dobrej sytuacji, mozesz wrocic po dziecko po 15 min, wiekszosc matek stoi juz wtedy w jakims korku dosc daleko od przedszkola i musi jechac do roboty ;) moze sobie wyobraz, ze jestes w tym korku? :) albo wrocic, uspokoic najpierw siebie, potem jego…

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Wiesz co,to jest ciekawe i sama nieraz się nad tym zastanawialam- ile moje zachowanie i przeżywanie ma tu do rzeczy. Ciążę Lileczki, chociaż mieliśmy trochę problemów, psychicznie znosiłam pięknie. Tak bardzo chcialam już Lileczkę tulić, prawie nie martwilam się że będą kwasy z Felkiem… A tu od pierwszej minuty życia-ona cały czas krzyczała. Początkowo starałam się tym nie przejmować,po kilku dniach psychicznie wymiękłam.Więc jednak CHYBA jej płacz był pierwszy,mój stres później…jedyne co mnie martwi że ten stres związany z jej płaczem został mi do dziś a teraz właściwie jest spokojniutka,kochana,radosna-jak czasami płacze ja nadal koszmarnie to znoszę. Co do wyjazdu Felka-to on chciał jechać, bardzo chciał,prosił. My nie jedziemy,bo bilety drogie,ale z pomocą rodziców spełnimy przynajmniej jego marzenie.I może stąd spokój- że wiem że on tam będzie szczęśliwy? nawiasem mówiąc ja okropnie przezywam ten jego wylot,wiem że bedę tęsknić,ale siły dodaje mi świadomość że on tam będzie zrelaksowany,zajęty,zadbany.A przedszkole cóż-ogrom jego spięcia tam spada na mnie i ja niepotrafię wyluzować.Na upartego nie musi chodzić,ale jak wyobrażę sobie jego za rok w szkole,bez możliwości tej całej adaptacji ze mną itd-aż mnie mrozi.Chciałabym na spokojnie… ale nie mogę,no nie mogę.A wierz mi ze się staram po sobie nie pokazywać jak np.idziemy do przedszkola czy z niego wracamy.Zresztą w drodze ,,do” i ,,z” w zasadzie nie ma problemu-pojawia się on gdy ktoś do Felka odezwie się po angielsku albo on normalnie by się odezwał ale wstydzi się bo nie zna angielskiego.Nie umie korzystać z żadnych przekazów niewerbalnych i go to paraliżuje-tak to widzę:(

      Odpowiedz
      1. Marta

        Pamietam taki Twoj wpis, ktory zreszta mnie tu sciagnal ;) jak Lilka ryczala, a Ty nie bylas w stanie do niej isc. Ja to odebralam tak: nie szłas, bo czulas, ze nie dasz jej w tej chwili tego, czego ona potrzebuje, skroty myslowe, ale mysle, ze wiesz, o co mi chodzi. Moze sprobuj podobny mechanizm uruchomic w sobie z Felkiem.
        Co do adaptacji z jezykiem – nie znam sie, ale co by bylo, gdybyscie do uk przyjechali rok pozniej, ze starszym Felkiem. Zaczalby, sila rzeczy, adaptacje od szkoly, i jakos by to bylo. Ze bez Ciebie – jestes na 100% pewna, ze to oznacza „trudniej”?

        Odpowiedz
        1. Marysia Autor wpisu

          właśnie nie wiem.Pierwszy raz został beze mnie na pół godz,bo własnie myslalam że będzie tak lepiej.Płacz nieprzerwany,panie próbowały,i z zabawkami,i z przekąskami,zero kontaktu,stał i płakał. Więc powiedziały,ze lepiej bym znim troche na początku została.Raz został na ponad 2 godz,bo się bawil,pozwolił mi wyjść to poszłam.I znowu masakra,ale panie chyba same chciały sprawdzić czy dadza radę,nie dały.Moja obecność mu poMAGA,bo faktycznie juz kilka razy mnie ,,wypuścił”,raz godzinę fajnie się bawił z tym polskim chłopcem,obserwowałam to z ukrycia,aż się wzruszyłam.Tylko że był tam 1 szczegół-przez tę godzinę zabaw na dwórku nikt do niego nie gadał po ang.,a jak już to dzieci i kacper był obok.Ale tak się nie da w angielskim przedszkolu.a\ polskich w poblizu nie ma,bo już nawet o tym myślałam,chociaż każdy mi mówi iz to słaby pomysł.Teraz szukamy ,,kursu” dla maluszków spoza UK, żeby mógł ze mną chodzić,może to jakaś szansa? już nie wiem czego się łapać.

          Odpowiedz
  4. Monika

    Droga Mamo Na Puszczy :) Czytam z zainteresowaniem Twoje wpisy – pięknie przeżywasz swoje macierzyństwo. Jesteś wrażliwa, troskliwa, pełna ciepła. Z uwagą pochylasz się nad swymi dziećmi, chcąc dla nich jak najlepiej… Ja też jestem mamą- mam dzieci w podobnym wieku i starsze też właśnie poszło do przedszkola. Dzieci potrzebują czasu. My też. Myślę, że nie ma sensu zadręczać się tym, co było – po prostu. Robiłaś, co mogłaś, posiadając na tamtych etapach konkretną wiedzę. Chciałaś jak najlepiej. Nie pozwól sobie wmówić, że to Twoja wina. Każde dziecko jest inne, a Twój Felonek najwyraźniej jest typem ogromnego wrażliwca. Odczuwa wszystko głębiej- nowe wnętrza, ludzi, przedmioty, zapachy… Myślę, że Lileczka już jest inna. Ma inny charakter, temperament. Moja młodsza córka też tak ma – zawsze uśmiechnięta, spokojna, zadowolona, nie ma problemów z jedzeniem, spaniem (zasypia sama, odłożona do łóżeczka – starsza do teraz potrzebuje, żebym przy niej była). Każde dziecko przynosi ze sobą inną historię, a naszym zadaniem jest pomóc mu zrozumieć swoje emocje i je zaakceptować. Ty robisz to pięknie. Jesteś wspaniała! Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę powodzenia na tej drodze…

    Odpowiedz
  5. Karola

    Uwielbiam Twojego bloga- to tak na dzień dobry:)
    a sama stoję przed dylematem. Czuję się gotowa na dziecko. Czuję to w głowie, ciele, duszy. Marze o tym i rozmyślam…jest jednak jedno ALE, które po przeczytaniu Twojej notatki wyjątkowo donośnie tłucze mi się po głowie. Czy uda mi się połączyć wychowywanie dziecka w duchu rodzicielstwa bliskość ze studiami zaocznymi (nie moje pierwsze zresztą, wciąż szukam swojej drogi zawodowej;). Proza życia. No i wątpliwości cała masa. Bo jeśli ja zniknę na 4 dni w miesiącu to czy moje dziecko straci do mnie zaufanie? Czy będzie miało problem z wejściem w grono rówieśników? Czy będzie czuło się odrzucone? Dużo pytań, mało odpowiedzi.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      dobrze móc zadać sobie te pytania szybciej… ja zostałam mamą Felka bez dużej wiedzy,za to z ogromem miłości.miałam 1 cel-szczesliwe naturalnie wychowywane dziecko… jednak dałam sobie tez wiele wmówić otoczeniu i żałuję że wcześniej nie przejrzałam na oczy… dziękuję za miłe słowa.Sądzę że będziesz wspaniałą mamą:)

      Odpowiedz
  6. Ania

    Ja także czytam Twój blog z dużym zainteresowaniem. Moim zdaniem, powinnaś skupić się na tu i teraz, a nie na tym co było kiedyś…Zgadzam się z moją poprzedniczką, temperament dziecka ma tutaj przeogromny wpływ. Obecnie, dajesz mu tyle poczucia bezpieczeństwa ile możesz, nie da się chyba zrobić już nic więcej. Ja też zastanawiałam się, czy może stres mamy nie pozostaje tutaj bez wpływu, ale podejrzewam, że łatwo mówić, gorzej zrealizować. To pewnie jak samo nakręcająca się spirala, nie da się tak po prostu o tym nie myśleć, nie przejmować się. Już sam fakt, że zastanawiasz się, czy dobrze robisz, sprawia, że jesteś wystarczająco dobrą mamą, bo przecież nie ma idealnych mam…

    Trzymam za Was kciuki
    Ania

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>