Rodzicielstwo bliskości?

Odkąd piszę bloga i zaczął on być polecany tu i ówdzie, wiele mam się do mnie zgłasza np. z informacją, że ma tak samo. Albo zupełnie inaczej. Nie tylko w komentarzach, także w prywatnych wiadomościach. Piszą: zabija mnie to, że czasami nie podążam za wytycznymi AP. Piszą: chyba zacznę ćpać bo nie mogę z nim wytrzymać a przecież wrzeszczeć nie będę bo nie wolno. Piszą: Rysio kopnął mnie dziś z całej siły, więc odruchowo walnęłam go w głowę, co ze mnie za matka, chyba się zabiję. Piszą: czasami mówię jej że jej nie kocham, potem przepraszam i razem ryczymy. Piszą: od ciągłego noszenia dziecka zaczęłam mieć problemy z kręgosłupem, ma dwa lata i chce tylko w chuście. Piszą: ma półtora roku, cały czas go karmię, bo to najlepsze, to nic że ugryzł i mam ropiejącą ranę. Polecają książki, których nie chcę czytać. Bo nie zamierzam popełnić samobójstwa. Ludzie, czy o to tu chodzi? Czy idee AP są po to, żeby aż tak się zadręczać? Bliskość- ale co dziecku po noszeniu i wspólnym spaniu, jeśli mama skrajnie wymęczona, obolała, nieszczęśliwa i myśli tylko o tym, jak wreszcie dziecko uciszyć, unieszkodliwić? Czy nie najważnieszy jest szacunek, porozumienie, potrzeby mamy, taty i dziecka, o których sami poinformują w taki czy inny sposób? Odniosę się do jednego z komentarzy do poprzedniego wpisu: najprawdopodobniej nie mogę się ruszyć gdy słyszę ryk Lileczki właśnie dlatego, że podświadomie nie chcę jej oszukiwać. Brać na ręce i uspokajać, gdy szaleje mnie we mnie gniew. Wolę- TAK- pozwolić jej poryczeć i wrócić już uspokojona a nie pakować wrzeszczącą do chusty żeby nie było, że nie reaguję, wpychać cycka do buzi, myśląc o wyrzucaniu jej przez okno. Przepraszam, piszę nieco wzburzona. Napisała do mnie wczoraj mama która ma fatalną sytuację, jej trzylatej pastwi się nad kilkumiesięczną córeczką, kompletnie  nie słucha, bije wszystkich, ucieka, no masakra. Mama ta jest u kresu sił, miałam łzy w oczach czytając jej wiadomości. ,,Zabija mnie świadomość, że robię tyle wbrew AP”- te słowa wibrują mi w mózgu. Nie wiem, czy to do końca o to chodzi, czy należycie interpretujemy niektóre zalecenia i wyjaśnienia pewnych mechanizmów. Ale na pewno nie chodzi o to, by dobra kochająca mama miała tak potworne wyrzuty sumienia. Mamo, o której piszę- nie daj się poczuciu winy, dla nich i tak Ty jesteś najlepsza na świecie.

23 myśli nt. „Rodzicielstwo bliskości?

  1. Zwyczajna mama

    no cóż różne są sytuacje…czasem przychodzą chwile załamania…ale trzeba umieć sobie z tym wszystkim poradzić…a jeszcze, jak nie ma się wsparcia ze strony ojca dziecka….

    Odpowiedz
  2. petisu

    To zdaje się wynika ze złego rozumienia czym jest AP, bo to nie chodzi przecież o zaliczenie wszystkich wytycznych: wspólne spanie, noszenie, karmienie piersią. To tylko narzędzia, a w sumie chodzi o to, żeby wszystkim było dobrze, i temu dziecku i mamie i tacie też. I nie ma, że coś trzeba.

    Odpowiedz
  3. madam

    Nad rodzicielstwem bliskości dumam i dumam. I nie ma że boli. I nie ma, że się wstydzę, i nie ma, że coś robię wbrew sobie a w imię idei. Bardziej niż płaczu dziecka (o tak, ja też się boję ;-)) przerażają mnie radykalizmy i skrajności.
    Podręczników o rodzicielstwie szczerze nie lubię od czasu, kiedy przeczytałam u Jean Liedloff (W głębi kontinuum), że idealną sytuacją dla matki karmiącej i pracującej byłoby zabieranie dziecka do dobrze zorganizowanego pod tym kątem miejsca pracy. Sorry, jestem matką styraną, pełnoetatową i nie ma opcji. Za nic na świecie. Nie można dobrze pracować i dobrze zajmować się niemowlakiem jednocześnie, synchronicznie. Jak niby miałabym być rozliczana z godzin pracy? Na ryj krzywy, wymęczony, zmiętolony płaczem dziecięcia? Ja nie jestem z TEGO plemienia. I już. A rodzicielstwo bliskości ze wszystkimi wytycznymi jest, moim zdaniem skromnym dla tych, co tę bliskość mają sobie w sobie, wewnętrznie nabytą, wrodzoną, jakąśtam. Ale mają. Generalnie posiadanie i wychowywanie dzieci jest i tak już aż nazbyt trudnym eksperymentem naukowym żeby się jeszcze katować wyrzutami sumienia pod presją modnych teoryj.

    Wywiozłam dzieciaka na dwa dni. Będę się upadlać.
    Gdyż: w nosie mam dziś rodzicielstwo jakiekolwiek. I nie jestem matką złą. Jestem matką potrzebującą oddechu. I dystansu. O!

    Marysiu, pozdrawiam serdecznie :-)

    Odpowiedz
  4. jaaam

    Maria to co napisalas o złości i roznych myślach jest mi bliskie i znam to uczucie. Ja choruje na nerwice natrectw i te mysli u mnoe byly ogromne. Strasznie sie o to obwinialam do tego stopnia, ze gdyby nie moj maz to pewnie by mnoe tu dzis nie bylo. Ale wracajac do tresci notki, to duzo robi wsparcie, moze mama o ktorrj piszesz tego nie ma ze strony męża. Mamo o ktorej pisze Maria, ja tez Cię całuje, wiem jak Ci trudno ale pomysl ze Ty masz świadomość tych myśli i radziss sobie z nimi na swoj sposób. Tak jak mowi Maria dla nich jestes najlepszą mamą na świecie

    Odpowiedz
  5. Lid

    Cholera! no tak, ja też karmię prawie dwulatka, nosiłam w chuście i na rękach, śpimy razem, gdy potrzeba małemu. Owszem, są różne teorie, ale nikt, a nikt nie pisze, nie bierze pod uwagę, że my nie żyjemy w społeczęnstwie plemiennym! Ja uwielbiam wizję „w głębi kontinuum” i dogłębnie ją czuję. Jednak nie chodzi o pojedyńcze jej aspekty typu karmienie czy spanie. Przeczytajcie to jeszcze raz. Tam jest wyraźnie nakreślony styl życia tych ludzi, tak totalnie odmienny od naszego „cywilizowanego”, że nie jesteśmy w większości w stanie spapugować wszystkiego. Bardzo, ale to bardzo odeszliśmy od swojej natury! Tam kobiety mogą nosic swoje dzieci, ale z wielu względów to się udaje, bo po pierwsze: mają silne, zdrowe ciała, które nie są zestresowane naszym cholernym „cywilizowanym” życiem, po drugie ich umysły nie są obciążone myślami nieustanną gonitwą, żyją w naturze i z jej rytmem, poza tym dzieciaki, które zaczynają już raczkować mogą po mału oddalać się od mamy, są pod opieką starszego rodzeństwa, są również przez nich noszone. Dzięki temu doskonale czują swoje ciała, gdyż gdyby mamusia chodziła za dzieckiem i mówiła mu „nie rusz, nie dotykaj, fe, pobrudzisz się, nie idź tam…itd, itd”, co ma miejsce w naszym społeczęństwie, to to dziecko nie przeżyłoby w dżungli czy innych okolicznościach przyrody. Poza tym kobiety są RAZEM, więc wspierają się swoim towarzystwem, energią, pomagają sobie właśnie w noszeniu dzieci, szykowaniu posiłków, to jest wspólnota. Poza tym właśnie dlatego, że są razem, to małe dziewczynki widzą jak ich mamy, ciocie, koleżanki starsze są w ciąży, rodzą dzieci, opiekują się nimi. To są naturalne aspekty życia, które one mogą w sposób zupełnie naturalny i bez wysiłkowy sobie przyswoić, a nie uczyć się macierzyństwa z poradników! Świat, w którym żyjemy nie pozwala na to, gdyż „publiczne” karmienie dziecka jest dla niektórych obrazą, jak wiecie w większości. Stres, z którym boryka się współczesna, cywilizowana matka jest przeogromny i w wielu przypadkach nie do uniesienia. I jak tu w naszych warunkach społecznych, gdzie żyjemy najczęściej w rodzinach 2+1, najczęściej dość mocno odizolowane od siebie, odcięte od swojego wzajemnego wsparcia, mądrości, jak tu dać pole dla kontinuum, dla mądrego bycia w rodzinie, dla cieszenia się macierzyństwem? Do wychowania 1 dziecka jest potrzebna cała wioska. To bardzo mądre przysłowie. Naturalne warunki to takie, gdzie dziecko nie jest na świeczniku, a mama z tatą żyją jego życiem, patrzą się jak w obraz. To świat, w którym są mali i duzi: i mama i tata i dziecko i ciocia ze swoimi urwisami i jej mąż i kilka babć i sporo dziadków. Same nie damy rady, dziewczyny. Gdy dochodzi jeszcze brak czasu, bo gonitwa za środkami utrzymania, to zabija wszelką macierzyńską radość. A to nie ma być tak! Kochane Kobiety! nie dajmy sobie odebrać tak pięknego kawałka życia. Słuchajmy swojej intuicji, którą mamy jak rękę czy nogę. Spotykajmy się i wzmacniajmy nawzajem. Dajmy sobie wsparcie, twórzmy kluby dla mam, kręgi dla kobiet. Bądźmy razem w czasie ciąży, po ciąży, w wychowaniu. Żeby nasze małe córeczki, synkowie czuli naszą mądrą obecność, a my byśmy były radosne w tym czasie, pełne swojej kobiecej mocy, abyśmy czuły swoją drogę. Bo bliskość to przede wszystkim intymność, czyli spotkanie się sercem do serca z naszym dzieckiem, w naszej rodzinie. Do tego potrzebujemy zwolnić, przystopować, popatrzeć na siebie nowymi oczami.
    Pozdrawiam Wszystkie Mamy!
    p.s. :) czuję mocno, mocno, że tematu nie wyczerpałam, ale bardzo chciałam podzielić się z Wami choć tym, co przyszło na gorąco, po przeczytaniu artykułu Mamy na Puszczy.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Właśnie… ja tez tematu nie wyczerpałam bo powinnam nawiązać do faktu,iz AP wywodzi się z kultury skrajnie innej niz nasza,będąca zaprzeczeniem bliskości.Dziękuję,że zrobiłaś to za mnie.Pozdrawiam:)

      Odpowiedz
    2. anna michalina

      Kiedyś w dyskusji o tej książce tak sobie doszłyśmy do wniosku, że gdy kobieta z plemienia jakiegośtam trzyma swoje niemowle na ręku to w każdej chwili może je przekazać komuś innemu i zrobić, co ma do zrobienia.
      Gdy współczesna matka nosi dziecko, to musi z nim iść nawet do kibla, bo siedzi w domu sama. I gdy zawartość chusty wrzeszczy a matka ma ochotę uciec, to tej ucieczki nie ma.
      Bliskość jest wtedy, gdy nie jest niewolą tylko decyzją bycia blisko obu stron.

      Ad rem – chciałam tylko napisać, że ja też tak mam :)

      I, że lepiej mi się wychowuje dziecko, gdy nie słucham koleżanek.
      Bo jak posłucham, to zawsze myślę, że coś zepsułam, że rozpieszczam, że mnie będzie terroryzować, że czegośtam nie robię. A jak nei słucham, to mam idealne moje dziecko, z którym się świetnie rozumiem.

      Odpowiedz
  6. Lidia

    Droga Mamo na Puszczy, sporych rozmiarów ten mój komentarz, ale mam nadzieję, że opublikujesz.
    Nie wiem dlaczego, nazwa moje się ucięła. Miało być Lidia. Jeśli możliwe do poprawy.
    Pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz
  7. EMIL

    Kurde, jakbym miala duzo kasy to bym was wszystkie wziela na fajny wekend gdzie bysmy wkazdy wskazany sposob sie mogly oczyscic i zresetowac.
    Jezeli jestescie w stanie to sie resetujcie ,jak ktos moglyby mi zasponsorowac taki wypad to i ja jade!!!

    Odpowiedz
  8. Olga @The EuropeanMama

    Wiecie co? Bardzo spodobał mi się ten artykuł. I zgadzam się: też czytałam „W głębi kontinuum” i doszłam do wniosku, że opisane tam metody wychowania nie sprawdzają się w naszym społeczeństwie. Po prostu różnice są kulturowe- w każdym kraju inaczej wychowuje się dzieci, zawsze są dobre i złe strony wszystkiego. Z drugiej strony, Dr. Sears miał duży wpływ na formowanie się tego, co my rozumiemy jako AP. A gdzieś znalazłam książkę o rodzicielstwu bliskości, czy teorii przywiązania, gdzie nie było mowy o spaniu razem (czy w ogóle nie było mowy o tym jak dziecko ma spać), nie jest wspomniane to, jak dziecko ma być karmione. Podkreślana jest bliskość. Ale bliskość ma tak wiele oblicz: ja mam trzyletnie dziecko i szczerze mówiąc, to mam z nią teraz o wiele fajnieszy kontakt, niż jak była maleństwem- a karmiłam ją piersią 14 miesięcy! Teraz możemy porobić razem dużo fajnych rzeczy: gotować, czytać książki, oglądać filmy, robić układanki, malować. A to bardzo pozytywnie wpływa na bliskość! MOja druga córeczka jest zupełnie inna: ona z kolei uwielbia być noszona (moja trzylatka chciała wyskoczyć mi z chusty i sama eksplorować otoczenie), a karmiłam ją dużo krócej, bo się sama odstawiła. Bliskość to dla każdego coś innego- zarówno jak dla dziecka, jak i dla rodzica. Fajny blog i dziękuję za ten artykuł- bardzo mądry i porusza ważne kwestie.

    Odpowiedz
  9. Yuulia

    Nie noszę w chuście, bo moje dzieci nie lubią. Jestem przeciwna długiemu karmieniu piersią – romans ze światem to dla mnie ten okres, kiedy odstawienie uważam za optymalne. Śpimy razem, bo jak tu nie spać, kiedy dzieć budzi się co godzinę dwie na cyca. I choć jeśli chodzi o teorie to najbliżej mi do „wystarczająco dobrej matki” Winnicota (znacznie bliżej niż do jakichś Indian) to poczucie winy mnie nie opuszcza. Bo własnych standardów nie wypełniam. Bo chciałabym być cierpliwa, empatyczna, pełna szacunku, nie krzyczeć, nie szarpać itd. (to wspólne z AP) … ale okazało się, że od kiedy mam dwójkę dzieci już nie jestem łagodną osobą :( teraz znam już smak wpadania w furię, okazuje się, że nie jestem spokojna a raczej choleryczna. I oczywiście, że jak mam pomoc, to mi łatwiej, to moje pokłady cierpliwości się cudownie mnożą. ale nie zawsze jest ktoś do pomocy. a i własna forma nierówna. tak więc niezależnie od wszelkich teorii poczucie winy i kac moralny prawie mnie nie opuszczają :(
    czasem myślę, że więcej się martwię niż cieszę całym tym byciem mamą. liczę nadal, że to minie, że nie zawsze będzie głównie trudno, że i lukru będzie trochę więcej…

    Odpowiedz
  10. pepperann

    Zasady są dla ludzi, a nie ludzie dla zasad. Wszelka ideologia, nawet jeśli najpiękniejsza, w końcu się wypacza, jeśli się ją sztywno traktuje. Rozumiem że Rodzicielstwo Bliskości miało być m.in. odpowiedzią na rodzicielstwo pełne kontroli i zasad – dobrze, żeby nie zjadało własnego ogona…

    Odpowiedz
  11. Marta

    Uważam, że czasem lepiej krzyknąć, niż tłumić w sobie gniew… lepiej krzyknąć, a potem przeprosić dziecko, niż hodować w sobie potwora…
    Jestem dorosłym, które będąc dzieckiem nie zaznał widoku kłótni domowych, podniesionego głosu, w wieku 17 lat zamieszkałam sama i jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że ludzie wrzeszczą na siebie, kłócą się… rodzice nie nauczyli reagowania mnie na takie stresowe sytuacje, wiele lat zajęła mi wewnętrzna „autoedukacja” – uczenie się reagowania a także – okazywania uczuć i „wyżywania” negatywnych emocji.

    Polecam przy okazji film „Bobasy”… są tam dzieciaki wychowywane w zgodzie z naturą (maluszek w Afryce bezpieluchowo wychowywany) jak i dzieciak żyjący w Japonii czy w Ameryce. Nie wszystko da się wcielić w naszą rzeczywistość, najważniejsze to pamiętać chyba o szanowaniu dziecka jako odrębnej istoty i pamiętanie, że jako rodzice będziemy popełniać błędy, a przyznanie się do nich i przeproszenie błędem absolutnie nie jest…

    Odpowiedz
  12. Marysia Autor wpisu

    baardz0 dziękuję za te wszystkie komentarze i widzę że w tym się zgadzamy:):) faktycznie miałam na myśli to,ze w naszej rzeczywistości troche inne rzeczy mają znaczenie i inne pomysły się możliwe do zrealizowania niż w buszu albo w Grenlandii. Nie umniejszając oczywiście innym kulturom. Dostosowujmy zatem do siebie to, co się da a z reszta dajmy se spokój. Całuję wszystkich Czytelników i Czytelniczki:):)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>