Dzienne archiwum: 2 października 2012

Felek u babci i dziadka

Ponieważ już w dobę po wylocie Felka odezwały się głosy krytykujące całe przedsięwzięcie, a ,,stres dziecka” to jedno z najdelikatniejszych określeń, jakie padło, spieszę by dla niektórych zrobić malutki rysik sytuacyjny. Otóż: Felek nocuje u babci i dziadka odkąd skończył pół roku. Zaczął jeszcze przed lękiem separacyjnym. Sam się w tym mniej więcej wieku odstawił od piersi, tzn. nie domagał się jej wcale, a ja nie podawałam. Dziś z mieszanymi uczuciami oceniam niektóre moje wybory z tego okresu, ale bez zadręczania się- czasu nie cofnę. Natomiast faktem jest, że gdyby nie pomoc moich rodziców, nie skończyłabym z taką łatwością studiów, nie napisałabym tak szybko magisterki, nie miałabym możliwości ślęczenia w bibliotece a później podjęcia pracy na etat. Powtarzam- być może z dzisiejszą wiedzą, podejściem do życia i bagażem, że tak powiem, doświadczeń międzyludzkich, postępowałabym inaczej. Ale było minęło. Natomiast pozytywnym, jak mniemam, skutkiem ubocznym takich a nie innych kolei losów jest to, że Felek od swojego najwcześniejszego, nieuświadomionego dzieciństwa, ma dwa domy rodzinne. Jeden z mamą i tatą, gdziekolwiek by on nie był, drugi- stały, zawsze w tej samej wsi, piękny, z ogrodem, psem i piaskownicą, z babcią i dziadkiem, którzy dają mu swoje maksimum. Rodzicom- wiadomo, nie zawsze się chce. Mają dziecko na codzień, męczą się z jego demonami, upierdliwościami. A babcia z dziadkiem zajmują się wnusiem co jakiś czas, więc mają kiedy zmagazynować dla niego pokłady energii i troski. Powiem tak: Felonek miał różne okresy w życiu. I bunty, i histerie, i okresy onieśmielającego spokoju, i bardziej intensywnego rozwoju, i mniej, i fascynacje malowaniem, i samochodami, i zwierzętami. I niechęć do nocnika, i chęć, i apetyt, i brak tegoż, no jak u każdego dziecka po prostu zmienia się co jakiś czas jego podejście do różnych spraw. Jedno nie zmieniło się nigdy- CHCENIE jechania do babci i dziadka. On tam jest po prostu szczęśliwy. Zadbany, zajęty, ma swój pokój, zabawki, babciowo- dziadkowe rytuały. Myślę, że ta odległość teraz , która go normalnie dzieli od ukochanych dziadków, to, że nie może tam jechać raz na tydzień- to jest trauma. Którą minimalizuje teraz. Moja mama śle mi na maila fotki, jak Felonek maluje kije w kuchni. Jak pompuje rowerek w garażu. Fotki, które Felek zrobił dziadkowi z zaskoczenia… Na lotnisku to mnie trząsł się głos. Gdy moja siostra z Felkiem podążała już do bramki, kucnęłam przy synku, by ,,dodać mu otuchy”, dać buźki. Oczy mi trochę zmokły, ale spojrzałam na twarz chłopca. I tu szok: mimo, że wstał o godz. 4 rano, mimo że 2 godziny jechał samochodem, a teraz był w przeogromnym gmachu obcego lotniska z ciocią, która kochana jest, ale to jednak nie mama, Felek miał na buzi wymalowany zrelaksowany uśmiech. I to on dodał mi odwagi, to ja potrzebowałam tej otuchy i on mi ją dał- nic nie powiedział, ale ja słyszałam, CZUŁAM, że całe przedsięwzięcie jest świetnym pomysłem. Ten jego uśmiech, pełen dziecięcej radości, zdrowego podekscytowania, oczekiwania- spowodował, że do domu wróciłam spokojna i pewna siebie. Martwiłam się tylko, co oni jeszcze ponad godzinę będą tam robić, jak Felek a wraz z nim moja siostra, zniesie lot (2 godz.). I co? Potem okazało się, iż był bardzo grzeczny, zero marudzenia, uciekania, wymyślania. Wiedział, że musi swoje odczekać, ale spotka go za to nie lada nagroda. On jest MAŁY- niewiele ponad 3 latka to słaba dorosłość, a zachował się tak wspaniale, taka byłam z niego dumna. Byłam i jestem. Synuś.

A teraz do tych, co już zdążyli prysnąć swoim jadem: nie wiem, czy czytacie tego bloga, możliwe że nie, bo niby czemu macie czytać? Tacy jak wy zostawiają dzieci od (na prawdę) małego na niemal cały dzień obcym ludziom w imię jakichś swoich, niepojętych dla mnie osobiście idei. Przepraszam tych, co biorą to do siebie, a nie powinni- ci, do których te słowa kieruję, o ile czytają, wiedzą, że to do nich. Krytykanci, jeśli interesuje was, co dla dziecka jest prawdziwą traumą, chętnie podzielę się swoimi spostrzeżeniami na ten temat w prywatnej rozmowie. Ale po co? Nie sądzę, byście byli zainteresowani. Macie swoją wizję i trzymać się jej będziecie, choćby nie wiem co. Radzę zatem przyjrzeć się swoim wyborom i ich efektom (szczególnie odnośnie wychowania dzieci) .Jeśli będziecie zadowoleni, polecam założenie bloga- niedroga (albo i darmowa) sprawa. Poczytam.