Jest Felek, jest impreza!

Padam na twarz, dwa i pół dnia z synkiem ,,wróconym” od babci i nie wiem, jak się nazywam, a co dopiero wykrzesać z siebie siłę do pisania. Dużo by tu marudzić. Zobaczyłam go, wydał mi się cudem. Do pierwszego ,,nie”. Przestraszyłam się. Płacz, kwik, bieganie w kółko z krzykiem ,,nie”, autoagresja, bo… Bo np. oznajmiam, że czas spać. Nie zdarzyło mi się odkąd jest, podnieść głosu, chociaż słabo mi, gdy odmawia kolejnego posiłku (nie je słodyczy, nie je nic- uprzedzam pytania), po tym jak dwa razy zdążyło ostygnąć i dwa razy poprosił o podgrzanie… Nie, jestem opanowana, tak jak sobie postanowiłam. Staram się być blisko, reagować, zanim zareaguje tata, któremu zdrarzy się krzyknąć. Nie chodzi o rodzinną schizofrenię, robię to by uniknąć Felka ataku. Tylko w ten sposób czasami udaje mi się wyciągnąć z niego, czemu jest smutny, zły.  Mimo tych trudności, jestem dla niego. Mimo, że momentami mam ochotę po prostu powyć z nim.  Mimo, że nie je właściwie nic a mieszkanie wygląda jak po huraganie, zaczęłam powoli docierać do sedna, ale napiszę więcej jak dojdę do wniosków konstruktywnych. Póki co to wychodzi z niego jeszcze tęsknota za babcią i dziadkiem, wiadomo, znowu zmiany, reakcja gwałtowna. Marcinkowi trochę nerwy puszczają i nie wiem jak się wtedy zachowywać, bo z jednej strony- trudno mu się dziwić, z drugiej ryk Felka gdy mu sie czegoś zabroni (np. wyłączać w kółko odkurzacz podczas daremnych starań posprzątania w naszym dość sporym mieszkaniu, co wydłuża czas tegoż pasjonującego zajęcia i działa na system nerwowy… zresztą nie tylko to.Jak wspomniałam- dużo by opowiadać!) jest obezwładniający. Natomiast dzisiaj tak na serio, z sercem się nim zajęłam. Nie poprzestałam na wyposażeniu go w materiały do sztuk plastycznych, ale robiłam je razem z nim. Lileczka była z moją siostrą na spacerze, Marcin gotował. Inne dziecko. Czarujące, mądre, pomysłowe, współpracujące (względnie). Chcę dać z siebie wszystko póki nie miną mu te histerie. Będę pisać, jak coś się wydarzy, co mnie olśni. Bo może tak będzie. Mimo wyczerpania, jestem o dziwo dobrej myśli.

3 myśli nt. „Jest Felek, jest impreza!

  1. Kasia

    Ha! U nas podobnie tylko mniejszy (dosłownie) kaliber pewnie ;) Jak się Wiculowi zaczyna nudzić, bo na przykład bawił się sam klockami, a mama zaczęła czytać Cioci bloga, i Wicu już skończył się bawić, a mama jeszcze przez 3 s chce dokończyć pisanie komentarza [;)], to zaczynają się akcje, potem wszystko jest „m-m”, dopóki mama w końcu nie zaproponuje czegoś ciekawego (absolutnie zawsze działa spacer/plac zabaw, czyli „bua”, a w 90% przypadków działa też książeczka, najlepiej Rymobranie, bo tam jest „zizia”, która ma łaskotki oraz „pam” kucharz) i nagle z małego rojbra robi się anioł i dziecko do rany przyłóż :) Poza tym dokładnie to samo jest po powrocie od Dziadków. Ja mam taką teorię, że on wtedy dopiero zdaje sobie sprawę z tego, że tęsknił za nami i jakimś dziwnym sposobem, podświadomie odreagowuje… A zatem rozumiem Twoje dzisiejsze słowa chyba nawet bardziej niż bym chciała ;)

    Odpowiedz
  2. alinka

    No cóż….ŻYCIE……uczy nas pokory.Chyba będzie trochę ciężko.Dziadkowie byli tylko dla Felka i pewnie chciałby,żeby tak było i teraz.Musi wpaść na nowo w rytm domowo-rodzicielsko-siostrzanej atmosfery.A jeszcze za chwilkę dojdzie przedszkole.Nie martw się.Jakoś przeżyjesz:)Dobrze mi się mądrować,ale wiem,jak było kiedy Olivka spędziła u nas 5 tygodni.Maciek z Olimpią długo nie mogli z nią dojść do ładu.Ale dzieci są mądre,cwane i NAJWAŻNIEJSZE:):):) Trzymkaj się Maryś.Nie daj się zeżreć nerwom.Buziaki.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>