Rozczulam się

Niedawno usłyszałam (cytuję w miarę skrupulatnie): ,,Nie ma co się tak rozczulać nad sobą ani nad dzieckiem. Kiedyś tak nie było, żeby się dorośli tak nad dzieckiem rozczulali, dzieci miały swoje a dorośli swoje. I nikt się z dziećmi nie bawił i te dzieci tak nie wisiały na dorosłych jak teraz. Nie ma co się rozczulać, bo chłopiec to musi być trochę męski a dziewczynki muszą się uczyć też że trzeba sobie radzić.”

Z tego wniosek, że nad obojnakami ewentualnie można by się trochę porozczulać, ale wtedy i tak chęci do samodzielnej zabawy w takiej osobie nie zaszczepisz. A teraz podaję dla wiadomości, co ujęte jest wedle tej teorii jako ,,rozczulanie się” nad dzieckiem. Otóż: jakakolwiek forma zabawy, choćbyś tylko ściągał dzieciakowi klocki z wysokiej półki, do której on nie dosięga (bo niech się bawi tym, co ma nisko). Przytulanie i pocieszanie, gdy się uderzy (najlepiej nie zwracać uwagi swojej, bądź tę dziecięcą odwrócić- o tym już było). Nalanie picia do kubka natychmiast po tym jak poprosi (czekam na podręcznik dający zalecenia, ile minut po prośbie dziecka należy ją spełnić, o ile w ogóle, tak, by nie było to rozczulanie się). Wiele innych czynności polegających na zaspokajaniu potrzeb dziecka lub pomaganiu mu podczas spotkania z własnymi trudnymi emocjami. No i jak zawsze, spanie z dzieckiem, karmienie na żądanie, ale to tak oczywiste, że nie warto na to już nawet poświęcać zdania…

Rozczulam się na maksa od dnia narodzin mojego pierwszego syna. Nad nim, potem nad córcią,  i nad sobą, bo to idzie w parze. Czasami w przypływie poczucia własnej niekompetencji rodzicielskiej, postanawiałam, że dość tego rozczulania, bo mi wejdzie/ wejdą na głowę (kurczę, miałam przecież napisać o tej specyficznej akrobatycznej dziecięcej zdolności, jaką jest wchodzenie dorosłej osobie na głowę nawet gdy ona sobie tego nie życzy! Innym razem, obiecuję!). I od razu robiłam zastrzeżenia: nie będę się rozczulać z wyjątkiem tematu karmienia, jedzenia, sprzątania a raczej jego braku, smutku, strachu, zazdrości i poznawania świata. Szybko dociera do mnie w takich momentach, że w zasadzie wiele istotnych aspektów dzieciństwa i rodzicielstwa już nie zostaje, gdy oderwać tamte… I refleksja: przecież ja CHCĘ się rozczulać. Jest to stały element mojej higieny psychicznej. Gdy to robię, dbam o siebie, chociaż świat cały pragnie mi wmówić, że jest inaczej.

Za 4 dni wraca mój mały synek. Już nie mogę się doczekać jak będę się nad nim świadomie i z premedytacją rozczulać…

 


13 myśli nt. „Rozczulam się

  1. 120

    „CHCĘ się rozczulać. Jest to stały element mojej higieny psychicznej. Gdy to robię, dbam o siebie.”
    Wyhaftuję to złotymi zgłoskami na makatce i dam za Święta teściom i rodzicom:)

    Odpowiedz
      1. Marysia Autor wpisu

        Robię:) Czasami się przejmę czyimś gadaniem ale nic z tego nie wynika bo i tak robię swoje:) Czasami ściemnię dla świętego spokoju i przyznam ,,gadającym” rację a jak tylko znikną mi z pola widzenia,robię nadal swoje:) I już nauczyłam się nie mieć z tego tytułu poczucia winy:)

        Odpowiedz
  2. ewelina

    Mój top ten rozczulingu:
    – ubieranie na śpiocha sześciolatka, żeby se mógł podrzemać 15 minut dłużej, zanim pójdzie do szkoły (na 7.20!)
    – pakowanie temuż w tajemnicy przed tatą wafelka do pudełka śniadaniowego
    – rysowanie pięćdziesiątmiliardówstodwudziesty raz heloł kiti w różnych okolicznościach przyrody lub znaków drogowych ze stacją bipi altimejt koniecznie
    – ściąganie torów i kolejki elektrycznej spod sufitu a za pięć minut ich chowanie, jak również wygrzebywanie zewsząd kulek styropianu odpadających z opakowania
    – pozwalanie na oglądanie „Piątego elementu”, wychodząc z (mylnego może) założenia, że lepszy dobry film dla dorosłych niż kreskówka o barbie w highschool
    – niezmordowane wysłuchiwanie opowieści obojga z cyklu „kupa-siki-bąk”
    – udawanie, że nie widzę lekko niecnych postępków, zwłaszcza, jeśli po nich następuje samodzielna próba naprawy:)
    – sprawdzanie o 2. w nocy, czy oddychajo
    – lepienie plastra na niewidzialną ranę oraz na żadną ale dokładnie w tym samym miejscu u zazdrosnego brata/siostry
    – zbieranie wszystkich przejawów rozwoju manualnego obojga (produkcja potężna, więc są już 3 segregatory, więcej niż starzy mają dokumentów)

    * picia nie nalewam, same sie obsługują, nawet już nie pytają…

    Odpowiedz
          1. ewelina

            Ze wszystkich aktualnych rodzicielskich ingów tylko rozczuling nie wywołuje u mnie chęci szyderstwa i uśmiechu politowania, ale pewnie też dlatego, że nikt jeszcze nie zrobił z tego produktu, ideologii, nie opisał w wielce mądrych i jakże wychowawczych podręcznikach. Osobiście nie znoszę wrzucania naturalnych i zwykłych rzeczy w jakieś nowe nazwy a potem wpychanie tego jako „odkrycia roku”. I niech mi sie nie ważo tykać rozczulingu! No.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>