Taty nie ma

Na początku małe zadanie: każdy wchodzi teraz na jakichś swój lubiany blog o dzieciowych sprawach i wybiera 2-3 wpisy, szybciutko je czyta i liczy, ile razy padło słowo ,,tata” bądź jakiś jego substytut. Zero? Raz? Trzy razy?- no to gratuluję, proszę o linka. Teraz drugie zadanie: klikamy na jakąś stronę poświęconą rodzicielstwu pisaną przez ,,zawodowców”. Do kogo się zwracają? Do rodziców, czy może- jak ja to odczuwam- niezmiennie i konsekwentnie do MAM? Jeśli o mnie chodzi, to zaczęłam sobie zdawać sprawę z pewnego zagrożenia, gdy na bardzo znanym blogu dotyczącym rodzicielstwa bliskości, przeczytałam coś w stylu (nie będę podawać dosłownych cytatów): ,,Mąż jak zwykle sobie nie poradził”, a w innym wpisie: ,,Nie wymagam od męża żeby kojarzył, o co chodzi w AP”. Zaraz, zaraz. Przecież gdyby to wszechmocna matka miała jedynie słuszne poglądy na wychowanie, powstałoby określenie ,,Macierzyństwo Bliskości”, a jest ,,Rodzicielstwo”. I nie chodzi mi bynajmniej o to, by teraz żony zaopatrzone w chusty i poradniki laktacyjne niosły kaganek oświaty zamiast skupiać się na pielęgnacji tego, co wg mnie jest ,,number one” w wychowaniu w bliskości- związku (POMIJAM sprawy takie jak samotne rodzicielstwo, proszę mi nie mówić, że wchodzę na kruchy lód i takie tam- wiem, o czym chcę pisać, wiem, co jako autor mam na myśli i wiem, czego na pewno nie mam- otóż nie mam tego, że samotne rodzicielstwo jest w jakikolwiek sposób gorsze niż niesamotne; po prostu jeśli już ten związek jest, to z niego dziecko powinno uczyć się, jak wygląda bliskość. Tyle).

Ojcowie zniknęli. Pochłonęły ich własne firmy, korporacje i wyjazdy służbowe, na które jeździć trzeba, by zarobić na rodzinę. Bo mama nie pracuje, zajmuje się wchowaniem dzieci. Np. tak jak ja- i tego nie oceniam negatywnie, ponieważ podział ról jest sprawą rodziny. Natomiast dziwi mnie, że autorzy (głównie autorki) książek o wychowaniu, blogów, a także marketingowcy z firm produkujących pierdoły dla dzieci, utwierdzają matki w przeświadczeniu, że są niezastąpione, a ojciec (partner) to w zasadzie tylko przeszkadza, bo chce pobaraszkować, a tu łóżko zajęte przez potomstwo, chce poczytać gazetę na fotelu, a fotel akurat robi za lotnisko dla papierowych samolocików (bo oczywiście poproszenie dziecka o przeniesienie pasu startowego na krzesło obok jest absolutnie niedopuszczalne), namawia żonę do zakończenia karmienia, bo chciałby ją samą zabrać gdzieś na tydzień. No i te arcymądre artykuły w opiniotwórczej prasie, o przygotowywaniu się (i nieprzygotowaniu) mężczyzny do roli ojca. Przeczyta to jedna z drugą i mają pożywkę dla swoich poglądów typu ,,Ach ci nasi mądrzy mężczyźni” (- z  ironicznego komentarza na pewnym blogu…). Nie, no ojciec dziecka to po prostu z reguły potwór, w najlepszym razie maszyna do zarabiania pieniędzy albo model do wzruszających zdjęć na konkurs ,,Rodzina jest Blisko”.

Reasumując- niestety to nie tylko media (nie wiem, na ile to błąd, ale znane blogi zaliczam do mediów- chyba nimi są). Mam koleżanki powiązane z na prawdę fajnymi facetami, ojcami ich dzieci. Każde spotkanie z nimi to w zasadzie wyłącznie potok narzekań na to, jak beznadziejnym ojcem jest ten czy ów. Skąd to się bierze? Z tego, że my, matki, mamy skrzywiony obraz tego, jak ,,powinno być”? Cóż, ja też kilka razy się złapałam na tym, że miałam jakieś absurdalne wymagania wobec Marcinka, bo wydawało mi się, że ma robić to, czy tamto. A on nie robił. Na przykład nie chce nosić w chuście, nie, bo nie. Na początku niepogodzona z losem wertowałam w necie obrazki z facetami chustującymi dzieci i mu pokazywałam, ale on swoje. Musiałam rzecz przemyśleć: ,,O co mi chodzi?! Przecież tak na prawdę nawet ja nie przepadam za noszeniem w chuście, noszę, gdy muszę, co mi się stało w głowę, że próbuję Marcinka włożyć w pudełko do którego massmedia już wepchnęły Davida Beckhama wraz z jakimś sympatycznm Papuasem (foty z jego bobasem na plecach robią furorę na dzieciowych stronach na fejsie)?!”

Nie wiem, jak u was. U nas jest tak, że moje dzieci są najszczęśliwsze (Felek;Lilka najszczęśliwsza jest przy cycu, niemniej tatę uwielbia, kocha miłością straceńczą, chociaż ten cyca mlecznego nie ma i chustą gardzi) gdy tata ma wolne. I jesteśm wszyscy razem, nawet gdy my-rodzice- za bardzo sie wtedy nimi nie zajmujemy. Dlatego śmiem twierdzić, że bliskość obserwowana (przynajmniej!!) tak samo jest ważna jak ta dawana. U nas- od jakiegoś czasu zawsze to dodaję, bo inaczej muszę walczyć z potokiem zarzutów, że nie mam racji, bo gdzieś indziej jest na odwrót :)

20 myśli nt. „Taty nie ma

  1. Kasia

    Obawiam się, że to może być problem jajka i kury. Nie wiadomo, dlaczego faceci są mniej angażowani w rodzicielstwo: bo kobiety ich ograniczają czy dlatego, że sami nie mają takiej potrzeby? Z pewnością uniwersalne dla matek jest przekonanie, że one najlepiej zajmują się swoim potomstwem. Też kiedyś na to cierpiałam, aż w końcu uznałam: no ok – to, że ja najlepiej, to nie znaczy, że inni nie mogą wcale. I od tego czasu jestem bardziej wyluzowana, jak Wicu jest z tatą lub babciami, dziadkami czy wujkami. Poza tym dochodzi też fakt, że kobieta ma dużo wcześniej większy kontakt z dzieckiem (już w brzuchu), facet nie ma hormonów potrzebnych do tego, żeby różowe pomarszczone zawiniątko kochać miłością nieograniczoną, ale – u nas przynajmniej – ta więź zacieśnia się z czasem. Trzeba tylko stwarzać ku temu przestrzeń :)

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      OK,noworodek,nawet niemowlę-zgodzę się,gdybym była facetem,byłob mi pewnie trudno nawiązać więź,jest to trudne niekied także dla matek cóż dopiero dla ojców… Jednak ta zauważona przeze mnie tendencja odsuwania ojców od spraw dzieci (a potem dziw że się sami odsuwają!!!) dotyczy również starszego potomstwa. Dla mnie to trochę chore i baaaaaaaardzo niesprawiedliwe.

      Odpowiedz
  2. Matysiakowa

    ej, a czemu tatuś nie tupnie nogą i nie powie „łuuuspokuj się kobieto-matko i idź se do kosmetyczki, ja się zajmę NASZYM dzieckiem”??? przecież to ten tatuś powinien sam z siebie się angażować i nie dać się odsunąć; rozumiem, że się boi i lęka, ale szczerze mówiąc to ja-matka też bałam się kiedy pierwszy raz taty z nami nie było przez parę godzin. Pewnie jak zwykle prawda leży gdzieś po środku…

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      właśnie dlatego że jest uwikłany w te wszystkie ,,kulturowe” i nie tylko konteksty. Bo podświadomie wie,że… kobieta odmówi.A czemu kobieta odmawia-z tego samego powodu.To nie jest apel do matek i ojców by to zmienić,tylko do przejawów naszej popkultury,która co jak co ale akurat rodzinę to ma głęboko w d…. Chyba,że da się jej coś sprzedać:(

      Odpowiedz
      1. Matysiakowa

        zatem optuję by tego typu „kulturę” mieć głęboko w d…. i żyć sobie po swojemu :D tatuś naszej Basi nie przeczytał ani jednej książki, nie zajrzał do żadnego bloga, nie ma pojęcia co to AP i kto to Juul… i może dzięki temu się angażuje :P zresztą chyba powinno się mieć dystans to tego co się czyta. Mnie się wydaję, że jeżeli matka odsuwa ojca, to nie dlatego, że się naczytała dzikichdzieci czy wywiadów z Agnieszką Stein. Przypuszczam, że motywy takiego zachowania tkwią gdzieś głębiej… na przykład u nas było tak, że bardzo bałam się Basię zostawiać samą z kimkolwiek, wynikało to z lęku że jej przy mnie nie będzie jak będę jej potrzebna i nie wiązało się to z przekonaniem, że tata sobie nie poradzi…
        aczkolwiek zgadzam się, że kultura okołodzieciowa skierowana jest przeważnie wyłącznie do matek, bo jak piszesz związana jest z wydawaniem pieniędzy na dzieci, o czym pewnie z reguły decyduje mama.

        Odpowiedz
        1. Marysia Autor wpisu

          bez nazwisk proszę!!!Aniu jak dla mnie trafiłaś w samo sedno- ci co nie czytają,są wyzwoleni.Tak jak mój mąż który podobnie jak Twój ma tę całą kulturę okołodzieciową gdzieś i najlepiej se jeszcze radzą. A inni cóż,zasypywani przez swoje kobiety artykułami,z których wyczytują że karmienie piersią to jedna z najważniejszych czynników budowania więzi.No i się czują niepotrzebni bo choćby chcieli,to dziecka piersią nie nakarmią.

          Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      bez adresów proszę:) tak,czytałam to wcześniej i właśnie… nawet tam skomentowałam,bo też mi się to nie spodobało, to tak inne od mojego podejścia,że trochę mnie zatkało… Oczywiście każdy ma prawo,jak chce… ale równie dobrze tata mógłby mamie zabierać-bo to tak samo jego dziecko:/ …

      Odpowiedz
  3. visenna

    Mój mąż na początku mówił, że nie poradzi sobie z opieką nad naszym synkiem, kiedy ja będę w sobotę w pracy. Młody miał około 1,5 roku – niemowlakiem już nie był:) I co się okazało? Tata świetnie sobie radził!!! Owszem czasem były telefoniczne konsultacje, ale było OK. Od tam tego czasu wychodzę na spotkanie z przyjaciółką, zostawiam młodego z tatą i zapominam na chwilę o domowych sprawach. I pamiętam szok moich rodziców i teściów, że mąż zajmuje się młodym. I mój tekst, że to nie wiedza tajemna zastrzeżona dla kobiet.

    Odpowiedz
  4. Lilo

    Nooo, mój (już niemały)syn zawsze wraca od taty z katarem, brudnymi uszami i w poplamionym t-shircie. I nie dlatego, że tata brudas, tylko on po prostu nie ma zakodowane, że takich rzeczy trzeba pilnować u innych ludzi. My akurat jesteśmy niestety modelową rozbitą rodziną, ale nie wyobrażam sobie życia mojego syna bez taty. Bo taty mają po prostu inną rolę w życiu dzieci niż mamy i jeśli będziemy od nich oczekiwać, że będą w procesie wychowania zachowywać się tak samo jak my, to z pewnością będziemy zawiedzione. Pozwólmy im robić swoje, bo inaczej za kilka lat, jak wasze bąble wyrosną z pieluch, oni mogą się na was dąsać, że nie nauczycie synów porządnie kopać piły, nie będziecie dla nich przykładem pozytywnego męskiego wzorca i nie pogadacie z nimi o dziewczynach z męskiego punktu widzenia :)

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      No właśnie,bo o to z grubsza mi chodziło tylko posluguję sie skrótami myślowymi żeby nie robić elaboratów na milion stron-tak ,Lilko, rola ojca i matki jest a nawet powinna być inna więc dobrze że jest! tylko że te role są wg mnie identycznie ważne a nam kobieto wmawia się,że nie,że to pieluchy ważniejsze niż piłka (to znów skrót myślowy jakby co…;) )

      Odpowiedz
  5. Pingback: Trochę o tatach « Ja Kwoka

  6. elsi

    Trafne uwagi! Powiem Ci, że obserwując kontakty damsko-męsko-dziecięce też zauważyłam coś takiego. Z moich obserwacji wynika niestety, że często to kobiety same tworzą taki sztuczny podział. Nie tylko w tematach rodzicielskich, to sięga dalej. Podział na sprawy kobiece i inne. Na kobiecych facet się nie zna i niech się do nich najlepiej nie wtrąca. Ale za to przy winku czy kawce można sobie ponarzekać, że mąz nie robi, nie docenia i w ogóle jest podły, leniwy, durny i mściwy.
    Problem dla mnie polegał na tym, że nie lubię narzekać na mojego męża. Nie mam powodów, naprawdę. Najpierw próbowałam opisać mój punkt widzenia, potem olałam sprawę. Bo szybko zostałam oceniona jako lekko dziwaczna i że się chwalę jak mi to dobrze, gdy one takie biedne. Potem zaczął się problem spotkań. Z uporem maniaka pojawiały się kolejne zaproszenia na „babskie” imprezy, a w tym czasie panowie mieli mieć swoje „męskie”. Sęk w tym, że ani mnie, ani memu mężowi taki układ nie odpowiada. Lubimy być razem, nie chcemy się rozdzielać, osobno spędzać weekendowych wieczorów, które są jedynym momentem w tygodniu, gdy mamy naprawdę czas dla siebie. Na dodatek ja bardzo lubię dyskusje w męskim towarzystwie i wolę wspólne imprezy. Więc koleżanki szybko uknuły teorię, że mój mąż jest pod moim pantoflem i dlatego te wspólne imprezy tylko, a męskie be. Potem było tylko gorzej. Gdy mąż wyjechał, dostałam po łapkach, że kontaktuje się z kolegą, zamiast z jego żoną, a moją koleżanką. Z delikatną sugestia (niestety publiczną, na FB), że hm… lecę na innych facetów, gdy męża nie ma. Koleżanka natomiast nigdy nie pomyślała, że nie zrobiła nic, dosłownie nic, by być ze mną w trudnym dla mnie momencie. A mego zainteresowania się domagała wyłącznie dla swej osoby.
    Nie wiem, skąd się bierze ten podział na sprawy męski i damskie. Nie mówię, że mężczyźni też tak nie dzielą, bo dzielą. A dziwi mnie, że my kobiety tak sobie utrudniamy życie. Bo tak naprawdę wierzymy chyba, że do garów, sprzątania, prania, to my, nie faceci. Same się udupiamy.

    Odpowiedz
    1. elsi

      Ponieważ temat stał się dziś bardzo aktualny, chciałam nadmienić, że pisząc „ale za to przy winku czy kawce można sobie ponarzekać”, nie miałam na myśli wypowiedzi podobnych do tych, jakie dziś miały miejsce na znanych Ci dwóch wątkach. W przypadkach, o których myślę, wiem, że facet się stara. Wiem, bo z nim rozmawiałam. Problem polega na tym, że ja wiem, bo słucham, a do żony to nie dociera. Może stąd ta irracjonalna zazdrość i atak? Ludzie są skomplikowani, dodatkowo każdy pewnie nosi w sobie własne demony z którymi musi walczyć… A tu trzeba wyjść poza siebie, własne odczucia, oczekiwania… I zwykłe malkontenctwo też! A przecież łatwiej jest ponarzekać niż pracować nad problemem. Trudne to sprawy, a poza tym już chyba zbyt odeszłam od głównego wątku. ;)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>