Dzienne archiwum: 21 listopada 2012

Dzieciom to się zdaza

Moje podziębione dzieci działają mi na nerwy. Felek lata jak ogłupiały, co sprzyja atakom kaszlu, Lileczka nie chce się odczepić ode mnie (dosłownie) ani na sekundę. Pić jej się chce, więc szuka cyca, dostaje, ssie sekundę i płacze, bo się dusi. Tak mniej więcej mija dzień. Nie chcą spać, nie chcą jeść, ale widzę, że moja spokojna obecność jakoś tam kojąco na nie działa. Tylko o ten spokój trudno. Zwłaszcza gdy cały słoik płynnego miodu ląduje (zawartość słoika, powinnam zaznaczyć) na usypanych w kopiec zabawkach, które ,,zgłodniały”. Miód kupiony dzisiaj, na te ich niedyspozycje, no cóż, miodu już nie ma, za to chęć popełnienia dzieciobójstwa- owszem. Ale do sedna.

Mamy następującą sytuację: trzylatek wylewa cholerny miód. Na czym powinno mi najbardziej zależeć? Żeby go ukarać, sprawić, by już nigdy tak nie zrobił, żeby mu było przykro, żeby ,,zrozumiał”, żeby przeprosił? Gdy już się trochę nawzajem na siebie pozłościlićmy, Felek zapytał: ,,Ale psyjdzies po mnie do psedskola?”. Kucnęłam: ,,Kocham cię”- ,,Mamo, zaśpiewaj mi coś”- ,,Aaa, kotki dwa…”- ,,Mamo, psestań, bo mnie bolą usy.” A potem jeszcze: ,,Pseplasam, dzieciom to się casami zdaza”. Przecież wiem, to ja mu to powiedziałam i wpoiłam jako usprawiedliwienie na wszelką niesubordynację. ,,Ale wiesz, że nie wolno tak miodu wylewać?”- ,,Ale ja tak baldzo lubię wylewać”- ,,Wiem, ale nie będziesz już wylewał tak miodu?”- ,,Nie, jus nigdy nie będę wylewać miodu!”. Gdybym miała tę pewność, ale mam dokładnie odwrotną- on wyleje, jeszcze nieraz, miód albo coś innego. Bo tak ,,baldzo” lubi. Bo ma trzy lata. I to jest silniejsze od niego. I wiem też, że gdy mi obiecuje, że ,,jus nigdy”, to na prawdę, na prawdę, wierzy w to całym trzyipółletnim sercem.