Lizak wybawcą? :)

Piszę, a moje starsze dziecko w przedszkolu!! Na 3 godziny. Nie chciał iść, ale nie histeryzował. W holu załatwił co trzeba w łazience. Poznaliśmy się bliżej z małym Krystianem i jego mamą. Nierobienie afery. Nieużalanie się. Tylko ,,zostawię cię a potem przyjdę.” Najgorsze było to, że Felek zaczął się upierać, że mam czekać na niego koło przedszkola, ale nie mogłam go okłamać, chociaż by się nie zorientował… Nigdy przenigdy nie okłamię własnego dziecka i zła w tej chwili byłam na siebie, bo gdybym dla świętego spokoju powiedziała, że do tego domu nie pójdę… Przecież by się nie zorientował, że było inaczej. Ale nie mogłam. Zaczęło być nerwowo i płaczliwie. Powiedziałam więc, że pójdę do domu po lizaka którego tata mu wczoraj przywiózł i z lizakiem wrócę. Od razu się zgodził. Od razu uśmiech. W sali przedszkola chciwie spojrzał na bryłę zielonej masy do lepienia. Jedna z pań od razu to wychwyciła, usiadła przy stoliku z masą, urwała kawał, podała Felkowi… Wczoraj my tu szaleliśmy z samorobną plasteliną, którą bawił się- uwaga- najpierw 3 godziny pod rząd, potem zrobił sobie przerwę na drzemkę i znowu kilka godzin, bo poszedł spać dopiero po 22!! Padł niemal nad tą plasteliną, tak bardzo nie chciał się z nią rozstawać, dziw że nie zapragnął z nią spać. W każdym razie w przedszkolu na dzień dobry znowu jakieś lepidło- dobra nasza. Usiadł z panią przy stoliku, kazał mi już iść po tego lizaka. Zrobił mi ,,baj baj” z uśmiechem. Lepił, gdy wychodziłam.

Pomyślałam, że jestem nienormalna, bo chyba łatwiej było mi go zostawiać jak ryczał- wiedziałam wtedy, że może być tylko tak samo albo lepiej, bo może wciąż ryczeć albo w końcu przestać. Dzisiaj natomiast może być tylko tak samo albo gorzej, bo może nie płakać albo nagle zacząć. Marcinek mi wytknął, że od razu wiedział, że ja lubię jak on płacze bo mogę go wtedy pocieszać:) No, nie aż tak, ale rozumiem ten punkt widzenia…

Nerwowo teraz, ale daję radę. Widzę go oczami duszy, jak tam siedzi i lepi, może zaczął bawić się z Krystianem? Mróz na dworze, a on nie umie ubrać kurtki, więc założyłam mu gruby polar z kapturem jakby co i zostawiłam szalik… Tam nie jest aż tak gorąco, w tym przedszkolu… Chyba się nie przegrzeje… Rozterki, roztereczki. Ale może ten lizak pomoże? Cała nadzieja w słabym wyczuciu czasu Felcia. Boję się jednak, że zorientuje się i pomyśli, że czas minął, a mnie nie ma i nie ma. 3 godziny. Trzymam za niego kciuki, aż bolą…

8 myśli nt. „Lizak wybawcą? :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>