Poleżeć

Wiem, że to bluźnierstwo, ale czasami mam ochotę zachorować. Nie poważnie, odpukać, ale tak na tydzień do szpitala poleżeć to bym poszła. Trzy razy dziennie (o rozsądnych porach) ktoś przynosiłby mi dziecko do karmienia, ale nie obchodziłby mnie cały ten syf, konieczność tego, tamtego, mus, niemożność i ograniczenia. Leżałabym sobie i użalała się nad sobą, bo nikt poza mną nigdy pewnie tego nie zrobi, a tak bardzo bardzo bym chciała, żeby ktoś kiedyś zapytał: ,,Jak się czujesz?”, a ja z czystym sumieniem odpowiedziałabym: ,,Źle, dopada mnie przeziębienie, małe znowu się miotało calutką noc a duże znowu syrenę włączyło już w drodze do przedszkola i stroję nerwy żeby komuś krzywdy nie zrobić.” Na to mój rozmówca zapytałby: ,,Ojej, to na pewno straszne? Wiesz co, wezmę twoje dzieci na 5 godzin a ty się kuruj i odeśpij”. A ja znowu bez najmniejszych wyrzutów powiedziałabym: ,,To wspaniały pomysł, poradzisz sobie z ubraniem ich i zabierzesz już teraz?”. I wtedy ta osoba bez głupich pytań ubrałaby dzieci stosownie do warunków atmosferycznych, nawet jakby podczas tego ubierania darły się i uciekały, to nie wołałaby że mam je łapać i podać buty, tylko zrobiła to sama. I ta osoba sama zniosłaby po schodach na dół wózek z małym, a potem cofnęłaby się po duże i rowerek i wcale a wcale nie zadawałaby głupich nad wyraz pytań, typu czemu duże samo nie schodzi, bo to przecież jasne, że skoro znoszę małe, to uciera się rytuał, że znosi się też duże, żeby się nie czuło gorsze i odrzucone. I ta osoba by je wzięła a po 5 godzinach przyniosła, suche, zdrowe, najedzone i zadowolone.

Nie, ja wiem, że coś takiego nie nastąpi. Wiem też, że nie jestem masochistką, chociaż keidyś oglądałam reportaż o więźniach, którzy celowo połykali metalowe przedmioty, by trafić do szpitala i w ten sposób chociaż na kilka dni opuścić więzienne mury. Przyznam, że poczułam dziwnego rodzaju podziw i zazdrość. Przecież tak nie zrobię, bo powiedzą, że wariatka i nie tylko powiedzą, bo wszystkie gazety o tym napiszą. Już widzę te nagłówki: ,,Połykała gwoździe żeby mieć spokój od dzieci!” Tylko że ja czasami zadaję sobie pytanie, czy gazety musiałyby o tym napisać, by zaistniał fakt, że ja tą wariatką już jestem, bez połykania gwoździ i trafiania do szpitala- skoro tak inspirujące jest to dla mnie i tak tego pożądam…

9 myśli nt. „Poleżeć

  1. D.

    Aj… ja też wczoraj o tym marzyłam, żeby trafić na kilka dni do szpitala, w spokoju się pouczyć, czego uczyć się muszę, leżeć w białej „pachnącej” pościeli, nie robić żarcia, tylko dostawać je wprost do łóżka, a dziecia by ktoś mi przynosił do karmienia tylko. Ale to nieludzkie takie jakieś i też mi te myśli przechodzą…

    Odpowiedz
  2. Gośka

    ja bym Ci wzięła i każdej matce, która tego potrzebuje ale
    matki nie chcą pomocy
    matki lepiej potrafią, zrobią
    matki wolą same,
    matce już przeszło jak sobie pomyślała, że ktoś obcy się będzie dzieckiem zajmował.

    Aja uważam ,że powinno się żyć w społecznościach, wymieniać dziećmi, przebywać, jak jedna ma siłę -bierze na spacer dzieci drugiej i odwrotnie, lubić cudze mieszkania jak własne, wspierać się. A nie tylko 4 ściany i spotkania raz na miesiąc przy kawce i ciasteczku(bo dzieci przecież kontakt mieć muszą:P). Dlaczego my matki chcemy połykać ostre narzędzia i lądować w szpitalu??? Czy musi tak byc? Od prawie 4 lat siedzę sama z dziećmi, zapraszam, proponuję i nigdy nie ma odzewu-bo każdy ma swoje życie, ze swoimi dziećmi, swoje problemy-raz na czas owszem, na plac zabaw-owszem. A ja głupia bym chciała żeby druga matka , która jest z dziećmi w domu i ma takie same zajęcia jak ja była jak moja siostra. Gdzie mam szukać ludzi?

    Odpowiedz
      1. agata

        Zapraszam na Rennesøy w Norwegii:) sa tu symaptyczne mamusie, ktore razem chodza na spacery i pomagaja na wzajem. Spotykamy sie wieczorem na *kawce*, a w niedziele na basen. 4 rodziny-14 osob… Pisze nie dla zazdrosci- tylko dla uswiadomienia, ze jest to mozliwe:) Powodzenia- patrzecie uwaznie !

        Odpowiedz
  3. kulka

    Marysia, ja o tym marze przynajmniej raz na miesiąc. Najgorzej jest jak naprawdę się rozchoruje i mój mąż wysyła mnie do łóżka a potem co 5 min. słyszę pytania typu:”A co ja mam jej dać na kolacje?” albo „Kochanie a gdzie jest mąka?”, nie mówiąc już o tym że moje dziecko wtedy właśnie ma największą ochotę po mnie skakać i koniecznie potrzebuje mnie teraz zaraz do niecierpiącej zwłoki pomocy przy kolorowaniu słonia…Wole już wtedy wstać bo sprostanie temu wszystkiemu na leżąco mnie przerasta i wtedy właśnie marzę o kilkudniowym pobycie w szpitalu, najlepiej w separatce;o)

    Odpowiedz
  4. Miszelę

    Maryś, a ja od kilku dni się miotam z Jagodą i szukamy sobie młodego towarzystwa na spacery. Było nie wyjeżdżać ;P

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>