Porządki

Dzisiaj czeka nas kontrola z agencji, która pośredniczy w wynajmie naszego lokum. Sprawdzą, czy nie demolujemy. Nie demolujemy, ale trochę głupio by było kogoś wpuścić na pokoje, w których dywan klei się od rozdeptanej kaszy, żółtka i plasteliny, a piramida naczyń w zlewie kłuje jak cierń w poczucie własnej przyzwoitości, i tak nadszarpniętej przez inne substancje tu i ówdzie. Plan był taki: od rana po kawie sprzątam, bo na 13.00 do przedszkola, więc już o 11.30 dam im obiad, żeby o 12.00 wyjść. Mieliśmy wczoraj razem  z Marcinkiem ten porządek zrobić, ale namówiłam go do oglądania filmu, zbywając jego nieśmiałe sugestie, że może lepiej umyć kuchnię: ,,No ja to jutro szybko zrobię…”. I dawaj, niskobudżetowy horror na jutubie, to jest to!

A dzisiaj okazało się, że sprzątanie z dwójką małych dzieci jest bez sensu. Rzeczywiście starałam się jak mogłam. Zaczęłam od mycia naczyń- pomijam już fakt, że sama czynność sprzątania jest mi niemiła, jakoś to przeskoczyłam. Ale z Lileczką uwieszoną dosłownie moich szerokich spodniach, Felkiem nieświadomie wylewającym wodę, sok, mleko, ich ciągłymi potrzebami, typu jeść, pić, zmienić pieluchę, wziąć, uratować, pocieszyć, zapewnić milionowy raz, że nie zostawię na noc w pseckolu, zdjąć mokre rajstopy, włączyć bajkę, umyć buzię- nie było tak prosto. I chociaż miałam na prawdę dobre chęci, udało mi się przez 3 godziny doprowadzić do stanu względnej czystości jedynie kuchnię. Salon udało mi się odkurzyć (co i tak zniweczono), natomiast łazienka i dwa pokoje nie zostały nawet ruszone. Nie piszę po to, by pochwalić się ilością pomieszczeń, chciałabym jedynie zwrócić uwagę na fakt, że bez fukania i ograniczania dzieci porządki są niemożliwe u nas do wykonania. A fukać i ograniczać nie zamierzam. Bo mogłam przecież przetrzymać Lileczkę w łóżeczku i w tym czasie cos zrobić. Mogłam zabronić synkowi dotykać jedzenia i picia poza kuchnią, żeby nie nabrudził. Mogłam wygnać ich z kuchni, gdy robiłam obiad, ale nie zrobiłam tego, czego skutkiem było podwędzenie ze śmietnika skorupek od jajek (bo dinozalłek chciał się wykluć), rozsypanie buraków i cebuli po całym mieszkaniu (nie wiem, w jakim celu, Lileczka nie raczyła podzielić się zamysłem), czy inne zdarzenia niekoniecznie pomocne podczas wykonywania domowych obowiązków. Nic to, trudno. Właściwie sporadycznie sprzątam za dnia właśnie przez to, że nie widzę w tym sensu. Dzisiaj musiałam i takie mam wnioski. Napadła na mnie świadomość, jak trudno musi być małym dzieciom zrozumieć mechanizmy rządzące w świecie dorosłych,  bez względu na to,czy na co dzień pozwala się im być dziećmi, czy nie. O Lileczce to nawet nie wspominam, ale Felkowi starałam się wytłumaczyć, czemu akurat dzisiaj tak. Bo go to dziwiło. Mówiłam, że ktoś przyjdzie, sprawdzić, czy za bardzo nie rozwalamy, bo to nie jest nasz domek, tylko tu mieszkamy na razie… Motałam się, ale przyjął to wszystko jak coś oczywistego. Niemniej po raz setny przechylił mu się kubek z piciem… ,,Synek, ale…”- syczę mimowolnie, ale się reflektuję, nie chcę syczeć, nie chcę kończyć tej beznadziejnej kwestii- ,,Nie chciałem, plawda?”- mówi on z szerokootwartmi oczami. No prawda, nie chciał, mój synek jest najmądrzejszy na świecie.

Potem obiad. Lileczka je rączkami, ale próbuję porządek (tym razem) reanimować na bieżąco, więc milcząco, bo same negatywy napływają do strun głosowych. Ona to wyczuwa, nie chce jeść. Felek się stara, ale mu spada, nawet tego nie zauważa. Po jedzeniu szuka swojego garnka z czarną farbką i skąpanymi weń zabawkami (od wczoraj była to kąpiel dinozaurów, w co przesadnie nie ingerowałam). Ale nie znajduje, ponieważ garnek już umyłam, a dinozaury wrzuciłam do pudła z klamotami. Nie patrzę na niego, ale nie udaję głupiej: ,,Synek, ja już to wylałam i umyłam te dinozaury”- ,,Po cooo?”- jęczy zawiedziony- ,,Bo już śmierdziało”- cedzę- ,,Chciałem śmieldzące…”- mówi smutnym głosem, a mnie robi się na prawdę przykro. On jest mały, on w tym momencie na prawdę wierzył w to, co mówił, chciał śmierdzącą wodę, żeby się nią bawić, chociaż poważnie godziła nawet w moje (a jest ono maksymalnie liberalne) wyczucie (nie)porządku. Obiecuję, że wieczorem razem zrobimy dinozaurom nową kąpiel. Łapie.

Po jakimś czasie oboje zrozumieli, że nie mogą dzisiejszego przedpołudnia liczyć na moje zainteresowanie. I faktycznie się odczepili. Mała Lileczka błąkała się po mieszkaniu bez celu, Felek poprosił o bajkę i zniknął. Miałam chwilę spokoju. Powinnam się z niego ucieszyć. Nie ucieszyłam się, bo czy tak to powinno wyglądać? Smutne i znudzone dzieci, w zamian błyszczący blat. Nigdy więcej sprzątania podczas ich aktywności…

7 myśli nt. „Porządki

  1. Kasia

    To jest bardzo ciekawe, co piszesz, bo ja mam właśnie odwrotnie. Sprzątam przy Wicu wszystko, nawet łazienkę, Szon odkurza, a Mały nam w tym uwielbia pomagać! Oczywiście często jeszcze gorzej bałagani, ale jestem w stanie to przyjąć w zamian za to, że jak śpi, to mam czas na fejsika, dupelka, allegro i inne bardzo ważne sprawy ;P

    Odpowiedz
  2. Gośka

    ja sprzątam tylko jak mi młodszy śpi a starsza ogląda bajkę. Mam wyrzuty sumienia, bo powinnam zamiast puszczać bajki to bawić się z nią, ona wgapia się przez godzinę a ja pucuję, czasami nie wiem po co. I tak samo myślę, że dziecko zupełnie nie rozumie po co ja to robię, dlaczego jest to dla mnie ważne. Ja sama nie wiem czy to jest dla mnie ważne. Na pewno mam komfort i lepsze samopoczucie gdy nie lepi się podłoga i nie śmierdzi z kibla. Ale dzieci rosną a ja codziennie robię to samo i poświęcam ten cenny czas dzieciństwa moich dzieci na syzyfową robotę. Bo i tak nigdy nie jest czysto, nigdy nie ma porządku.

    A jak udała się kontrola? Dlaczego macie te kontrole, macie tak w umowie? My też wynajmujemy ale nikt nas nie nachodzi od lat;)) Choć niepokój jest, że jednak ktoś w końcu przyjdzie i zobaczy jak „demolujemy” :P

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Mieszkacie w UK? tu ogólnie też nie wiem,jak jest,wiem,że my mamy w umowie,te kontrole są na wniosek właściciela,a agencja je przeprowadza. No ale od 2 tyg.wiedzieliśmy,że będzie;)

      Odpowiedz
    2. Marysia Autor wpisu

      W zasadzie nie wiem,czy byli,czy nie,Felek był w przedszkolu,więc 2 razy wychodziłam,ale wiem,że mogli też przyjść gdy mnie nie było.Mogą jeszcze przez godzinę sie pojawić.W sumie już mi wszystko jedno:)

      Odpowiedz
      1. Gośka

        przerąbane:P Ja bym chyba wolała nie być podczas takiej kontroli jakby nam się zdarzyła:P Wiadome jak wygląda mieszkanie przy dzieciach:P Nie mieszkamy w UK, w Polsce mieszkamy, dokładniej w górskiej stolicy:P

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>