Wieczór, noc

Nie mogę zasnąć. To był dla mnie dość wyczerpujący dzień i teraz, zamiast spać, siedzę przed komputerem. Jest cicho. Właśnie nakarmiłam Lileczkę. Przyssała się swoim stylem na kilkadziesiąt sekund i śpi dalej. Jest mi zimno. Marcinek na wyjeździe służbowym. Obejrzałam komedię romantyczną do łuskania pestek z dyni. Jutro zrobię z nimi krem brokułowy, dodam okry. I w ogóle mnie to nie cieszy. Nawet nie potrafię czerpać pozytywów z tego, że zrobiłam dzisiaj Felkowi jadalne farby z mąki kukurydzianej i barwników spożywczych. Przysięgam, bite 2 godziny taplał się w kuchni na samych majtkach w tych farbach, a wraz z nim połowa zabawek. A i tak ciągle coś, bo a to nie pozwoliłam mu zużyć całych barwników, bo potrzebne były dosłownie kropelki z każdego koloru, albo nie nie chciałam też na boso z nim się ślizgać po karminowej podłodze. Nie chciałam, bo nie. Ale obserwacja Felka dawała mi dużo radości, tym bardziej, że Lileczka spała. Jednak teraz, wieczorem, znowu czuję, że coś mi umyka.

Jestem cała dla dzieci a nędzne ochłapy dostaje Marcinek. Mnie dla mnie nie ma w ogóle. Na codzień mi to nie przeszkadza. Realizuję się w tym, pasjonuję wręcz moją rodziną. Lubię czytać o zdrowym żywieniu i coraz bardziej lubię gotować. No, nie wiem, czy JA lubię, ale przekonanie, że robię coś dobrego dla ICH zdrowia, uskrzydla mnie- mamę. Dla nich jestem empatyczna i opanowana. O swoich potrzebach nie myślę. Bo gdy zaczynam myśleć, czuję się jak wtedy, gdy jako mała dziewczynka, mimowolnie myślałam o ,,brzydkich rzeczach”- atakuje mnie poczucie winy. Coś brudnego. Bezsensownego. Nie do zrealizowania. Do odegnania. Zapomnienia i zapominam. Więc zawsze jestem gotowa na potyczkę z problemem dziecka i znajdująca rozwiązania. Nie tylko rozwiązania, bo także lokomotywę, wagon i stlasną lybę. Czytam o edukacji domowej. O karmieniu. O pomysłach na zajęcia plastyczne. Rozmawiam z innymi mamami w przestrzeni wirtualnej. I czuję się wyżej niż jeszcze niedawno, gdy przejmowałam się cudzym gadaniem, a dziecko podświadomie traktowałam przedmiotowo. Dziś jestem zadowolona z tego, jaką jestem mamą. Taką, jaką chciałam zawsze być, tylko presja społeczna nie dozwalała. Ja- mama wyzwoliła się. Ale kosztem czegoś innego. Otóż nie jestem zadowolona z tego, jaką jestem samą sobą. Tylko nie wiem, czy takie rozważania mają sens. Bo mam wrażenie, że MNIE już nie ma od dawna.

6 myśli nt. „Wieczór, noc

  1. aeljot

    A może to tak, że to nadal jesteś Ty tylko wersja 2.0 ;) Ja myślę tak o sobie (tylko ja osiągnęłam poziom 3.0 ;) )bo przecież to ciągle ja ale obok mnie kilka osób za które jak na razie jestem odpowiedzialna.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      ha,ale jak to zrobić… mentalnie-chciałabym,fizycznie jest to niezmiernie trudne… nie zaknebluję tych potwórów w piwnicy i nie pójdę na piwo przemyśleć własnych spraw:):)

      Odpowiedz
  2. Karola

    A ja wierze, że niedługo przeczytam na Twoim blogu, że wracasz i JESTEŚ. Trzymam za to mocno kciuki.
    Wierze, że można.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>