Miesięczne archiwum: Grudzień 2012

Znowu minęło…

Dziwne. Już jutro Sylwester, pojutrze Nowy Rok, a ja zupełnie tego nie czuję. Za nami,  2012 roku, tyle zmian, nie zawsze pozytywnych, że chyba nie jestem gotowa na kolejne ,,nowości” i stąd to wynika. Nie mam precyzyjnych planów, nadziei. Na pewno za rok dzieci znowu będą starsze. W 2013 Felonek skończy 4 latka, a Lilcia 2. Nie ogarniam. Jakoś ogólnie wypadam ostatnio z obiegu. Są rzeczy, które chcę zrobić, ale bez ciśnienia. Są miejsca, w które chcę pojechać, ale bez namiętności. Są sprawy do przemyślenia, ale nie spieszno mi do nich. Mimo tych sprzeczności czuję jakieś obłąkańcze szczęście. Czyli raczej nieuzasadnione, niż mocne. Przeżyć, nie zatracić siebie. Czegoś się dowiedzieć. Nawiązać kontakty. Ale czy tak będzie? Chciałabym mentalnie się nie rozleniwić, ale czuję, że na tym polu ponoszę porażkę. Lilcia ma coraz spokojniejsze noce. Nie wiem, czego jeszcze chcieć. Nie wiem, nad czym pracować. Na czym się skupić. Czuję się bezpiecznie zawieszona na gałęzi drzewa, pod którym ryje stado dzików. Nie dosięgają mnie, super. Ale ile można wisieć? Czuję, że jeśli zejdę lub spadnę, nie poradzę sobie. Wietrzę zagrożenie, które jest daleko, ale jest. Może ono mnie nie zwietrzy i przejdzie obok.
Dzieci śpią. Byliśmy dziś na farmie, z cudownym placem zabaw i torem przeszkód w lesie. Felek przed każdą trudnością płakał, obrażał się i miotał, ale widząc, że wsparcie otrzyma tylko słowne, mówił naburmuszony: ,,No dobla, splóbuję”. Próbował, raz mu szło super, innym razem spadał, chwaliliśmy z zachwytem za pracę nad własnymi słabościami, był dumny, zadowolony, ale na koniec i tak stwierdził że mu się nie podobało. ,,Wolisz ZOO, tak?”- pytam i słyszę: ,,Nie, ZOO tes nie lubię ani nic”. Cały Felek. Tak inny od znanych mi dzieci, latających, wrzeszczących, brykających, od zachwyconej każdą wyprawą Lilci, maszerującej raźno, podczas gdy jej braciszek stęka i pokłada się nad błotem, łkając że chce do wózka albo na ręce. Na szczęście już dawno nauczyłam się nie żywić oczekiwaniami wobec potomstwa, bo inaczej byłoby mi pewnie jeszcze trudniej. Można się łatwo nabawić niestrawności albo udławić.
Może to nieładnie, ale nie składam tym razem życzeń noworocznych… Czuję, że najpierw sama muszę dociec, czego bym chciała. Aby dbać o innych, najpierw trzeba chociaż minimalnie zadbać o siebie. Cóż- tego jednego życzę-pamiętajcie o tym!

Głową w mur

Czasami Felek ma ,,odpały”, nie wiem, z czego to wynika, jest wylatany, ma zainteresowanie, nie dostaje słodyczy poza mlekiem z miodem… Z reguły ,,dokazuje”, jeśli w ogóle, to w granicah normy, ostatnio już nawet nad Lileczką się nie pastwił. Poza tym: elokwentny, pomysłowy, otwarty, ciekawski, rozkoszny. I tylko co jakiś czas mu ,,odwala”, ale za to tak, że serio nie wiem, co robić. To nawet nie agresja, nie wiem, co to jest, generalnie uważam, że dzieci nie robią na złość, więc co to? Felek lata ze sporym kawałkiem drewna, w jego zasięgu czytam z Lilcią książeczkę (Felek nie reflektuje na czytanie), więc spokojnie, a wręcz żartobliwym tonem mówię: ,,Synek, uważaj z tym drewnem, bo możesz kogoś walnąć.” W tym momencie chłopiec celuje do mnie drewnem i robi zaciętą minę. ,,Synuś, nie!”-mówię stanowczo. Rzuca, mocno. Nie trafia. Jestem tak wściekła, zawiedziona, załamana. Czuję, że poległam. Że wychowanie bez przemocy nic nie daje! Mam ochotę mu przylać. Informuję, że jestem zła, mówię o tym, co mogło się stać. Lekko podnoszę głos, ale on raczej drży niż grzmi… On na to: ,,I tak cię walnę!”. Ogarniacie? Dobrze, że Marcin w tym czasie brał kąpiel, bo chyba by go przez okno wyrzucił. Powiedziałam spokojnie, że skoro on nie słucha, to niech nie oczekuje, że ktokolwiek będzie słuchał jego. Zaczął zmieniać temat, zaczepiać mnie (pokojowo), wyglupiać się. Nie mogłam go znieść, ale nie odzywałam się, żeby nie zacząć krzyczeć. Gdy był już w piżamie, spytałam, czy wie, dlaczego jestem taka zła. Wiedział. Zaczął przepraszać, obiecywać coś tam. Prosił, żebym już się nie złościła, więc zgodnie z prawdą odrzekłam, że jeśli teraz grzecznie się położy, rano już nie będę się gniewać. Ale bez tulenia, wyznań, szeptań. Nie mogłam. Za to przystawiłam piszczącą Lilcię do cycka, na co Felek ni stąd, ni zowąd zaczął ją okładać pięściami!

Dochodzimy do sedna, bo ja w tym momencie trzepnęłam go lekko w ucho. Nie mogło go to zaboleć. Ale jak żyć? Było to właściwie bardziej odepchnięcie niż uderzenie, za to poskutkowało tym, że Felek natychmiast się położył. Nawet nie mam wielkich wyrzutów z tego powodu (bo działanie to wynikło z podświadomości, nie oceniam że było słuszne!!!) ale zastanawiałam się, czy napisać o tym- wiadomo, dzieci się nie bije. Ale żadnych. Lilci też nie. To był totalnie nieprzemyślany odruch obrony dziecka przy piersi przed napastnikiem. Nie myślałam wtedy, myślę teraz i jestem pod murem: ćpać leki uspokajające, gdy widzę, że Felkowi zaczyna się faza, czy nie? A może wychodzić z mieszkania, zostawiać go (ich) z tatą i niech kombinują? Czuję jakbym waliła głową w mur. Z jednej strony całym sercem wierzę w swoje wychowawcze ideały, z drugiej chciałabym dostawać chociaż część tego, co sama daję. Nie żądam ślepego posłuszeństwa, wdzięczności, manier, czystości, wielkiej miłości do siostry. Ale, kurczę, chciałabym się czuć bezpiecznie, bez obaw, że ja czy Lilcia oberwiemy zaraz deską w głowę. Myślę, że prawie czteroletnie dziecko jest w stanie to ogarnąć. Mało tego- ja wiem, że ogarnia doskonale. Nie chcę zmieniać taktyki. Chcę żeby tak nie robił. Po prostu. Czy to wiele?

Przeciąg

Wiatr, przeciąg, zadęło i walnęło okno. Nic się nie stało, ale huk był solidny, nawet ja się przestraszyłam na chwilkę. Moje maleńkie dreptało po dywanie, gdy tak trzasnęło to okno- i w tym momencie, z ledwo słyszalnym piśnięciem, w ułamku sekundy obróciło się w moją stronę, wyciągając łapki. Jak trwoga to do mamy. Ja ją wzięłam, ani chwili nie płakała, zamknęłam okno, Lulcia wróciła do przerwanego dreptania.

Przestraszyła się hałasu, więc chciała być przy mnie. Nie wiedziała, że to tylko niegroźne okno, ale to ja miałam ją uratować. Jaka to jest odpowiedzialność. Czasami aż nie  ogarniam…