Dzienne archiwum: 3 grudnia 2012

W nocy bez siekiery

Niedawno trafiłam na wypowiedź, która napełniła mnie przerażeniem. Oto dzieci, które nie zaznają dyscypliny, jako podrostki przyjdą w nocy do sypialni rodziców i zabiją ich siekierą. Nie pistoletem, nie kijem. Siekierą. Bo to naturalna konsekwencja niegrzeczności w dzieciństwie, nieposłuszeństwa i tego, że nikt ,,ich nie nauczył”. Wielu ludzi uważa, że ,,słuchanie rodziców” jest/ powinno być czymś oczywistym. Pytani o argumenty, podają coś  stylu tej siekiery. Ja właściwie nie rozumiem, po co dziecko ma być posłuszne, z wyjątkiem sytuacji zagrażających życiu lub zdrowiu, w których czuję prawo nawet użyć siły (przytrzymanie, wzięcie wbrew woli na ręce). Komukolwiek. Także rodzicom. Nie czuję potrzeby akcentowania swojego autorytetu, w ogóle powątpiewam w jego istnienie i wierzcie lub nie, ale nie boli mnie to. A piszę o tym, bo myślałam o tym wczoraj. I wyobrażałam sobie, po całym, pełnym Felkowej ,,niegrzeczności” dniu, jak mój synek w piżamce w Super Mario przychodzi w nocy z siekierą i nas zabija. I akurat ta noc była bardzo spokojna, ja spałam przez większość nocy sama (!) na łóżku Felka, on z tatusiem na naszym barłogu, Lileczka (cud nad Tamizą!) w swoim, budziła się kilka razy na karmienie i ani razu na ryczenie. Nad ranem poczułam obok siebie kokoszenie synka. ,,Przyszedł mnie zabić!”- pomyślałam przerażona. Ale nie zabił. Wtulił się cieplutko, a gdy poprawiałam pod sobą ściągnięte małymi kolankami prześcieradło, spytał sennie: ,,Mamo, cego sukas?”. Aaaa. Jasne, czyli ukrył tam gdzieś siekierę i teraz się boi że go zdemaskuję.

Absurd.

Ale tak sobie pomyślałam, gdzie jest ta granica, kiedy dziecko już się w nocy nie tuli tylko zabija siekierą, chociażby w myślach. I czy ma to jakikolwiek związek z nocnym tuleniem się do rodziców/ jego brakiem. Z posłuszeństwem…? Cóż, słowo to w zasadzie w moim matczynym słowniku nie funkcjonuje, zatem nie będę miała okazji się przekonać. Czy jest mi żal, wstyd? Gdy człowiek uświadomi sobie, czym jest posłuszeństwo i jak najczęściej jest ono osiągane, może czuć najwyżej ulgę i dumę. Że pozostaje człowiekiem. I może nim być jeszcze długo, bo wcale a wcale nikt nie zamierza w nocy kiedykolwiek go zabijać siekierą ani niczym innym.