Dzienne archiwum: 4 grudnia 2012

Kultura, natura

O dwóch rzeczach chcę napisać. Najpierw: proszę o wsparcie! Jutro idę pozbawić się płodności na 3 lata i dziwnie się z tym czuję. Bo tak- z jednej strony kultura, życie, podróże, związek, czyli to wszystko co sprawia, że WIEM, racjonalnie wiem, że przez kilka najbliższych lat nie chcę zachodzić w ciążę. Każdego dnia, gdy Lulcia jest coraz starsza, coraz więcej umie, jestem coraz bardziej daleka od marzeń o niemowlaczku. To, jak wspomniałam, racjonalne myślenie. Instynkt każe mi rozczulać się nad każdym mijanym brzuchem, nad każdym bobaskiem, nad każdym artykułem o porodzie w zgodzie z naturą. I wyobrażać sobie noworodka przy lewej piersi, gdy prawa oblężona przez ponad czternastomiesięczną Lulcię. I chcieć… No ale nie będzie, chyba, że wzorem alkoholików z wszytym esperalem a wyrywających go sobie spod skóry w chwili przemożnego pragnienia kielicha, tak ja pewnie, gdy mnie  macierzyńsko przypili, potnę się i wyciągnę… Bo będę miała implant w ramieniu, zamienię się w cyborga. I wierzcie mi, na początku miałam obiekcje, że to trucie organizmu, hormony, coś tam. Nadal jakieś tam mam. Jednak posiadam też już krótkie doświadczenie z antykoncepcją hormonalną (dla karmiących mam) i wiem, że w przeciwieństwie do niej, naturalne metody nie sprawdzają się… Nie u mnie! A próbowałam. I dzięki tym próbom mam córcię, za co wdzięczna Niebiosom będę po czasy wsze. Tylko że… Na razie na prawdę nie chcę więcej. Tzn. chcę i nie chcę. Tzn. chcę ale chcę też inne rzeczy. Jestem poligonem dla natury i kultury, jutro ta druga ogłosi tymczasowe zwycięstwo i nastąpi zawieszenie broni… Na co najmniej trzy lata. Tak w ogóle to przepraszam, że o tym piszę tak otwarcie, bo może niektórzy uważają, że to temat, który należy dla siebie zachować, bo dzieci przynosi bocian, po co się afiszować że się robi to czy tamto… Nie afiszuję się. Proszę o wyrazy wsparcia :)

Druga rzecz, też o kulturze i naturze będzie, ale zupełnie z innej beczki. Otóż Marcinek, jak wielu mężczyzn- ojców, nie był długo przekonany do karmienia naturalnego. Powodów nie trzeba chyba wymieniać. Ile gadania mojego, wzajemnego obrażania się, przekonywania i niezrozumienia… Każdy kolejny miesiąc karmienia Lilci przez pierwszy rok to było przeciąganie liny- kto ma lepsze argumenty za i przeciw. Potem temat ucichł- bo powiedziałam dość ostro, że zdania nie zmienię. Ale miałam wyrzuty sumienia, że była taka niemiła. Dziś mojemu mężowi wpadła w ręce ulotka dla ojców (ważne- SAM JĄ ZNALAZŁ w children centre, nie ja mu ją dałam!), o karmieniu piersią właśnie. Mała dwustronna karteczka, żadnych rewolucji, tylko informacje napisane przystępnie i ładnie. Marcinek do mnie, że się przekonał. Nie wierzę, 5 minut czytania karteczki wpłynęło na niego lepiej niż ponad rok mojego fanzolenia! Ale to nieważne, liczy się efekt. Dobra, kończę na dziś, bo muszę sobie jakiś horror machnąć na odstresowanie przed jutrem!!!