Dzienne archiwum: 15 grudnia 2012

Było mi dobrze…

Przez chwilę było mi dobrze, a ostatnimi czasy jest to stan tak wyjątkowy, że aż postanowiłam o tym napisać. Marcin zabrał Felka ,,na miasto”, ja z gorączką i Lulcią nie w humorze zostałam w domu. Lulcia też jakaś ciepła, bez apetytu co jak na nią jest wysoce niepokojące. Ostatnio mnie denerwowała jak wisiała na mnie cały czas, a Felonek swoje dowalał, bo ją czy mnie ciągnął za nogę albo niechcący (chę w to wierzyć) trafiał zabawkowm mamutem w czoło. A dziś… Wstała Lulcia z dziennej drzemki lewą nóżką. Przez godzine przyklejona. Ja sobie z kawką oglądam głupie obrazki w internecie, temperatura mi spadła po miksturze paracetamolowo- czosnkowo- imbirowej, więc nawet wiem, jak się nazywam i chwilowo nie chce mi się rzygać ani mdleć, o, jak fajnie. Lula przyklejona. Cieplutka. Jakie to było… trafiające do mnie, że ona chce się kleić. Leżeć sobie na mnie, bez specjalnego mojego wysiłku, nic nie musiałam do niej gadać, nic pokazywać, nawet za cycki się nie brała. Śliczna kochana córeńka, ze szklanym wzrokiem, w czerwonym sztruksowym wdzianku, w nowych paputkach z Myszką Minnie. Ja jej kupiłam, przecież ja myślę o tych dzieciach, gdy jestem w sklepie i ich nie ma przy mnie, to jak głupia ciągle chcę im coś kupować! A potem wracam i się drą, i zapominam jak za nimi tęskniłam gdy sobie bez nich pół godziny łaziłam po centrum handlowym.

Gdyby to tylko na ciepłym tuleniu takim polegało… O ile to życie by było łatwiejsze. Nie polega. Ale już nie chcę wpadać w ten narzekający ton, chociaż pewnie wpadnę nieraz. Może nie jest tak, że ,,uśmiech dziecka wszystko wynagradza”, ale pewne jest to, że tulenie dziecka wzbudza przedobre uczucia.