Dzienne archiwum: 21 grudnia 2012

Miś

Zajrzałam do sklepu odzieżowo-obuwniczego. Średnia półka cenowa,ogólnie duży wybór, ładne rzeczy, poszukuję butków dla Lilci, a nie jest to zadanie proste, ponieważ według rozmiarówki, ma ona nóżkę dziewięciomiesięcznego bobaska, a jak wiadomo ta grupa wiekowa jeszcze za bardzo butów nie potrzebuje. Cud się zdarza i dostrzegam na ciepłych kozaczkach karteczkę z jej numerkiem, tylko na jednych, oczywiście pasteloworóżowych, ale biorę. Mrozik się pokazał, dziecko nie może biegać w cienkich kaloszkach.

Dział dziecięcy to kraina kolorów, nadruków, bajkowych bohaterów. Podzielony oczywiście na dwie części- dla chłopców i dla dziewczynek, przy czym dotyczy to także ciuszków dla noworodków. Do sklepu wpada sześcioletnia na oko dziewczynka, za nią obładowana zakupami rodzina. ,,Jest,jest!”- krzyczy radośnie dziecko, podlatując do stroju misia. Maca pluszową piżamę, z pietyzmem przesuwając paluszkami po brązowych uszach na kapturze. Miś jak się patrzy. Podchodzi mama, ogląda szwy, mina zdradza aprobatę, beżowo- brązowy miś już właściwie ląduje w objęciach dziewczynki, żądnej natychmiastowego przymierzenia stroju. I nagle mama cofa się, rozglądając się ostrożnie wokół. Tak. Zorientowała się, że są w dziale chłopięcym. ,,Ale to chyba dla chłopców”- mówi zmieszana. Miś ląduje spowrotem na wieszaku. Córeczka bez słowa rezygnuje z misia, w podskokach podąża za mamą idącą jak burza na dział dla dziewczynek. Tylko że tam same świecące księżniczki i wróżki. Nie ma przebrania brązowego pluszowego misia z uszami.