Dzienne archiwum: 27 grudnia 2012

Przeciąg

Wiatr, przeciąg, zadęło i walnęło okno. Nic się nie stało, ale huk był solidny, nawet ja się przestraszyłam na chwilkę. Moje maleńkie dreptało po dywanie, gdy tak trzasnęło to okno- i w tym momencie, z ledwo słyszalnym piśnięciem, w ułamku sekundy obróciło się w moją stronę, wyciągając łapki. Jak trwoga to do mamy. Ja ją wzięłam, ani chwili nie płakała, zamknęłam okno, Lulcia wróciła do przerwanego dreptania.

Przestraszyła się hałasu, więc chciała być przy mnie. Nie wiedziała, że to tylko niegroźne okno, ale to ja miałam ją uratować. Jaka to jest odpowiedzialność. Czasami aż nie  ogarniam…