Dla każdego coś miłego

Góra prezentów zapakowana, migdałowe pierniczki upieczone, udekorowane, minichoinka(prawdziwa, w doniczce!) stoi dumnie na parapecie, ustrojona przez Felka. Przysięgam, że nie pamiętam, kiedy ostatnio tak się ambitnie przygotowywałam do świąt. Zawsze tak na szybko, bez polotu, prezenty nawet nas jakoś nie zajmowały… Fakt, że to pierwsze święta, gdy jesteśmy w pełni niezależni i bardziej jakoś ,,dla siebie”, więc pewnie ten czynnik ma znaczenie. W każdym razie od dzieciństwa nie pakowałam prezentów w papier! Zawsze w używane po tysiąc razy torebki! A jakoś ten papier budzi więcej uczuć. No i Felek po raz pierwszy kuma, że jakieś wyjątkowe dni się zbliżają, że się przygotowujemy, że trzeba zrobić to i owo… Dziś już zbojkotował święta, bo poprosiłam go, by nie łowił choinki na wędkę, a gdy nie pomogło, odsunęłam ją z jego zasięgu i się obraził. Powiedział, że nie chce mieć świąt, nawet prezentów, choinki, że my też mieć nie będziemy i już. I w ogóle się zeźlił. Jak ja go kocham, jeny… Bo wiem, że nawet gdy się źli, wciąż choćby podświadomie, otwarty jest na współpracę, tylko trzeba delikatnie, z uczuciem, zrozumieniem… I wszystko jest dobrze. I się przytula. ,,Dobla, dobla, to niech jus są te święta”-mówi buńczucznie i wiem, że choniki już łowił na wędkę nie będzie.To jedna z rzeczy, z jakich jestem dumna jako mama. Umiejętność rozładowania napięcia synka. To, że wspaniale potrafi on mówić o uczuciach, informuje mnie, że się wstydzi, boi, złości, jest szczęśliwy. I jest świadomy, że ,,inni też tak mają”. Nawet ja. Czasami mówię mu, że jest mi z czymś ciężko, że jestem zmęczona. I on przyjmuje to jakoś normalnie. Mnie jeszcze niedawno gniotło coś, jak miałam powiedzieć ,,kocham cię”- pamiętam kilkumiesięcznego Felcia zasypiającego w łóżeczku. Chciałam mu wyznać miłość i… nie przechodziło mi to przez gardło. Wtedy pomyślałam, że tak być nie może. I mimo trudności, powtarzałam to do znudzenia. Z czasem przestało gnieść, teraz są to słowa, które moje dzieci słyszą każdego(!) dnia, bywa, że kilkakrotnie i tak już zostanie. Jeśli jest coś, czego chciałabym nauczyć moje maluszki, to DZIECI SĄ DO KOCHANIA. Felka to bawi, czasami każe mi śpiewać ,,Dzieci nie wolno bić, dzieci….”- i on kończy: ,,..tseba psytulać!”. Wzrusza mnie to mocno. Jest to coś, w co wierzę z serca i duszy. W nic tak nie wierzę jak w to, że dzieci trzeba kochać, przytulać i w żadnym razie bić… Niektórzy uważają, że taka słodka sielanka nic nie wnosi, bo liczą się czyny, praca nad sobą i dziećmi, troska o ich przyszłość. A ja mam to gdzieś, dla mnie miłość jest wtedy gdy się o niej mówi, gdy się ją bezpośrednio okazuje, gdy dba się o tu i teraz. Przytulanie, gilganie, całowanie, szeptanie do ucha na dobranoc. Kto mi zaręczy, że dożyję jutra? Nie można odkładać tego, co buduje piękno relacji! Mówmy dzieciom, że je kochamy, że uczyniły nasze życie pełnym, że świat bez nich nie miałby sensu, że za nimi tęskniliśmy,gdy były w przedszkolu, w szkole, że są wspaniałym prezentem od losu, nawet jeśli czasami sami tak nie uważamy… Pomyślmy jednak, że nie ma lepszej wyprawki w podróż do świata, niż świadomość, że się jest dla kogoś szczęściem.

3 myśli nt. „Dla każdego coś miłego

  1. Kasia

    Ale mnie ucieszył ten post. Ostatnio było sporo takich smutnych, pełnych niepokoju. A ten taki w duchu mamusinego zen ;)
    Buziaczki dla Was!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>