W nocy bez siekiery

Niedawno trafiłam na wypowiedź, która napełniła mnie przerażeniem. Oto dzieci, które nie zaznają dyscypliny, jako podrostki przyjdą w nocy do sypialni rodziców i zabiją ich siekierą. Nie pistoletem, nie kijem. Siekierą. Bo to naturalna konsekwencja niegrzeczności w dzieciństwie, nieposłuszeństwa i tego, że nikt ,,ich nie nauczył”. Wielu ludzi uważa, że ,,słuchanie rodziców” jest/ powinno być czymś oczywistym. Pytani o argumenty, podają coś  stylu tej siekiery. Ja właściwie nie rozumiem, po co dziecko ma być posłuszne, z wyjątkiem sytuacji zagrażających życiu lub zdrowiu, w których czuję prawo nawet użyć siły (przytrzymanie, wzięcie wbrew woli na ręce). Komukolwiek. Także rodzicom. Nie czuję potrzeby akcentowania swojego autorytetu, w ogóle powątpiewam w jego istnienie i wierzcie lub nie, ale nie boli mnie to. A piszę o tym, bo myślałam o tym wczoraj. I wyobrażałam sobie, po całym, pełnym Felkowej ,,niegrzeczności” dniu, jak mój synek w piżamce w Super Mario przychodzi w nocy z siekierą i nas zabija. I akurat ta noc była bardzo spokojna, ja spałam przez większość nocy sama (!) na łóżku Felka, on z tatusiem na naszym barłogu, Lileczka (cud nad Tamizą!) w swoim, budziła się kilka razy na karmienie i ani razu na ryczenie. Nad ranem poczułam obok siebie kokoszenie synka. ,,Przyszedł mnie zabić!”- pomyślałam przerażona. Ale nie zabił. Wtulił się cieplutko, a gdy poprawiałam pod sobą ściągnięte małymi kolankami prześcieradło, spytał sennie: ,,Mamo, cego sukas?”. Aaaa. Jasne, czyli ukrył tam gdzieś siekierę i teraz się boi że go zdemaskuję.

Absurd.

Ale tak sobie pomyślałam, gdzie jest ta granica, kiedy dziecko już się w nocy nie tuli tylko zabija siekierą, chociażby w myślach. I czy ma to jakikolwiek związek z nocnym tuleniem się do rodziców/ jego brakiem. Z posłuszeństwem…? Cóż, słowo to w zasadzie w moim matczynym słowniku nie funkcjonuje, zatem nie będę miała okazji się przekonać. Czy jest mi żal, wstyd? Gdy człowiek uświadomi sobie, czym jest posłuszeństwo i jak najczęściej jest ono osiągane, może czuć najwyżej ulgę i dumę. Że pozostaje człowiekiem. I może nim być jeszcze długo, bo wcale a wcale nikt nie zamierza w nocy kiedykolwiek go zabijać siekierą ani niczym innym.

11 myśli nt. „W nocy bez siekiery

  1. Anna

    Nie no z tą siekierą, to ktoś wyskoczył jak Filip z konopi… Ja jestem za posłuszeństwem owszem, bo zalezy jak ktoś to posłuszeństwo rozumie. jak prosze dziecko aby nie wchodziło na parapet to oczekuje, że posłucha. Proszę go nie przez własne widzi mi sie, ale ze strachu, że sobie cos zrobi. Gdy proszę aby się ubrał bo zaraz wychodzimy, tez oczekuje, że spełni moją prośbę, bo nie wymyślam sobie czegoś co ma zrobić tylko po to aby mu uprzykrzyć życie. Dla mnie „słuchanie rodzicow” to oznaka szacunku, ale to wypracowuje się z wiekiem.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Rozumiem ten punkt widzenia, jednak zauważ, że dziecko niekoniecznie musi rozumieć, po co w sumie rano się spieszyć-dla niego praca, punktualność, godziny i minuty to czysta abstrakcja. Wymaganie w takiej chwili posłuszeństwa może być okrutne, bo nie bierze pod uwagę psychiki i potrzeb malucha. Ale oczywiście z reguły nie da się inaczej;) Pozdrawiam!

      Odpowiedz
  2. Alicja

    Najpierw jest posłuszeństwo. Czyli np.nie wchodzenie na parapet ,gdyż można wypaść przez okno. To oczywiste. Nie wylewanie słoika miodu na dywan, sama przecież zwróciłaś na to uwagę, oraz nie bicie Lilki o czym pisałaś. To też jest posłuszeństwo. Potem dochodzi tzw. dobre wychowanie. Czyli sprzątanie swoich zabawek, wycieranie butów, trzymanie łokci na stole podczas jedzenia, i wiele innych grzecznościowych zachowań i zwrotów, które przecież nie są Ci obce. To tzw wychowanie, a to co ponad tym to tzw. dobre wychowanie. A autorytetu się nie akcentuje, lecz się go buduje -latami. Chodzi o to, że Twój malutki teraz synek, wtulający się w Wasze ramiona, nie przyjdzie z siekierą, ale przyklei Ci gumę do żucia na czole i powie,że był wychowany bezstresowo, a Ty matka wtedy 18-sto letniego młodzieńca,będziesz się zastanawiała gdzie zrobiłaś błąd.
    A przecież go tak bardzo kochałaś i nie ograniczałaś w niczym. Zresztą dzieci powinny wiedzieć w jakich ramach może znajdować się ich zachowanie. Czują się wtedy bezpieczniej. Wiedzą na ile i na co mogą sobie pozwolić. No i nie czują się pokrzywdzone, a wręcz przeciwnie, po latach są za takie wychowanie wdzięczne. A to, że nie daję klapsów to oczywiste.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      przepraszam, gdzie jest napisane co on zrobi w wieku 18-stu lat i skąd ta pewność? nie rozumiem też apriorycznego przyjmowania, że coś jest na pewno dobre dla wszystkich dzieci na świecie.Owszem,jedne ,,lubią” konsekwencję, bo daje im ona poczucie bezpieczeństwa, inne nie, bo widzą w niej źródło ograniczeń- i tu nie ma czego oceniać. Felek doskonale wie,że nie wolno tego czy tamtego, bo jest to niewłaściwe. To, że mu się zdarza coś robić, nie wynika z ,,nielubienia” nas, robienia ,,na złość” tylko wieku, bo trzylatki kontrolować potrafią się mocno wyłącznie na skutek motywacji zewnętrznej, czyli np. strachu przed karą,taką czy inną. Jeśli już to autorytet zbudować chcę właśnie wiedzą na temat pewnych mechanizmów, a nie pozycją, faktem bycia rodzicem. A dobre wychowanie-cóż,dla każdego oznacza co innego. My nawet stolu nie mamy więc cóż mówić o (nie)trzymaniu na nim rąk.

      Odpowiedz
    2. kasienka

      Ja wolé, zeby moj synek nie wchodzil na parapet, gdyz rozumie, ze moze to byc dla niego niebezpieczne, niz aby robil to z szacunku dla mnie lub strachu przede mna. Dzieki temu mam pewqnosc, ze nie zrobi tego rowniez wtedy, kiedy nie patrze.
      Od najmlodszych lat/miesiecy ucze dziecka naturalnych konsekwencji – zamiast dyscypiliny. Oznacza to niebieganie za niemowlakiem niczym kwoka (przepraszam, jesli kogos uraze, ale to okreslenie w komiczny sposob dokladnie oddaje, o co mi chodzi) tylko ostrzeganie i pozwalanie dziecku na poznanie swiata. Prosty przyklad: nie zabieram goracego kubka z herbata ze stolu, tylko mowie: uwazaj, gorace! i razem z dzieckiem delikatnie dotykam, zeby poznal zagrozenie. Nastepnym razem wystarczy powiedziec, ze gorace a dziecko ufa, rozumie i uwaza. Tak samo jest z ulica (tak! z ulica), skakaniem po lozku i bieganiem na bosaka po sliskiej podlodze.
      Chce, zeby moje dziecko mowilo: prosze, dziekuje, przepraszam wtedy, kiedy w glebi serca odczuje taka potrzebe. Dla mnie „dobre wychowanie” to po prostu bycie dobrym czlowiekiem, uczciwosc i empatia. I takiego wlasnie czlowieka probuje uksztaltowac. A na to jest tylko jeden sposob: trzeba samemu codziennie starac sie byc coraz lepszym.
      Nie rozumiem dlaczego ktos mialby nie trzymac lokci na stole, jesli tak jest mu akurat wygodnie. Jesli innym to przeszkadza, to przeciez nie musza patrzec.
      Nie obawiam sie, ze jako nastolatek Kubus przyklei mi gume do czola, gdyz ucze go jakie uczucia wzbudza w innych jego zachowanie. On, widzac, ze niektore jego uczynki mnie ciesza stara sie je powtarzac. Lagodnie chowany po prostu cieszy sie mogac dawac radosc. Ja w kazdym momencie licze sie z nim i jego uczuciami i on robi to samo. NIe chce sprawiac mi przykrosci. Kiedy zdarzy mu sie cos wylac na dywan, tlumacze mu, ze przez to mam duzo pracy. Jemu jest przykro, ze stal sie tego przyczyna. Kolejnym razem stara sie bardziej uwazac. Nie dlatego ze ja tego od niego wymagam, ale dlatego ze sam wewnetrznie uwaza, ze tak nalezy. I robi to rowniez wtedy, kiedy nie patrze.

      Kuba ma dwa latka i miesiac.

      Odpowiedz
        1. Ela

          Kindersztuba, to coś co się wynosi z domu. Twój staż matczyny to zaledwie 2 lata, więc przed Tobą jeszcze wiele
          wyzwań i wątpliwości z zakresu wychowania. Te ” łokcie „o których pisze Alicja to zapewne tylko przykład, zresztą taki sam jak pchanie się mężczyzny pierwszemu przez drzwi, czy wyciąganie ręki na przywitanie. Ale co tam, Wasi synkowie nie muszą tego wiedzieć, skoro w niczym ich się nie ogranicza. Bo po co. W niektórych krajach arabskich bekanie przy stole, to odznaka sytości, zresztą dobrze przyjmowana, więc po co mówić tu o tych „łokciach” ?

          Odpowiedz
          1. Marysia Autor wpisu

            Właśnie nie mam pojęcie po co o tych łokciach mówić, bez względu na mój matczny staż, który wynosi u mnie już prawie 4 lata a nie 2, moje poglądy w tym aspekcie nie zmieniają się i nie zmienią. Kindersztuba to dla mnie przekleństwo jak k… mać, wolę go nawet nie używać.

          2. kasienka

            mi sie czasami k.. mac wyrwie. Kinderszt… bleee jeszcze z moich ust nie padlo. Mowisz dwa lata – myslalam ze to wlasnie drugi rok zycia uwazany jest za trudny, ze wzgledu na jakis tam bunt. nie wiem jaki, bo go nie zauwazylam. Widze tylko dziecko, ktore ma potrzeby. To nie jest tak, ze nikt go nie ogranicza – otoz on sam ogranicza siebie czsami az zbyt niepokojaco. Gdy oddaje zabawke mlodszemu dziecku, nie chcac mu sprawic przykrosci. Gdy siedzi sam w samochodzie i nie drze sie w niboglosy, w czasie kiedy mama placi za paliwo, a potem informuje mnie z duma: „czekalem spokojnie!”. CZasami wolalabym zeby tupnal noga, buntowal sie, rzucal na podloge w supermarkecie i walczyl o kolejny samochodzik. Ale on tylko pyta: moge? Albo: masz mamo pieniazki? Choc nikt od niego nie wymaga takiego poziomu samokontroli na tym etapie. Ale on sam zarzucil sobie wysoko poprzeczke. Zna i rozumie uczucia, jakie jego zachowanie wzbudza u innych i liczy sie z nimi. Bo bardzo tego chce. To jest chyba najpotezniejsze zrodlo kontroli a jednoczesnie sposob ksztalcenia czlowieka. Dobrego czlowieka. W przeciwienstwie do tego, ktory jest tylko dobrze wychowany.
            Pozdrawiam

  3. Kasia

    Jak zwykle rozpętała się burza o pojęcia. Posłuszenstwo, nieposłuszeństwo, wychowanie dobre – złe, dyscyplina… To są tylko pojęcia, od których według mnie należy się oderwać, aby znaleźć swój sposób na bycie rodzicem.
    Ja na przykład (zwłaszcza po lekturze Jespera Juula) uważam, że moją rolą jako matki nie jest wychowywanie dziecka, ale jak najlepsze poznanie go, jego reakcji oraz wspieranie w tym, żeby jak najlepiej poznał sam siebie i umiał ocenić swoje reakcje, mówić o nich, nie bał się prosić o pomoc… krótko mówiąc – chcę wspierać go w dorastaniu na asertywnego człowieka. Bo moim zdaniem nie na tym polega dzieciństwo, żeby być bezkrytycznie posłusznym starszym/dorosłym (takiego typu wychowanie według mnie prowadzi do powstawania społeczeństw totalitarnych), ale też z kolei nie będę rezygnowała z siebie i swoich potrzeb po to tylko, by dziecko nigdy nie miało negatywnych odczuć. Chcę pokazywać mu, jak działa świat i to, że czasem od niego czegoś wymagam albo go o coś proszę jest nieodłącznym elementem funkcjonowania w tym świecie.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Dokładnie. Niestety co do pojęć to w ,,myśleniu” o rodzicielstwie ich nie potrzebuję, bo ,,myślę” ideami:) natomiast w pisaniu już jakieś tam słowa potrzebne są:)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>