Znowu minęło…

Dziwne. Już jutro Sylwester, pojutrze Nowy Rok, a ja zupełnie tego nie czuję. Za nami,  2012 roku, tyle zmian, nie zawsze pozytywnych, że chyba nie jestem gotowa na kolejne ,,nowości” i stąd to wynika. Nie mam precyzyjnych planów, nadziei. Na pewno za rok dzieci znowu będą starsze. W 2013 Felonek skończy 4 latka, a Lilcia 2. Nie ogarniam. Jakoś ogólnie wypadam ostatnio z obiegu. Są rzeczy, które chcę zrobić, ale bez ciśnienia. Są miejsca, w które chcę pojechać, ale bez namiętności. Są sprawy do przemyślenia, ale nie spieszno mi do nich. Mimo tych sprzeczności czuję jakieś obłąkańcze szczęście. Czyli raczej nieuzasadnione, niż mocne. Przeżyć, nie zatracić siebie. Czegoś się dowiedzieć. Nawiązać kontakty. Ale czy tak będzie? Chciałabym mentalnie się nie rozleniwić, ale czuję, że na tym polu ponoszę porażkę. Lilcia ma coraz spokojniejsze noce. Nie wiem, czego jeszcze chcieć. Nie wiem, nad czym pracować. Na czym się skupić. Czuję się bezpiecznie zawieszona na gałęzi drzewa, pod którym ryje stado dzików. Nie dosięgają mnie, super. Ale ile można wisieć? Czuję, że jeśli zejdę lub spadnę, nie poradzę sobie. Wietrzę zagrożenie, które jest daleko, ale jest. Może ono mnie nie zwietrzy i przejdzie obok.
Dzieci śpią. Byliśmy dziś na farmie, z cudownym placem zabaw i torem przeszkód w lesie. Felek przed każdą trudnością płakał, obrażał się i miotał, ale widząc, że wsparcie otrzyma tylko słowne, mówił naburmuszony: ,,No dobla, splóbuję”. Próbował, raz mu szło super, innym razem spadał, chwaliliśmy z zachwytem za pracę nad własnymi słabościami, był dumny, zadowolony, ale na koniec i tak stwierdził że mu się nie podobało. ,,Wolisz ZOO, tak?”- pytam i słyszę: ,,Nie, ZOO tes nie lubię ani nic”. Cały Felek. Tak inny od znanych mi dzieci, latających, wrzeszczących, brykających, od zachwyconej każdą wyprawą Lilci, maszerującej raźno, podczas gdy jej braciszek stęka i pokłada się nad błotem, łkając że chce do wózka albo na ręce. Na szczęście już dawno nauczyłam się nie żywić oczekiwaniami wobec potomstwa, bo inaczej byłoby mi pewnie jeszcze trudniej. Można się łatwo nabawić niestrawności albo udławić.
Może to nieładnie, ale nie składam tym razem życzeń noworocznych… Czuję, że najpierw sama muszę dociec, czego bym chciała. Aby dbać o innych, najpierw trzeba chociaż minimalnie zadbać o siebie. Cóż- tego jednego życzę-pamiętajcie o tym!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>