Dzienne archiwum: 5 stycznia 2013

Są takie sprawy…

Na świecie są takie zjawiska, przed którymi moja świadomość ucieka i chowa się jak tylko może, lecz nie zawsze zdoła. Kiedy byłam mała, czułam ból wszystkich dręczonych wokół mnie zwierząt- a było ich sporo, bowiem wychowałam się na zapadłej wsi. Potem okazało się, że cierpią także ludzie. Miałam kilkanaście lat, gdy dowiedziałam się o niejasnego dla mnie pochodzenia tradycji obrzezania dziewczynek (spotkałam się akurat z opowieściami o dokonywaniu tego wśród Muzułmanów), niedługo potem przeczytałam w gazecie o gwałcie na niemowlaku. Nie chcę się zagłębiać w temat. Są to rzeczy, na które  są dwie odpowiednie w moim mniemaniu reakcje: samobójstwo (bo trzeba żyć na tym samym świecie, co ONI) albo morderstwo (ale jak wybić ileś milionów ludzi na drugim końcu świata?). Nie wiem, co innego. Usiąść i wyć aż do śmierci. Albo ewentualnie, nie myśleć o tym wcale. Nie czytać artykułów, reportaży, nie otwierać zdjęć, nie ciągnąć tematu, gdy ktoś dla sensacji taki podejmuje. Nie ma.

Udawać, że nie ma, bo ma się dwoje dzieci. Jedno przy zasypianiu pyta, mrucząc i ściskając moją rękę, czy dorośli też czasami płaczą. Drugie, nie otrzymawszy GPS-a cioci do zabawy, zalało się łzami. Płaczą, płaczą, synku. Córciu, to straszne, że tak ci wszystko zabierają.