Dzienne archiwum: 6 stycznia 2013

Łapki

Patrząc na moje dzieci podczas obiadu, zastanawiam się,czy to, że tak wielu dorosłych odczuwa wstręt wskutek dotyku rzeczy o konstystencji np. smażonych grzybów, czy surowego jajka (nie mówiąc już o tym, jak źle reagują na możliwość pojawienia się w ustach papki!), nie ma powiązania z tym, że już od najwcześniejszego dzieciństwa pilnowano, byśmy nie brali jedzenia do rąk, nie bawili się nim, ,,nie rozwalali”. Najpierw karmiono nas łyżeczką, potem uczono jeść sztućcami. Nierzadko namawiano nas usilnie do jedzenia, chociaż nasze możliwości przerobowe już dawno były wyczerpane. Organizm, mózg zapamiętał te ,,niemiłe bodźce” i efektem jest uczucie obrzydzenia.

Felek: dopiero od niedawna ośmiela się wybierać rączkami, szuka najsmaczniejszych kąsków (do niedawna nie ruszył niczego, co nie było porozdzielanymi, ,,suchymi” składnikami, np. kartofle plus mięso, to był cud jeśli udawało mi się do takiego zestawu przemycić łyżkę oliwy!). A i tak odczuwa natychmiastową chęć wytarcia łapek. Karmiony łyżeczką i papkami przez całe niemowlęctwo. Lila: garściami wyżera z miski bakłażanowe curry, tu powącha, tam wypluje albo wetrze sobie w czoło. Najedzona, umazana i szczęśliwa.

Nie chcę znowu wkładać kija w mrowisko, ale mam wrażenie, że zaburzenia integracji sensorycznej mogą mieć związek ze sposobem w jaki dziecko je (jest karmione) od maleńkości. I że ten kontakt bezpośredni z zawartością talerza ma same plusy dla rozwoju dziecka oraz jego późniejszego apetytu. Poznałam kiedyś malucha, który po otrzymaniu szeregu warunków: ,,Siedź cicho, nie baw się jedzeniem, otwieraj buzię, teraz mięso, nie rękami, fuj!” zupełnie rezygnował z jedzenia. A mama, tata i babcia pomstowali, że niejadek. Myślę, że jako rodzice mamy na wiele rzeczy wpływ większy, niż nam się śniło. A na niektóre zupełnie żaden.