Łapki

Patrząc na moje dzieci podczas obiadu, zastanawiam się,czy to, że tak wielu dorosłych odczuwa wstręt wskutek dotyku rzeczy o konstystencji np. smażonych grzybów, czy surowego jajka (nie mówiąc już o tym, jak źle reagują na możliwość pojawienia się w ustach papki!), nie ma powiązania z tym, że już od najwcześniejszego dzieciństwa pilnowano, byśmy nie brali jedzenia do rąk, nie bawili się nim, ,,nie rozwalali”. Najpierw karmiono nas łyżeczką, potem uczono jeść sztućcami. Nierzadko namawiano nas usilnie do jedzenia, chociaż nasze możliwości przerobowe już dawno były wyczerpane. Organizm, mózg zapamiętał te ,,niemiłe bodźce” i efektem jest uczucie obrzydzenia.

Felek: dopiero od niedawna ośmiela się wybierać rączkami, szuka najsmaczniejszych kąsków (do niedawna nie ruszył niczego, co nie było porozdzielanymi, ,,suchymi” składnikami, np. kartofle plus mięso, to był cud jeśli udawało mi się do takiego zestawu przemycić łyżkę oliwy!). A i tak odczuwa natychmiastową chęć wytarcia łapek. Karmiony łyżeczką i papkami przez całe niemowlęctwo. Lila: garściami wyżera z miski bakłażanowe curry, tu powącha, tam wypluje albo wetrze sobie w czoło. Najedzona, umazana i szczęśliwa.

Nie chcę znowu wkładać kija w mrowisko, ale mam wrażenie, że zaburzenia integracji sensorycznej mogą mieć związek ze sposobem w jaki dziecko je (jest karmione) od maleńkości. I że ten kontakt bezpośredni z zawartością talerza ma same plusy dla rozwoju dziecka oraz jego późniejszego apetytu. Poznałam kiedyś malucha, który po otrzymaniu szeregu warunków: ,,Siedź cicho, nie baw się jedzeniem, otwieraj buzię, teraz mięso, nie rękami, fuj!” zupełnie rezygnował z jedzenia. A mama, tata i babcia pomstowali, że niejadek. Myślę, że jako rodzice mamy na wiele rzeczy wpływ większy, niż nam się śniło. A na niektóre zupełnie żaden.

9 myśli nt. „Łapki

  1. Asia

    Cos w tym jest – nie mam dwojki dzieci ale widze po sobie i mojej corce. Mnie karmiono (wpychano) jedzenie lyzeczkami, fuj i „za tatusia” i do dzis mam wstret do dotykania surowego miesa i wielu innych rzeczy. Ale takim podskornym efektem jest to, ze nigdy nie wiem kiedy tak naprawde sie najadlam, czasami jem za duzo, czasami za malo. Moja corka, jedzenie poznala od razu w postaci „surowej” – czyli, prosze tu jest miseczka a na niej brokul, ziemniak, etc. rob co chcesz. 7 misiecy pozniej mam dziecko, ktore samo je, ale tez wie kiedy jest najedzona, co lubi, co nie. I mam nadzieje, ze jest to dla niej poczatek drogi, na ktorej sie nauczy co jest dla niej najlepsze w zyciu.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Oczywiście,moja córka nie przepada np. za jajkiem.Nie chodzi oto,by dziecko jadło wszystko i wylizywało talerz,ale było świadome,kiedy jest głodne,kiedy nie i nie odczuwało odruchu wymiotnego na sam dźwięk słowa ,,obiad”albo widok zupy. Widzę potężną różnicę między synkiem-nie BLW a córcią-BlW.Także pod względem sensorycznym,że tak powiem.Dla małej nie ma rzeczy ,,obrzydliwych”, Felek nie ruszy jedzenia przez 10 godzimo głodu jak mu konsstencja czy kolor nie pasuje-nie spróbuje nawet smaku.

      Odpowiedz
    2. Kasia

      Że nie podchodzą – to być może, bo to kwestia gustu, ale że nie są znane i dlatego unikane? Nie spotkałam jeszcze dziecka BLW, które nie chwyciłoby najpierw po nowość na talerzu :) Im nowsze tym ciekawsze!

      Odpowiedz
  2. elsi

    Hmmm… Godne przemyślenia. Z pewnych względów związanych z niemiłymi doświadczeniami w przeszłości, mam niezłego wnerwa na widok złego zachowania przy stole. Moja Młoda nie raz już ode mnie oberwała z tego powodu (spokojnie, nie dosłownie!). Przez pierwsze dwa lata jej życia walczyliśmy (mąż, ja i lekarze) z przewlekłą anemią. Przez to jej jedzenie jest dla nas bardzo ważne. A Młoda to oczywiście niejadek, 15-kilogramowa pięciolatka ;)
    Nawalczyłam się sama ze sobą, by odpuścić, nie zmuszać do jedzenia, nie terroryzować przy stole. jest nieźle. Teraz zatem muszę jeszcze pamiętać, by wyluzować odnośnie „etykiety”. ;)

    Odpowiedz
  3. kasienka

    Zazdroszczę i bardzo żałuję że nie udało mi się wprowadzić BLW w pełni i od samego początku. Posłużyło mi raczej jako ostatnia deska ratunku, gdy dziecko źle karmione zupełnie straciło zainteresowanie jedzeniem.

    Odpowiedz
  4. Matysiakowa

    Moim zdaniem najważniejsza przy jedzeniu jest przyjazna atmosfera:) ja jako dziecko byłam karmiona papkami i dopiero jak mi ząbki wyrosły dostawałam jedzenie w całości, teraz zjadam z apetytem prawie wszystko, co więcej lubię próbować nowości i z tego co pamiętam zawsze tak było i nie marudziłam przy jedzeniu.. a teraz jak moja Basia zaczyna swoją przygodę z BLW sama chętnie jem rękoma ;)
    Ale to pewnie kwestia priorytetów… jeżeli dla rodzica najważniejsze jest żeby dziecko zjadło wszystko lub żeby siedziało prosto i ładnie jadło (cokolwiek to znaczy?) to o miłą atmosferę bez nerwów raczej trudno.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>