Lulcia wisi

Blog jako tako działa, dzieci śpią, więc piszę. Ostatnio kilka osób pytało mnie, czy dla równowagi nie napisałabym czegoś o minusach karmienia piersią. Na początku nie miałam ochoty podejmować takiego tematu, ale pomyślałam sobie: zrobię to. W swoim megasubiektywnym stylu. Mając na względzie własną perspektywę. I Lulci.

Nie, nie będę pisać o diecie (nie wierzę w coś takiego, jak dieta matki karmiącej, ale nikt nie musi się ze mną zgadzać), ani za dużo o pogryzionych sutkach (współczuję z serca kobietom które przez to przeszły- moje noworodki przez kilka pierwszych dni życia ucząc się przy mnie sensownego ssania, zadawały mi liczne rany szarpane, Lulcia zaś, jako zębata bestia dziewięciomiesięczna zapomniała się raz i dostała radosnego szczękościsku z piersią w ustach- to był moment kryzysu, rozważałam odstawienie dziecka, przetrwałam). Dla mnie to nie są ,,minusy”, lecz, że tak powiem, przeszkody do ominięcia, bardziej mentalne, niż realne, bo ,,dieta” jest w głowie, a poranione cycki to kwestia- w moim przypadku- treningu odpowiedniego przystawiania dziecka lub szybkiej reakcji na szczękościsk. Cudzych przypadków nie rozpatruję, natomiast jeśli ktokolwiek zapytałby mnie o radę w takiej sprawie, zawsze otoczyłabym ją wielkim zrozumieniem i wspólczuciem, jednocześnie sugerując wizytę w poradni laktacyjnej, u położnej czy douli. Może będę kiedyś na tyle kompetentna, by pomóc…:)

Staram się wymyśleć, co może być ograniczeniem dla mnie. Gdybym miała pewność, że po przejściu na butlę,Lulcia przespałaby noc, byłoby to łatwiejsze, ale nie mam żadnych przesłanek, żeby tak myśleć. Lulcia spędziła dotychczas jedną noc beze mnie i budziła się kilka razy. Rzeczywiście noce są uciążliwe dla mnie niezmiernie. Moja córeczka nigdy jeszcze nie przespała żadnej w całości, najmniejsza ilość odnotowanych pobudek to trzy, nie pamiętam kiedy. Obecnie budzi się co najmniej pięć razy, zawsze domaga się piersi a czasami także spania ze mną. Śpię z reguły między Felkiem i Lulcią, i nie jest to moje ulubione położenie. Ale tak na prawdę nie karmienie ma tu coś do rzeczy, lecz jak sądzę, temperament mojej młodzieży.

Jedna rzecz, która faktycznie jest związane z karmieniem piersią i ciąży mi strasznie, to niemożność zostawienia maluchów np. na weekend czy choćby na jedną noc i relaks w towarzystwie Marcinka albo przyjaciół. Owszem, Felek w tym wieku już daaaawno przesypiał całą noc. Ale za to dopiero niedawno (z miesiąc temu) przestał domagać się o 5-6 rano butli z mlekiem. Więc tak na prawdę każdy plus karmienia butelką równoważony był w naszym przypadku przez minusy. Czy chciałabym wyjechać na tydzień bez dzieci kosztem zaprzestania karmienia? Znacie moje podejście do plusów, więc tu koszt oceniam jako zbyt wysoki. Ale… Czy gdybym jakimś cudem WIEDZIAŁA, że Lulcia zacznie spać w nocy po zaprzestaniu karmienia? Przemyślałabym to.

Innych minusów osobiście nie dostrzegam. Być może ktoś inny ocenia to inaczej, ale ja na prawdę rozczulam się widokiem ssącej Luleńki, jej ufnością, jej pewnością, że coś jest tylko dla niej, że jej się to należy. W moim życiu nie odczuwam żadnych innych ograniczeń z tym powiązanych. Nie na tym etapie, bo wiadomo, że im starsze dziecko, tym więcej jest atrakcji, którymi można cycek zastąpić. Chociaż wierzę, że to też kwestia podejścia. Gdy Lileczka miała miesiąc, pojechałam na sesję (wygrana w konkursie), stroili mnie i malowali do gazety:) Mała została dwukrotnie na 8 godzin z tatą, który dawał jej w tym czasie butlę. Dziś zrobiłabym dokładnie to samo, ponieważ dla mnie, przygniecionej podwójnym macierzyństwem i fatalnym stanem psychicznym po porodzie, stanowiło to odskocznię i wspominam tę przygodę fantastycznie. Między kolejnymi kreacjami odciągałam mleko do kibla i wszyscy przeżyli. Uważam, że jeśli nie demonizuje się ani karmienia naturalnego, ani butelki, to pierwsze może przyjśc łatwiej i przyjemniej. U nas tak było- teraz już chyba zawsze powinnam to dopisywać.

A, przepraszam, jest jeszcze jeden minus karmienia naturalnego, który ja wciąż boleśnie odczuwam. Przy Felku tak było, teraz jest przy Lileczce. Otóż agresywne poradnictwo w kwestii jedzenia, picia, pozycji przystawiania, długości roztsań z dzieckiem, wieku do którego trzeba karmić i od którego nie wolno, nawet głębokość dekoltu jest na cenzurowanym. Ponadto za każdym niemal razem, gdy przyznaję się do karmienia, muszę wysłuchiwać historii, na jakich zdrowych, mądrych i wspaniałych ludzi wyrosły dzieci karmione butelką o otoczeniu mojego rozmówcy. Tak, matka karmiąca piersią (karmiąc butelką tego zupełnie nie odczułam!) wciąż musi bronić swoich wyborów, jeśli tylko  dotyczą w jakiś sposób jej, dziecka, czy nawet innych członków rodziny. Mam na to nawet świetną nazwę: terroryzm laktacyjny.

3 myśli nt. „Lulcia wisi

  1. Marta

    u Nas, jak już wcześniej wspominałam laurka odstawiła się sama od cyca w wieku jakiś 9 miesięcy… jedna z pierwszych moich myśli – przejdzie na butelkę, zacznie w końcu przesypiać noce… Hura a ja się wyśpię. oj jakże byłam w błędzie. Mleka nie pije w nocy od jakiegoś miesiąca ( jak piłą potrafiła wypić trzy butle – z czestotliwością taką jak ciągneła cycka) ale za to pije wode bo chce jej się pić, wypadł jej smoczek albo ukochana lala lezy za daleko i nie moze jej małą łapką wymacać. Więc Lulka ma prawie 16 miesięcy a noce jak były nieprzespane tak są :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>